×

Swati Ayurveda | Orzechowy peeling do twarzy i ciała

30 grudnia 2016 27
Swati Ayurveda | Orzechowy peeling do twarzy i ciała
Na początku dzisiejszego wpisu chciałabym wam serdecznie podziękować za wszystkie miłe słowa, które dostałam od was pod ostatnim postem. Bardzo się cieszę że rewolucja która się tu zadziała została odebrana pozytywnie. W końcu to dla was piszę, więc muszę dbać o waszą wygodę :)

Na dzisiaj przygotowałam dla was recenzję peelingu do twarzy i ciała Swati Ajurveda pochodzącego ze sklepu internetowego Bombaj Bazaar.


Od producenta:

Swati Ayurveda Peeling do twarzy i ciała orzechowy
Naturalny, lekki peeling do twarzy i ciała Swati Ayurveda o pięknym zapachu doskonale zadba o Twoją skórę.
Peeling stworzony na bazie łupin z orzecha idealnie złuszcza martwy naskórek i głęboko oczyszcza skórę.
Wyciąg z aloesu zadba o prawidłowe nawilżenie skóry, jak również zniweluje podrażnienia. Witamina E wzmocni naturalną barierę naskórkową co uchroni skórę przed złymi czynnikami zewnętrznymi. Peeling stosowany regularnie poprawi ukrwienie skóry, nawilży, uelastyczni i sprawi, że Twoja skóra stanie się po prostu piękniejsza.

Sposób użycia:
Delikatnie masuj fragment skóry z użyciem peelingu przez ok 5 minut, okrężnymi ruchami. Pozostaw na 10 minut po czym spłucz letnią wodą.

Skład:

Walnut, Neem, Aloe Vera, Wheat germ oil, Lemon oil, Manjistha

Cena: 29 zł/ 70g do kupienia w sklepie internetowym Bombay Bazaar 

Moja opinia:

Peeling znajduje się w metalowym słoiczku zamkniętym szczelnie pokrywką. Za pierwszym razem miałam problem z jego otwarciem. Kręciłam, kręciłam a tu nic. Dopiero po chwili zorientowałam się że pokrywkę należy pociągnąć do góry. Mówcie mi geniusz :p


Kiedy już w końcu mogłam zajrzeć do środka, moim oczom ukazała się rzecz niesłychana. A mianowicie foliowy woreczek. Byłam pewna że peeling ma postać proszku, który należy zmieszać z wodą i dlatego został tak zapakowany. Nic z tych rzeczy. Ma on tradycyjną kremową konsystencję. Nie powiem, w pierwszej chwili się zraziłam. No bo co ja mam niby z tym zrobić? Przełożyć zawartość torebki do słoiczka czy zostawić tak jak jest? Ostatecznie kosmetyk został w torebce ale ułożyłam ją w słoiczku w taki sposób, żeby nie było problemu z dostaniem się do peelingu.


Po tych przebojach z opakowaniem w końcu przyszła pora na pierwsze testy. Pierwszy zachwyt nastąpił kiedy tylko produkt znalazł się na mojej twarzy. Zachwycił mnie swoim delikatnym, jakby pudrowym, orzechowym zapachem. 

Zgodnie z zaleceniem producenta najpierw masowałam nim skórę (5 min to raczej nie trwało, no bo ile można ;)) a następnie pozostawiłam na jakieś 10 min. Peeling nie jest bardzo mocnym zdzierakiem. Owszem łupinki orzecha są wyczuwalne ale nie ma obaw, że zrobią naszej skórze krzywdę.

Po upływie zalecanego czasu zmyłam produkt z twarzy. I tu już pojawiła się prawdziwa euforia. Bo tak gładkiej i mięciutkiej cery nie miałam już dawno. Peeling fantastycznie ją oczyścił, dodał blasku i co mnie bardzo zaskoczyło, również nawilżył. Po jego użyciu stosowanie jakiegokolwiek kremu nie było konieczne. 

Podsumowując: Po początkowej niechęci wywołanej dosyć niefortunnym opakowaniem okazało się że ten foliowy woreczek kryje prawdziwe cudo kosmetyczne. Nie bez powodu mówią żeby nie oceniać książki po okładce (a kosmetyku po opakowaniu ;)). Z peelingu jestem bardzo zadowolona i jak tylko go skończę, a nastąpi to już niebawem, to na pewno skuszę się na kolejny słoiczek.


Na zakończenie chciałabym poinformować was, że przez kilka najbliższych dni będzie mała przerwa na blogu. Wynika to z tego, że za chwilę wsiadam do pociągu, który zawiezie mnie do Wrocławia. Zawsze chciałam zobaczyć to miasto ale odległość Białystok - Wrocław jakoś ciągle wydawała się zbyt duża. W tym roku jednak Sylwestra i Nowy Rok spędzę właśnie tam. W planach mamy babskie świętowanie :) Wracam 2 stycznia wieczorem ale po 8-godzinnej podróży prawdopodobnie będę marzyła tylko o własnym łóżku ;) 
Nie zamierzam was jednak zostawić na ten czas. Jeżeli chcecie wiedzieć co się u mnie dzieje zapraszam na mój profil na Instagramie oraz na Facebooka. Postaram się regularnie wrzucać zdjęcia z mojej wyprawy. 
27

Nowa odsłona bloga | w końcu jestem na swoim

28 grudnia 2016 70
Nowa odsłona bloga | w końcu jestem na swoim
Cześć kochani. Dzisiejszy post jest zwieńczeniem rewolucji, którą przeprowadziłam w ciągu kilku ostatnich dni. Zadziało się naprawdę dużo i myślę że większość zmian już zauważyliście. Zacznę jednak od początku. 


Moja przygoda z blogosferą zaczęła się już dosyć dawno. Niebawem minął 4 lata odkąd istnieje to miejsce. Miałam chwile zwątpienia, przerwy w pisaniu ale zawsze prędzej czy później wracałam. Po prostu brakowało mi tej mojej przystani a przede wszystkim Was, moich dobrych duszyczek, które zawsze służą radą i dobrym słowem. 

Przez te 4 lata bardzo dużo się zmieniło ale chyba najbardziej zmieniłam się ja sama. Zawsze byłam osobą bardzo nieśmiałą, która za wszelką cenę unikała konfrontacji. Teraz jestem świadomą kobietą, która jak chyba każdy ma jakieś kompleksy, ale nie przysłaniają one reszty świata. Umiem zawalczyć o swoje i jeśli trzeba tupnąć nogą. Może nie każdemu się to podoba ale jestem sobą i wiem, że osoby, które są dla mnie ważne potrafią to docenić. One wiedzą, że w głębi serca jestem ciągle delikatną i bardzo wrażliwą dziewczyną. Za to im z całego serducha dziękuję, bo tak naprawdę gdyby nie one to już dawno bym się poddała i zapomniała jaką radość daje samorealizacja i podążanie za własnymi marzeniami.

Wraz ze mną ewoluował też mój blog. Początkowo tylko kosmetyczny, z biegiem lat poszerzał swoją tematykę. Teraz mogę powiedzieć że bliżej mu raczej do tematyki lifestylowej niż typowo urodowej przystani. Jest różnorodnie, czyli tak jak lubię. Wciąż piszę o urodzie i kosmetykach ale znajdziecie tu też posty o zdrowym odżywianiu i aktywności fizycznej, trochę książek i filmów. Jednym słowem wszystko to co mnie interesuje.


Wraz z końcem tego roku podjęłam kilka ważnych decyzji. Przede wszystkim zdecydowałam się na przeniesienie bloga na własną domenę. Od dziś jestem już na swoim czego dowodem jest nowy adres bloga w-sekrecie.pl Nie musicie się o nic martwić. Ustawiłam przekierowanie dzięki któremu nawet jeśli wpiszecie w wyszukiwarkę stary adres to traficie tutaj. Myślę jednak, że nowy jest na tyle krótki i łatwy do zapamiętania, że szybko się do niego przyzwyczaicie.

Zmianie uległ też szablon. Tym razem postanowiłam nie cudować sama, bo z moim antytalentem technicznym raczej nic dobrego z tego nie wychodziło, a powierzyłam moje blogowe dziecko profesjonalistce. Wszystko co widzicie jest dziełem wspaniałej Karoliny, autorki takich blogów jak Pasje Karoliny czy Karografia. To ona z ogromną cierpliwością wysłuchiwała moich zachcianek a potem wprowadzała kolejne wymyślane przeze mnie zmiany. Oj wymęczyłam ją swoim marudzeniem, ale mimo to do końca służyła mi dobrą radą i profesjonalnym spojrzeniem na każdy nawet najmniejszy detal. Karolinko dziękuję Ci ślicznie za to wszystko co dla mnie zrobiłaś :* W końcu czuję, że jestem u siebie.

Mam nadzieję że wam również nowy szablon przypadnie do gustu. Chciałam żeby było jak najbardziej czytelnie i przejrzyście aby nikt nie miał problemu ze znalezieniem interesujących go treści. Dajcie znać czy udało mi się osiągnąć zamierzony efekt.
Na koniec jeszcze jedna informacja. Zmieniły się również nazwy moich profili na Facebooku oraz Instagramie. Oba będą teraz spójne z nazwą bloga więc myślę że nie będzie żadnego problemu z przypisaniem ich do tego miejsca.
Od dzisiaj przestałam być także Mirabelką a zaczynam pisać do was po prostu jako Magda. Chociaż nazwa bloga - W sekrecie - wskazuje na anonimowość to uznałam że czas najwyższy przestać się ukrywać pod pseudonimem, który tak naprawdę nie miał dla mnie żadnego znaczenia.
Zaczynam nowy rozdział i mam nadzieję że będziecie mi towarzyszyć.
70

Świąteczne dylematy fit girl + życzenia.

24 grudnia 2016 56
Świąteczne dylematy fit girl + życzenia.
Zdrowe jedzenie, trening kilka razy w tygodniu. Tak wygląda codzienność fit girl. Brzmi strasznie? Nic z tych rzeczy. Bycie fit uzależnia. Ale to bez wątpienia pozytywny nałóg. Idą jednak święta a wraz z nimi pojawia się pytanie: co zrobić kiedy na stole pojawią się te wszystkie pyszności? Jeść czy stanowczo odmawiać i raczył się sałatą albo siedzieć z pudełkiem z kolejnym fit daniem?


Powiem wam szczerze jak będą wyglądały moje święta. Żadna dieta w tym czasie mnie nie obowiązuje. Wigilia w naszej rodzinie jest zawsze dosyć skromna ale pierwszy dzień świąt to już prawdziwa uczta. Spotykamy się całą rodziną u dziadków a stół aż ugina się pod ciężarem przysmaków przygotowanych przez babcię. I jak co roku mam zamiar ich spróbować. Nie odmówię babci zrazików czy kawałka ciasta bo doskonale wiem ile czasu i serca włożyła w ich przygotowanie. Wiem, bo zawsze robi to co lubię najbardziej. Specjalnie dla mnie.

W święta to nie dieta ale rodzina jest dla mnie najważniejsza i atmosfera jaka panuje przy stole. Rzadko mamy okazję spotkać się w takim gronie więc jest to dla nas szczególny czas. Nie mówię że będę obżerać się do nieprzytomności bo wychodzę z założenia że we wszystkim trzeba zachować umiar. Ale zjem to na co będę miała ochotę i to bez żadnych wyrzutów sumienia. Możecie mnie w tym momencie potępić i powiedzieć że w takim razie żadna ze mnie fit girl ale takie jest moje podejście. Sport i zdrowe odżywianie jest dla mnie ważne ale mam w swoim życiu priorytety i zawsze to moi bliscy stoją na pierwszym miejscu.
W tych dniach w kuchni od zawsze króluje moja babcia i wszyscy to szanujemy. W końcu tradycja to tradycja. Doskonale rozumiem, że w trudniejszej sytuacji są osoby, które zajmują się sportem zawodowo czy przygotowują się do zawodów. Dla nich każdy dodatkowy kilogram ma znaczenie. Oni naprawdę muszą się pilnować. Ale większość z nas to zwykli ludzie, które ćwiczą z pasji, bo po prostu to lubią, bo chcą dbać o siebie.

Świąteczny trening? Zobaczymy. Ćwiczenia nie są dla mnie przykrym obowiązkiem ale przyjemnością więc jeśli po powrocie do domu poczuję że mam ochotę na rozciąganie czy jakiś delikatny trening to go po prostu zrobię. Bez spiny że coś muszę. Przez cały czas ćwiczę systematycznie więc jeśli zrobię sobie 3 dni przerwy to świat się nie zawali.

Nie zapominajmy że zdrowie to nie tylko smukła figura ale także zdrowa psychika, a w święta powinniśmy przede wszystkim odpocząć i cieszyć się czasem spędzonym z najbliższymi. Uwierzcie mi że stresem jaki sobie fundujemy zamartwiając się jedzeniem, które w tych dniach zjemy, wyrządzimy dla naszego zdrowia więcej szkody niż kolejną porcją pierogów. Nie dajmy się zwariować :)


Korzystając z okazji chciałabym Wam życzyć Zdrowych, wesołych i pogodnych świąt Bożego Narodzenia. Niech będę one okazją do zadumy, ale i do radości z rodzinnego spotkania. Niech przyniosą wytchnienie od codziennych trosk i zmagań. Oby magia Bożego Narodzenia trwała u Was jak najdłużej. Wesołych Świąt Kochani :*
56

Wigilia | śledź w sosie słodko-ostrym

23 grudnia 2016 9
Wigilia | śledź w sosie słodko-ostrym
Przygotowania do świąt idą pełną parą. Praktycznie od rana nie wychodzę z kuchni, ale nie narzekam, bo lubię to. Choinka ubrana, w tle leci świąteczna playlista a ja już w świątecznym nastroju biorę się za przygotowywanie kolejnego dania. Dla was mam natomiast przepis na śledzie w sosie słodko-ostrym. Pomyślałam, że może akurat któraś z was zdecyduje się postawić je na swoim świątecznym stole :)


Składniki:
4-5 filetów śledziowych (wymoczonych)
1 średnia cebula
2 łyżki suszonych śliwek Helio
2 łyżki rodzynek Helio
1 czubata łyżka koncentratu pomidorowego
pół łyżeczki cukru
pieprz ziołowy
łyżeczka chili (można dać mniej lub więcej w zależności od tego jak bardzo pikantne smaki lubicie)


Sposób przygotowania:
Cebulę kroimy w kostkę i podsmażamy na oleju, aż się zeszkli. Dodajemy rodzynki, pokrojone w paseczki suszone śliwki, koncentrat pomidorowy, chili oraz odrobinę wody i wszystko razem dusimy. Po przestudzeniu do sosu dodajemy pokrojone na małe kawałeczki śledzie. Mieszamy i wstawiamy do lodówki. Najlepsze są po upływie 1-2 dni.

Przepis bardzo prosty, a przygotowanie nie zajmuje dużo czasu. Smacznego :)
9

Czystek | dlaczego warto się nim zainteresować

21 grudnia 2016 32
Czystek | dlaczego warto się nim zainteresować
Hej hej :) Domyślam się, że pewnie pochłonęły was przygotowania do świąt ale mam nadzieję, że znajdziecie chwilkę, żeby przeczytać nowy post. A myślę, że warto, ponieważ dziś chciałabym przybliżyć wam trochę zioło, które może nie dla wszystkich jest doskonale znane. Sama trafiłam na nie niedawno, ale to spotkanie wniosło dla mnie wiele dobrego. O kim mowa? Oczywiście o czystku.


Czystek jest jedną z najsilniej działających roślin wzmacniających układ odpornościowy człowieka, nie wywołując przy tym żadnych działań ubocznych. Herbatkę z czystka mogą pić nie tylko dorośli ale także dzieci, już od 3 miesiąca życia.

Jeśli jeszcze herbatki z czystka nie próbowaliście, to zachęcam do zaopatrzenia się w nią. Roślina ta ma naprawdę zbawienne właściwości dla naszego organizmu.
- usuwa z organizmu metale ciężkie, dlatego szczególnie polecana jest palaczom,
- doskonale radzi sobie z wirusami i infekcjami górnych dróg oddechowych. Polecany jest na kaszel ale także dla osób cierpiących na bóle zatok,
- dzięki właściwościom antywirusowym, antybakteryjnym i antygrzybiczym idealnie sprawdza się u osób cierpiących na łupież, grzybicę, trądzik, wirusa opryszczki czy też rozmaite choroby skóry i paznokci,
- pomaga zapobiegać chorobie niedokrwiennej serca, rozpuszcza zatory i zakrzepy.
- jest to roślinka silnie antyoksydacyjna, ma olbrzymią zdolność do wyłapywania wolnych rodników i  do obniżania aktywności kolagenazy (enzymu odpowiedzialnego za rozkład kolagenu), przez co działa odmładzająco, przeciwzapalnie i witalizująco na ludzki organizm,
- jest świetnym rozwiązaniem dla amatorów leśnych wędrówek, ponieważ chroni przed kleszczami. Można go podawać także naszym czworonożnym pupilom, ponieważ pomaga rozprawić się również z pchłami. Grunt aby przemycić trochę czystka do ich karmy
- napar z czystka jest znakomitym środkiem wspomagającym higienę jamy ustnej. Z powodzeniem może zastąpić drogeryjne płyny do płukania jamy ustnej. Działa również wybielająco na zęby,
- regularne picie naparu z czystka pomaga walczyć z przykrym zapachem potu.
(Źródło: http://www.akademiawitalnosci.pl/)

Należy pamiętać, żeby herbatkę z czystka pić regularnie. Jeżeli chcemy uzyskać efekty nie wystarczy spożywanie jej raz na jakiś czas. Trzeba to robić codziennie.


Ja jestem posiadaczką czystka bio, zakupionego w internetowym sklepie Galeria herbat. Przyznam się, że początkowo miałam duży problem żeby się do niego przekonać. Po prostu mi nie smakował, a dodatkowo jak tylko podsuwałam nos do szklanki to czułam odrzucający zapach nikotyny. Wiedziałam jednak, że sporo osób popija te ziółka i byłam bardzo ciekawa jak oni to robią, że ten napar w ogóle przechodzi im przez gardło. Poszperałam trochę w internecie i okazało się, że dla poprawy smaku można dodać do niego sok z cytryny lub miód. Spróbowałam i podziałało. Faktycznie z takim dodatkiem smakuje dużo lepiej, a i zapach jest mniej wyczuwalny. Nie powiem, żeby to była jakaś ambrozja, ale da się wypić :P Najważniejsze, że działa. A czego się nie robi dla zdrowia :)



32

FIT Wigilia | kutia z bakaliami i kaszą pęczak, kompot z suszonych owoców i fit pierniczki

18 grudnia 2016 32
FIT Wigilia | kutia z bakaliami i kaszą pęczak, kompot z suszonych owoców i fit pierniczki
Cześć :) Święta zbliżają się wielkimi krokami. Dla mnie to czas, kiedy żadna dieta nie obowiązuje, ale mimo wszystko staram się zachować zdrowy rozsądek. Święta w mojej rodzinie są zawsze bardzo tradycyjne. Potrawy na wigilijny stół od lat przygotowuje babcia. To ona jest królową w swojej kuchni, ale od kilku lat wprowadza mnie w tajniki swojego gotowania i pozwala na moje lekkie modyfikacje.
Są dania, których po prostu nie może zabraknąć na naszym stole i to się nie zmieni. Ale tradycyjne, niekiedy dosyć ciężkie potrawy można troszeczkę odchudzić. Tak, tak, fit wariatka wkroczyła do akcji ;) Uwierzcie mi, że delikatne zmiany kilku składników wcale nie spowodują, że będą one mniej smaczne. Tak było z moją ukochaną kutią. Uwielbiam ją i mogę jeść bez końca. Według tradycyjnego polskiego przepisu należy ją robić z ziaren pszenicy, z dodatkiem bakalii, śmietanki i likieru. W takiej postaci jest ona rzeczywiście dosyć kaloryczna. W mojej rodzinie od kilku lat przygotowuję ją jednak w wersji fit i wszyscy zgodnie twierdzą, że niczym nie ustępuje ona oryginałowi :) Dzisiaj podzielę się z wami przepisem na moją wigilijną kutię.



Składniki:
100 g kaszy pęczak
150 g maku
100 g orzechów (ja wybrałam orzechy laskowe Helio)
100 g rodzynek Helio
100 g migdałów Helio
100 g kandyzowanej skórki pomarańczowej Helio
3 łyżeczki miodu

Sposób przygotowania:
Mak gotujemy przez ok. 20 min, co jakiś czas mieszając. Następnie odcedzamy i po wystygnięciu mielimy maszynką 2-3 razy.
Kaszę pęczak gotujemy w 1 szklance osolonej wody. Kiedy kasza wchłonie połowę wody zdejmujemy ją z ognia i odstawiamy do ostygnięcia.
Masę makową łączymy z kaszą. Do powstałej masy dodajemy orzechy, rodzynki, migdały, skórkę pomarańczy oraz miód. W razie potrzeby dosładzamy lekko ksylitolem lub stewią. Ja dodaję też kilka kropel olejku migdałowego.

Kompot z suszonych owoców.


Składniki:
1,5 l wody
suszone owoce (jabłka, gruszki, morele - co kto lubi)
suszone śliwki (ilość dobieramy w zależności od tego jak intensywny smak chcemy uzyskać)
5 łyżek cukru (u mnie ksylitol)
laska cynamonu
5-6 goździków

Sposób przygotowania:
Suszone owoce (w moim przypadku jest to mieszanka suszonych owoców Helio) zalewamy ciepłą wodą i odstawiamy na kilka godzin, aby wydobyć z nich aromat. Następnie przekładamy je do garnka i gotujemy w wodzie, w której się moczyły. Po zagotowaniu zmniejszamy ogień, dodajemy cukier, cynamon i goździki i gotujemy jeszcze przez ok. 20-30 min.

A na koniec mam jeszcze dla was przepis na przepyszne bezglutenowe fit pierniczki.


Składniki:
szklanka mąki gryczanej
po pół szklanki mąki ryżowej i jaglanej
5-6 łyżek oleju kokosowego (mój ma postać stałą)
2 jajka
miód (ilość uzależniamy od tego jak bardzo chcemy słodkie pierniczki)
3 łyżki cynamonu
3 łyżki przyprawy do piernika
szczypta sody

Sposób przygotowania:
Jajka ucieramy z olejem kokosowym. Osobno mieszamy wszystkie suche składniki. Następnie łączymy je z jajkami i wyrabiamy ciasto. Wstawiamy je na kilka minut do lodówki. Następnie rozwałkowujemy i wycinamy pierniczki. Piekarnik rozgrzewamy do 170 stopni i pieczemy ciasteczka przez ok. 15- 20 min.
32

Naturalne nawilżające kremy na dzień i na noc z owocem granatu Cosnature.

16 grudnia 2016 33
Naturalne nawilżające kremy na dzień i na noc z owocem granatu Cosnature.
Koniec roku zbliża się nieubłaganie, a ja mam jeszcze kilka odroczonych recenzji do opublikowania. Chciałabym zacząć nowy rok z czystą kartą, bez żadnych zaległości dlatego dziś właśnie przedstawię wam dwa kremy nawilżające do twarzy, które miałam możliwość poznać dzięki sklepowi biobeauty.pl.

Od producenta:

KREM NA DZIEŃ:
Naturalny bogaty w składniki odżywcze krem do twarzy na dzień. Wygładza i pielęgnuje dzięki naturalnemu organicznemu olejowi z nasion granatu. Kompozycja odżywczych olejków: słonecznikowy, olej ze słodkich migdałów, jojoba, babassu i koenzymu Q10, wspaniale nawilża skórę, zapewnia ochronę przed wolnymi rodnikami, wspomaga regenerację komórek. Odpowiedni jako baza pod makijaż. Polecany do wszystkich typów cery nawet szczególnie wymagającej.
Produkt przebadany dermatologicznie wolny od syntetycznych substancji zapachowych, barwników i konserwantów.
- naturalny zapach
- bez parabenów,
- bez glikolu,
- bez sztucznych barwników
- bez silikonu
- bez Phenoxyethanolu
- bez PEG i SLS
- bez składników GMO
- fizjologiczne pH
- hypoalergiczny


Kluczowe składniki:
  • olej z nasion granatu – bogaty, wygładza i odżywia skórę, wspaniale regeneruje i napina skórę, wykazuje bardzo silne właściwości antyoksydacyjne, ma działanie odmładzające, przeciwzmarszczkowe i wygładzające dojrzałą skórę, regeneruje uszkodzony naskórek, pielęgnuje skórę suchą i skłonną do łuszczycy, działa wspomagająco w trądziku zwyczajnym i różowatym.
  • Olej słonecznikowy - jako składnik kosmetyczny najkorzystniejszy jest olej słonecznikowy otrzymywany z ziaren słonecznika, wytłaczanych na zimno, bogaty w kwas linolowy. Wzmacnia naturalną barierę ochronną skóry, zmiękcza naskórek i regeneruje. Wykazuje działanie antyoksydacyjne i przeciwzapalne.
  • koenzym Q10 - bogaty w wielonienasycone kwasy tłuszczowe (zwłaszcza kwas linolowy) i białka. Pomaga wspierać struktury komórki, a także redukuje występowanie głębokich zmarszczek oraz przy regularnym stosowaniu zwiększa nawilżenie skóry.

Skład:

AQUA , HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, DICAPRYLYL ETHER, GLYCERIN, PRUNUS AMYGDALUS DUL CIS OIL, CETEARYL ALCOHOL, GLYCERYL STEARATE CITRATE, PUNICA GRANATUM SEED OIL, SIMMONDSIA CHINENSIS SEED OIL, ORBIGNYA OLEIFERA SEED OIL, GLYCERYL STEARATE, TOCOPHEROL, XANTHAN GUM, UBIQUINONE, PHYTIC ACID, CITRIC ACID, PARFUM, LIMONENE, ClTRAL, LINALOOL, SODIUM BENZOATE.


KREM NA NOC:

Naturalny bogaty w składniki odżywcze krem do twarzy na noc. Odżywia i regeneruje dzięki naturalnym organicznym olejom z nasion granatu, babassu i masłu shea.  Wygładza i zmniejsza drobne zmarszczki. Odpowiedni do wszystkich typów cery nawet szczególnie wymagającej. Produkt przebadany dermatologicznie wolny od syntetycznych substancji zapachowych, barwników i konserwantów.
- naturalny zapach
- bez parabenów,
- bez glikolu,
- bez sztucznych barwników
- bez silikonu
- bez Phenoxyethanolu
- bez PEG i SLS
- bez składników GMO
- fizjologiczne pH
- hypoalergiczny


Kluczowe składniki:
  • olej z nasion granatu – bogaty, wygładza i odżywia skórę, wspaniale regeneruje i napina skórę, wykazuje bardzo silne właściwości antyoksydacyjne, ma działanie odmładzające, przeciwzmarszczkowe i wygładzające dojrzałą skórę, regeneruje uszkodzony naskórek, pielęgnuje skórę suchą i skłonną do łuszczycy, działa wspomagająco w trądziku zwyczajnym i różowatym.
  • olej babassu wytwarzany jest z orzechów palmy, którą uprawia się w Brazylii i Afryce.  To nietoksyczny, niepowodujący podrażnień i nieuczulający olejek, zawiera około 70% tłuszczów, szczególnie bogaty jest w nienasycone kwasy tłuszczowe. Działa na skórę nawilżająco, zmiękczająco, zabezpiecza ją tworząc odczuwalny i delikatny film.  Działanie przeciwzmarszczkowe zawdzięcza obecność fitosteroli, stymuluje skórę do regeneracji i produkcji komórek, natomiast witamina E poprawia ukrwienie skóry.  Będąc silnym antyoksydantem, zapobiega starzeniu się skóry, likwiduje też przebarwienia
  • masło shea jest wspaniałym składnikiem o działaniu odżywczym, regenerującym i natłuszczającym. Zapobiega procesom starzenia, odmładza skórę dzięki dużej zawartości naturalnych witamin i kwasów tłuszczowych.

Skład:

AOUA, GLYCERIN, HE LIANTHUS ANNUUS SEED OIL, ORBIGNYA OLEIFERA SEED OIL,  PERSEA GRATISSIMA OIL, DICAPRYLYL  ETHER, CAPRYLIC/CAPRIC, TRIGLYCERIDE, CETEARYL ALCOHOL,  SIMMONDSIA CHINENSIS SEED OIL, GLYCERYL STEARATE CITRATE,  PUNICA GRANATUM SEED OIL, BUTYROSPERMUM PARKIl BUTTER, GLYCERYL STEARATE, TOCOPHEROL, UBIQUINONE,  PARFUM,  LIMONENE, CITRAL, LINALOOL, SODIUM BENZOATE

Oba kremy można kupić na stronie biobeauty.pl za ok. 29zł za sztukę.

Moja opinia:

Oba kremy mają podobną, dosyć lekką konsystencję. Fajnie rozprowadzają się na skórze i szybko wchłaniają. Nie pozostawiają żadnej nieprzyjemnej tłustej czy klejącej powłoki.
Kremy są bogate w składniki odżywcze, co można po pierwsze zobaczyć w składzie, a po drugie odczuć w działaniu. Cera po ich użyciu jest dogłębnie nawilżona, odżywiona i rozjaśniona. Niestety w przypadku kremu na dzień pojawiło się po pewnym czasie dziwne uczucie ściągnięcia, jakbym na twarzy miała maskę. Powodowało to pewien dyskomfort, przez co produktu tego używałam głównie wtedy gdy zostawałam w domu. Co do kremu na noc nie mam natomiast żadnych zastrzeżeń.
Oba produkty wyróżniły się wysokim poziomem nawilżenia, nie podrażniły, nie przyczyniły się do powstawania żadnych wyprysków i innych niedoskonałości. Charakteryzuje je przyjemny, delikatny zapach. Jeżeli miałyście okazję wypróbować kiedyś maskę do włosów z granatem Alterra to zapach tych kremów jest właściwie identyczny jak maski.
Ogólnie jestem z tego duetu zadowolona. Byłby idealny, gdyby nie to dziwne uczucie ściągnięcia. Za to niestety daję minus.
33

Biogo.pl | bo zdrowe może być też smaczne

15 grudnia 2016 26
Biogo.pl | bo zdrowe może być też smaczne
Cześć :) W najbliższym czasie pozostaniemy trochę w tematyce żywieniowej. Jakiś czas temu złożyłam swoje pierwsze zamówienie w sklepie internetowym ze zdrową żywnością Biogo.pl. Paczuszkę, która do mnie przywędrowała mogliście już zobaczyć na moim Instagramie, ale dla osób, które nie mają tam konta, lub po prostu nie obserwują mojego profilu wrzucam też zdjęcie tutaj.


W moje ręce trafiło sporo dobroci, które wykorzystuję przy sporządzaniu codziennych posiłków. O nich opowiem jednak w kolejnym poście. Dzisiaj chciałabym się natomiast skupić na gotowych produktach. Na pierwszy ogień pójdzie bezglutenowe musli owsiane+detox Intenson.


Składniki: 61% płatki owsiane; 23% owoce: rodzynki (rodzynki, substancja konserwująca SO2 (dwutlenek siarki), olej roślinny), żurawina suszona (żurawina suszona, cukier trzcinowy, kwas cytrynowy, koncentrat soku bzu czarnego, olej słonecznikowy), papaja kandyzowana (papaja, cukier, kwas cytrynowy, substancja konserwująca SO2 (dwutlenek siarki)), 2,5% suszone jagody goji, morwa biała suszona, 0,5% liofilizowane jabłko; ekspandowane nasiona amarantusa (szarłatu); 5% ziarna słonecznika; błonnik witalny (babka jajowata - łupina, babka płesznik - nasiona)

Odkąd zaczęła się moja przygoda z byciem fit na śniadanie najczęściej pojawia się u mnie owsianka. Początkowo kupiłam kilka gotowych saszetek dla spróbowania, ale szybko zrozumiałam, że nie tędy droga i zaczęłam sama przyrządzać sobie domową owsiankę z dużą ilością owoców i nasion. Wbrew pozorom śniadanie wcale nie musi być nudne.
Bardzo byłam ciekawa musli owsianego Intenson, ze względu na to, że jest to produkt bezglutenowy, z dużą ilością nasion i innych ciekawych dodatków. Tak więc były jednym z pierwszych produktów, po które sięgnęłam zaraz po otwarciu paczki. Muszę przyznać, że są naprawdę pyszne. Idealne jako dodatek do mleka, czy jogurtu. Świetne rozwiązanie dla zabieganych, którzy akurat nie mają czasu przygotować pełnowartościowego śniadania.

Kolejnym produktem jest baton musli. Ja akurat wybrałam smak jabłkowy ale do wyboru jest również malina i morela.


Składniki: syrop maltozowy* , płatki owsiane* i pszenne* (21,8%), jabłka* 12,9 % , rodzynki* , pszenica ekstrudowana* , tłuszcz palmowy, morele , orzechy laskowe* , emulgator : lecytyna sojowa.
*certyfikowany składnik ekologiczny

Co tu dużo mówić - zniknął błyskawicznie. Po prostu pyszności. Lubię batoniki musli i często wcinam je jako przekąskę po treningu, ale nie wszystkie nadają się do jedzenia. Niektóre są tak suche, że można nimi rzucać o ścianę i czasami mam obawy, że to ona bardziej ucierpi. Tutaj jest zupełnie inaczej. Baton jest mięciutki, delikatnie kwaskowaty i baaardzo smaczny. 

Na koniec chciałabym wam pokazać herbatę, którą pokochałam od pierwszego łyku. Powiem szczerze, że nie jestem amatorką herbat. Wiem, że niektórzy nie wyobrażają sobie bez niej posiłku, ale dla mnie jest raczej zbędna. Sięgam po nią zwykle tylko zimą, żeby się rozgrzać. Ciepły kocyk, dobra książka i gorąca herbata to przepis na wieczór idealny. Szczególnie kiedy jest to taka herbata.




Składniki: czarna herbata Assam* 19%, hibiskus* 17%, zielona mate* 12%, lukrecja*, trawa cytrynowa* 3%, mirt cytrynowy*, sok z suszonych cytryn*, dzika róża*, burak*, żurawina* 3%, cynamon*, czarny pieprz*, skórka z pomarańczy*, rozmaryn*, olejek pomarańczowy*, imbir*, guarana*, korzeń żeń-szenia*, kardamon*, goździki* (*certyfikowany składnik ekologiczny)

Herbatka Pozytywna Energia żurawina i hibiskus. Tak, tak skusiła mnie nazwa :) Pozytywnej energii nigdy za wiele. Nazwa nazwą ale jest to najlepsza herbata jaką kiedykolwiek piłam. Po pierwsze urzeka zapachem. Czuć imbir, skórkę pomarańczy i goździki. Już od samego powąchania robi się cieplej. Smak jest genialny. Próbowałam naprawdę wielu herbat, ale żadna nie smakowała mi tak jak ta. Słodka, z delikatną orientalną nutą. Świetnie rozgrzewa i faktycznie dodaje energii. Nie tylko smakiem, ale również motywującymi słowami, które znajdują się przy każdej torebce. 


Herbatka YogiTea to produkt, które polecam miłośniczkom herbat i nie tylko. Myślę że się nie zawiedziecie. Skoro oczarowała osobę tak wybredną jak ja, to znaczy, że ma w sobie to coś :)

To już wszystkie produkty, które chciałam wam dziś pokazać. Niebawem przygotuję zbiorczy post z pozostałymi dobrociami z paczki od Biogo.pl i z przepisami na dania, które stworzyłam przy ich wykorzystaniu.
26

Zdrowe przekąski zbożowe | piramidki POPCROP

11 grudnia 2016 18
Zdrowe przekąski zbożowe | piramidki POPCROP
Witajcie. Jak wam mija niedziela? Leniuchujecie trochę? U mnie akurat dziś był dzień treningu. Jestem z siebie dumna, bo nawet tragiczna pogoda i lejący deszcz nie przeszkodziły mi w wyjściu z domu i dotarciu na siłownię.
W niedzielę, jak to ostatnio bywa, będzie o jedzeniu :) Tym razem nie mam dla was jednak żadnego przepisu, ale przedstawię wam zdrowe przekąski, które od jakiegoś czasu wcinam kiedy mam ochotę coś pochrupać pomiędzy posiłkami. Mam na myśli chrupki wielozbożowe PopCrop.



Na początek kilka słów od producenta:

Piramidki PopCrop to zdrowe przekąski zbożowe, które podbiły miliony serc i żołądków. Sięgają po nie osoby kochające zdrowe odżywianie, ale też sportowcy, na co dzień dbający o formę. Nasze piramidki to wyrób w 100% naturalny, powstały metodą ekspandowania, dzięki czemu, nie stosując dodatku tłuszczu, zachowujemy dobrodziejstwo całych ziaren. Dzięki obecności mikroelementów, wspomagających prawidłowe funkcjonowanie całego organizmu, każdy dzień będzie pełen uśmiechu. Zawarte węglowodany złożone, będące podstawowym źródłem energii są niezbędne do aktywności zarówno fizycznej, jak i umysłowej. Wysoka zawartość błonnika pokarmowego sprzyja poprawnej pracy układu trawiennego, oczyszczając jelita z toksyn i pomaga w utrzymaniu pięknej, zdrowej sylwetki.
Warto zaznaczyć, że naszymi produktami zainteresowała się Anna Lewandowska, która jest z wykształcenia menedżerem sportu oraz specjalistką do spraw żywienia.
Firma PopCrop oferuje 4 różne rodzaje chrupek: tradycyjne, BIO, bezglutenowe i kukurydziane.


Piramidki tradycyjne mają w swoim składzie: pszenicę, ryż, żyto, kaszę gryczaną białą, kaszę gryczaną prażoną oraz sól morską. Piramidki BIO mają taki sam skład, z tym że ziarna wykorzystywane do ich produkcji pochodzą tylko i wyłącznie z upraw ekologicznych. Piramidki bezglutenowe powstały z połączenia białego i brązowego ryżu, białej i palonej kaszy gryczanej, kaszy jaglanej i soli morskiej. Są idealnym rozwiązaniem dla bezglutenowców, co potwierdza Polskie Stowarzyszenie Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej. Ostatnie, piramidki kukurydziane, to zdrowsza, bezglutenowa forma popcornu zawierająca ziarna ryżu brązowego, białego, kukurydzę i sól morską.

Z ogromną przyjemnością wypróbowałam wszystkie cztery rodzaje i muszę wam powiedzieć, że dawno nie jadłam czegoś tak dobrego a przy tym zdrowego. Chyba najbardziej przypadła mi do gustu wersja kukurydziana. Możliwe, że dlatego, że odbiega smakiem od pozostałej trójki. Nie oznacza to oczywiście, że pozostałe są złe. Również bardzo mi smakowały, aczkolwiek jak dla mnie niewiele różniły się w smaku :)
Czipsy mają kształt trójkątów (stąd nazwa piramidki). Wyglądem przypominają trochę zmiażdżone wafle ryżowe, ale na szczęście smakują zdecydowanie lepiej. Wafli ryżowych nie lubię. Dla mnie to typowa płyta paździerzowa bez smaku i nie ma mowy, żebym się przekonała do ich jedzenia. Produkty PopCrop są za to chrupiące, dobrze wypieczone, lekko słone, ale nie przesadnie. Idealny zamiennik tradycyjnych, śmieciowych czipsów, więc z czystym sumieniem można je dawać dzieciom jako formę przekąski.

Chrupki zbożowe są świetnym rozwiązaniem dla osób dbających o sylwetkę. Dzięki dużej dawce błonnika na długo dają uczucie sytości. Są również doskonałym źródłem węglowodanów, co docenią w szczególności osoby prowadzące aktywny tryb życia. Ja je uwielbiam więc i wam polecam spróbować :)

Piramidki PopCrop można kupić w niektórych Rossmanach, Tesco, sklepach Alma, Piotr i Paweł lub Fresh Market.

18

Pomysły na personalizowane prezenty dla bliskich | moje zamówienie na ePrezenty.pl

9 grudnia 2016 29
Pomysły na personalizowane prezenty dla bliskich | moje zamówienie na ePrezenty.pl
Hej :) Mikołajki już za nami. Część z was z pewnością była grzeczna i może pochwalić się małymi (lub większymi) upominkami. Dla innych ten dzień uświadomił, że święta coraz bliżej i najwyższa pora rozejrzeć się za prezentami dla bliskich.
Prezenty... Temat rzeka, niekiedy bardzo problematyczny. No bo co kupić rodzicom, rodzeństwu, dziadkom? Nie chcemy przecież by po raz kolejny dostali ten sam oklepany prezent. I tu z pomocą przychodzą prezenty personalizowane. Ja właśnie na takie zdecydowałam się w tym roku i złożyłam zamówienie na stronie ePrezenty.pl


Dla mamy wybrałam filiżankę na spodku z łyżeczką. Filiżanka ma wydrukowany napis: EWA najwspanialsza mama pod słońcem. W takiej filiżance poranna kawa powinna smakować jeszcze lepiej :)

Parametry zestawu:
  • Szerokość filiżanki z uchwytem: 10,5 cm
  • Średnica filiżanki bez uchwytu: 8 cm
  • Wysokość filiżanki: 5,5 cm
  • Średnica spodka: 14 cm
  • Wysokość spodka: 2 cm
  • Długość łyżki: 13 cm
  • Materiał: ceramiczny
  • Kolor: biały


Mój tato jest zapalonym majsterkowiczem, więc w tym roku dostanie narzędzie wielofunkcyjne Multitool z napisem: MAREK złota rączka.


  • Funkcje:
    - Młotek z funkcją wyciągania gwoździ
    - Kombinerki
    - Obcinacz do kabli
    - Śrubokręt płaski
    - Śrubokręt krzyżakowy
    - Piła
    - Dwa rodzaje noży (1 z pilnikiem)
    - Otwieracz
  • Wymiary: 16.5 x 9 x 2.5 cm
Czyli wszystko to, co mężczyzna powinien mieć pod ręką na wypadek nagłej awarii :)

Przy okazji wybierania prezentów dla rodziców wpadł mi w oko kołonotatnik. Spodobał mi się tak bardzo, że postanowiłam zrobić prezent także sobie i dorzuciłam go do zamówienia :)


Myślę, że taki notes może być świetnym pomysłem na prezent dla siostry albo przyjaciółki, a motywujący tekst na okładce na pewno pobudzi do działania. Notes ma format B5 (17,6cm/25cm), 90 kartek w linię w kolorze ecru i twarde okładki. Prezentuje się naprawdę ślicznie.

Co do samego sklepu ePrezenty.pl to jestem przyjemnie zaskoczona. W przeciągu dwóch dni od złożenia zamówienia dostałam email z informacją, że przesyłka została nadana. Dwa dni później była już u mnie. Wszystko dokładnie zapakowane, filiżanka zabezpieczona przed pobiciem. Pełen profesjonalizm. Na stronie znajdziecie o wiele więcej bardzo interesujących pomysłów na upominki. Naprawdę jest w czym wybierać.
Mam nadzieję, że moi rodzice ucieszą się z prezentów, które im przyszykowałam :)

Co myślicie na temat personalizowanych prezentów? Macie już podarki dla swoich bliskich?

29

"Stay in shape- in style" | jak zmotywować się do ćwiczeń

7 grudnia 2016 40
"Stay in shape- in style" | jak zmotywować się do ćwiczeń
Cześć :) Jesień i zima to pory roku, które raczej nie sprzyjają aktywności na świeżym powietrzu. Chociaż właśnie teraz, gdy piszę to zdanie, słyszę chrobot butów na śniegu. Ktoś jednak biega :) Ja jednak strasznie nie lubię marznąć, a i rowerem po oblodzonej drodze nie pojeżdżę. Święta i Sylwester zbliżają się wielkimi krokami, zaraz za nimi Nowy Rok, z hasłem "Nowy Rok nowa Ja". Nie warto czekać, bo odkładanie na później nigdy nie przynosi nic dobrego. Sama kiedyś powtarzałam sobie: zacznę ćwiczyć od poniedziałku, a dziś jeszcze zjem tą czekoladę. Łatwo się domyślić, że w poniedziałek zapominałam, we wtorek też, we środę było milion ważniejszych rzeczy do zrobienia i tak mijał tydzień, miesiąc, rok. Co więc się stało, że zaczęłam ćwiczyć regularnie? Odpowiednia motywacja :) Dziś przedstawię, wam kilka punktów, które pomogły mi w ruszeniu tyłka z kanapy i teraz deszcz, śnieg czy mróz już mi nie straszne.


1.  Znajdź ćwiczenia, które będą sprawiać ci przyjemność.

Zawsze powtarzam, że to, że ja ćwiczę na siłowni, wcale nie musi oznaczać, że wszyscy muszą to robić. Nie każdemu taka forma aktywności odpowiada i ja jak najbardziej to rozumiem. Mamy teraz jednak taką ilość różnorodnych zajęć sportowych, że każdy może znaleźć coś dla siebie. Zumba, aerobik, pilates, fitness na trampolinach... Mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Jeżeli polubicie dany rodzaj ćwiczeń, to uwierzcie mi, będziecie chodzić na nie zawsze z uśmiechem na ustach i przestaniecie szukać wymówek :)

2. Znajdź sobie towarzystwo do ćwiczeń.

Pisałam wam już w TYM poście, że moja przygoda z siłownią zaczęła się za sprawą koleżanki, która nie chciała chodzić tam sama i potrzebowała kogoś, kto da jej kopa w tyłek i trochę przypilnuje. Początkowo niechętna, ale jednak poszłam. Poszłam i zostałam na stałe. W towarzystwie zawsze łatwiej zmotywować się do pracy. Kiedy jedna osoba upada, druga dodaje otuchy i wspiera. Zajęcia sportowe są też świetną okazją żeby poznać nowych ludzi o podobnych zainteresowaniach i celach :)

3. Wyznaczaj sobie realne cele.

Nic tak nie zniechęca jak brak efektów, a prawda jest taka, że często po prostu oczekujemy cudów. Po jednym treningu nasz tyłeczek nie zaokrągli się, a brzuch cudownie nie spłaszczy. Na efekty trzeba trochę poczekać. Najlepiej jest wyznaczać cele krótkoterminowe. Nie zakładaj, że będziesz po miesiącu wyglądać jak Chodakowska jeśli masz kilka kilogramów do zrzucenia. Najskuteczniejsza jest metoda małych kroczków.

4. Rób zdjęcia.

Zanim zaczniesz ćwiczyć zrób zdjęcie swojej sylwetki. Patrząc na siebie w lustrze często nie dostrzegamy tego, co już udało nam się osiągnąć i twierdzimy, że ćwiczenia nie przynoszą efektów. Na zdjęciach progres jest dużo lepiej widoczny. Po miesiącu treningów zrób kolejne zdjęcie i porównaj je z poprzednim. Jestem pewna, że zobaczysz różnicę ;)

5. Znajdź motywację.

Przeglądaj zdjęcia w internecie, znajdź osobę, która ma figurę o jakiej marzysz i dąż do takiej. Nic nie motywuje mnie tak, jak patrzenie na ślicznie wyrzeźbione ciała. Są one najlepszym dowodem na to, że ciężka praca popłaca, a jeżeli czegoś bardzo się chce, to się uda. Kilka takich fit girl obserwuję na Instagramie i codziennie swoimi fotkami dostarczają mi one motywacji do działania.


6. Ćwicz przy muzyce.

Dla mnie muzyka daje niesamowitego kopa do działania. Nie raz na siłowni złapałam się na tym, że ćwiczę efektywniej kiedy w tle leci fajna piosenka. Na rowerku czy bieżni przebieram wtedy nóżkami jak szalona. Stwórz swoją własną playlistę, która nakręci cię do działania i ćwicz w jej rytm.

7. Zadbaj o odpowiedni strój do ćwiczeń.

Nic tak nie przeszkadza podczas ćwiczeń, jak niewygodny strój. Gryzące szwy, podciągająca się koszulka... to niepotrzebnie zawraca nam głowę i odrywa od tego co naprawdę powinnyśmy robić. Ja jestem osobą, która lubi dobrze wyglądać, dlatego do stroju przywiązuję dużą wagę. Fajnie jak rzuca się w oczy i czuję się w nim atrakcyjna. To dodatkowo motywuje do tego, żeby go włożyć i iść poćwiczyć. Zdaję sobie sprawę, że oryginalne stroje sportowe są drogie. Sama nie jestem w stanie kupić takich na jakie miałabym ochotę, bo najzwyczajniej w świecie mnie na to nie stać. Warto jednak poszukać kodów rabatowych, które pozwolą nam na zakupy dużo taniej. Tak można nabyć np. ciuszki Nike. A może poprosić o nowy strój Mikołaja? :D Ja tak zrobiłam i same spójrzcie co wczoraj znalazłam ;)

8. Nagradzaj się.

Od czasu do czasu pozwalaj sobie na małe przyjemności. Zjedz ten cholerny kawałek czekolady po treningu, jeśli masz na to ochotę. Wszystko jest dla ludzi, byle z umiarem i w granicach rozsądku :)

Z mojej strony to tyle. Mam nadzieję, że chociaż trochę udało mi się podnieść waszą motywację. Jakie są wasze sposoby na jesienno-zimową niechęć do aktywności? Czym zachęcacie się do ćwiczeń?


40

Magda gotuje | przepyszny makaron z suszonymi pomidorami

4 grudnia 2016 35
Magda gotuje | przepyszny makaron z suszonymi pomidorami
Hej :) Zaczyna być już tradycją, że w niedzielę serwuję wam przepisy kulinarne. To dlatego, że akurat w ten dzień mam trochę czasu, żeby pobawić się w kuchni. Jest to też mój cheat day, kiedy zdarza mi się zapomnieć o jakiejkolwiek diecie i pozwolić sobie na trochę więcej ;) Tak było właśnie dzisiaj.
Od jakiegoś czasu chodził za mną makaron. Nie ukrywam, że kocham ten produkt. Rodzice śmieją się, że chyba powinnam był Włoszką i może coś w tym jest, bo makaron uwielbiam pod każdą postacią. Dziś pokażę wam moją najnowszą fantazję z nim związaną :)



Składniki:
- makaron pełnoziarnisty - ja akurat miałam w domu bezglutenowy makaron z mąką gryczaną
- suszone pomidory
- cebula 
- czosnek
- papryka mielona (ostra, słodka - wedle waszego uznania)
- zioła prowansalskie 
- 100 ml śmietany 30 %
- białe wytrawne wino


Do garnka wlewamy trochę oleju i rozgrzewamy go. Następnie wrzucamy drobno posiekaną cebulę, dodajemy łyżeczkę mielonej słodkiej papryki i niecałą łyżeczkę ziół prowansalskich. Ja dodatkowo dodałam jeszcze pół łyżeczki ostrej mielonej papryki. Lubię wyraziste smaki :)

Kiedy cebula się zeszkli, dodajemy 100 ml śmietany 30% i 100 ml białego wytrawnego wina. Gotujemy do momentu, aż sos stał się gęstszy. Następnie dodajemy garść suszonych pomidorów pokrojonych w drobną kosteczkę i 3 posiekane ząbki czosnku. Akurat moje pomidorki były posiekane już w opakowaniu więc  ten punkt mogłam pominąć :)
Podgotowujemy jeszcze około minuty, aby smaki się połączyły.
Do garnka z sosem przekładamy ugotowany makaron penne. Dokładnie mieszamy. Ja dodatkowo wkroiłam jeszcze odrobinę świeżego szczypiorku, prosto z doniczki :)

Danie jest proste, szybkie w wykonaniu, a przy tym niesamowicie pyszne. Brakuje wam pomysłu na niedzielny obiad? Już macie rozwiązanie ;)
35

Podsumowanie listopada | instagram mix, mój plan treningowy i trochę kultury

3 grudnia 2016 35
Podsumowanie listopada | instagram mix, mój plan treningowy i trochę kultury
Cześć wszystkim. Listopad się skończył więc czas najwyższy na podsumowanie miesiąca. Na początek lekko i przyjemnie, czyli Insta mix. 


Macie tu kilka zdjęć, które w ostatnim czasie pojawiły się na moim Instagramie. To tylko część. Po więcej zapraszam na mój profil TUTAJ :)
To właśnie tam możecie śledzić na bieżąco co się u mnie dzieje, jak spędzam czas wolny itp. Będzie mi niezmiernie miło jeżeli zostaniecie na dłużej.

Teraz przejdę do drugiej części posta czyli moich listopadowych treningów. Postanowiłam zacząć prowadzić kalendarz, w którym zapisuję kiedy i jak trenowałam. To duże ułatwienie i pomoc. 


Jak już zapewne wiecie ćwiczę głównie na siłowni. Sprawia mi to ogromną frajdę i staram się tam zaglądać przynajmniej 3 razy w tygodniu. Miałam przerwę w drugim tygodniu listopada z powodu choroby :( Na szczęście szybko doszłam do siebie i mogłam wrócić do treningów.
W tym miesiącu zmodyfikowałam swój plan treningowy. Postawiłam przede wszystkim na rzeźbę. W poprzednim miesiącu ćwicząc na bieżni i na orbitku zgubiłam kilka kilogramów i więcej stracić nie chcę. Teraz skupiam się raczej na treningu siłowym. 15 min rozgrzewki i lecę do ciężarków ;) Już widzę pierwsze efekty bo pupcia zdecydowanie się ujędrniła i powoli idzie w górę :) W grudniu mam zamiar poświęcić się przede wszystkim tej części ciała ale nie zamierzam zaniedbać pozostałych partii. W domu ćwiczyłam raczej sporadycznie i były to głównie ćwiczenia rozciągające. Powiem wam w sekrecie że marzy mi się zrobienie szpagatu. Na razie jeszcze do tego daleko ale wierzę że kiedyś się uda.

Przyznam szczerze, że listopad był bardzo ubogi w nowości filmowe i książkowe. Właściwie nie obejrzałam nic nowego, a przeczytałam w całości tylko jedną książkę. Jedną ale wartą polecenia. Myślę, że osoby, które zaglądają do mnie od dłuższego czasu wiedzą, że jestem wielką fanką twórczości Nicolasa Sparksa. Nie zdziwi więc nikogo, że jak tylko pojawiła się jego nowa powieść, musiałam ją dorwać.


"Spójrz na mnie" to umiejętne połączenie historii miłosnej dwójki zupełnie innych ludzi i wątku kryminalnego. Takie mieszanki lubię najbardziej. Nie chcę zdradzać zbyt wiele z fabuły więc w skrócie opiszę o co chodzi.
Maria jest prawniczką pochodzącą z dobrego domu. Zawsze mogła liczyć na wsparcie rodziców i ukochanej siostry. Colin to chłopak z trudną przeszłością. Dorastał w szkołach wojskowych, niejednokrotnie miał zatargi z policją i problemy z agresją. Drogi tej dwójki krzyżują się i mimo wszystkich różnic jakie ich dzielą zakochują się w sobie. Nie jest im jednak dane cieszyć się rozwijającym się uczuciem, ponieważ dziewczyna zaczyna dostawać niepokojące wiadomości od nieznanego nadawcy. "Będziesz wiedziała co się wtedy czuje". Maria zaczyna się bać o siebie i swoich bliskich, a Colin zrobi wszystko żeby znaleźć osobę, która dręczy jego ukochaną. I tu zaczyna się wątek kryminalny pełen niespodzianek.
Moją ulubioną książką Sparksa jest "Bezpieczna przystań" i "Spójrz na mnie" trochę ją przypomina. Bardzo dobrze się ją czyta, wciąga niesamowicie. Nie pobiła mojego nr. 1 ale z czystym sumieniem uznaję ją za drugą najlepszą moim zdaniem powieść Sparksa i polecam przeczytać.

Na koniec, dla relaksu jeszcze kilka pozycji muzycznych, które wpadły mi w ucho w listopadzie.

1. Sylwia Grzeszczak i Mateusz Ziółko - "Bezdroża"


2. Wprowadzę was trochę w świąteczny nastrój nową piosenką Juli i Sound'n Grace - "Gdy gwiazdka" :)



35

Balsam po depilacji Effective depile Ziaja

2 grudnia 2016 27
Balsam po depilacji Effective depile Ziaja
Witajcie. Mamy już grudzień. Ciągle jestem w szoku jak ten czas szybko leci. We wtorek już Mikołajki, zaraz święta, potem Sylwester i Nowy Rok. Dzisiaj jednak zrobię odskocznię od tematyki świątecznej i zostawię was z kolejną recenzją ;) Tym razem będzie trochę o balsamie po depilacji Ziaja.


Od producenta:

Skuteczny balsam łagodzący podrażnienia po depilacji z serii depile.
DZIAŁANIE:
• skutecznie i aktywnie nawilża
• efektywnie spowalnia metabolizm komórek odpowiedzialnych za wzrost włosów
• likwiduje uczucie suchości skóry po przez lekkie natłuszczenie
• działa kojąco w miejscach ze skłonnością do podrażnień
Sposób użycia:
Balsam nanieść na skórę i pozostawić do wchłonięcia. Stosować balsam razem z innymi produktami z serii depile.
Bezpieczeństwo:
PRODUKT TESTOWANY DERMATOLOGICZNIE I ALERGOLOGICZNIE

Cena: ok. 11zł/ 270ml do kupienia np. TUTAJ

Skład:

Moja opinia:

Depilacja,szczególnie nóg, jest w moim przypadku bardzo drażliwą kwestią. Zazwyczaj do golenia nóg używam maszynki i kremu lub pianki do golenia. Wypróbowałam już kremy do depilacji, ale nie dość że masakrycznie śmierdzą, to połowa włosków pozostaje nieruszona. Woski są również nie dla mnie. Nie miałam jeszcze okazji skorzystać z depilatora, ale też rozważam taką możliwość.
W każdym razie po depilacji nie ma szans, żebym mogła nawilżyć skórę jakimkolwiek balsamem czy masłem. Momentalnie pojawiają się na niej ogromne czerwone plamy, a czasami także czerwone kropki. Wygląda to bardzo nieestetycznie i jest dokuczliwe zwłaszcza latem, kiedy chodzę w krótkich spodenkach, czy spódniczkach. Mimo, że jest gorąco na zewnątrz najchętniej ukryłabym wtedy nogi w długich spodniach.


Mój problem rozwiązał się, kiedy w moje ręce trafił balsam po depilacji Ziaja. Miałam naprawdę sporo podobnych kosmetyków, ale zwykle powodowały strasznie pieczenie i nic poza tym. Nie zdziwi was pewnie, że i tym razem byłam sceptyczna. Po depilacji posmarowałam jednak nogi balsamem i czekałam aż tradycyjnie zacznie mnie palić skóra i pojawią się plamy. Nie macie pojęcia jakie było moje zaskoczenie, kiedy nic takiego się nie stało. Wręcz przeciwnie, poczułam, że złagodził wszelkie podrażnienia. Myślałam, że zacznę latać nad ziemią, bo w końcu znalazł się produkt, który sprostał moim bardzo wysokim wymaganiom.


Balsam ma lekką, kremową konsystencję. Dobrze rozprowadza się na skórze, szybko się wchłania. Nawilżenie jest delikatne i raczej nie sprawdzi się u osób z bardzo suchą skórą. Dla mnie ten kosmetyk służy tylko po depilacji, w pozostałe dni używam bardziej treściwych mazideł. Bardzo podoba mi się jego zapach. Jest delikatny, trochę jakby owocowy. Nie utrzymuje się co prawda bardzo długo, ale mimo wszystko uprzyjemnia stosowanie.
Podsumowując napiszę tylko tyle: znalazłam swój ideał, który wreszcie rozwiązał moje problemy z czerwoną i podrażnioną skórą po depilacji. Zostanie ze mną na zawsze :)
27
Copyright © 2016 W-SEKRECIE.PL