×

Fit girl | moja długa droga do bycia fit

5 listopada 2016 38
Swoją historię zacznę od etapu wczesnego dzieciństwa. Zawsze odkąd pamiętam byłam bardzo szczupła. Kiedy oglądam stare zdjęcia czasami mam wrażenie ze momentami wręcz za chuda. Jadłam wszystko co chciałam a mam to szczęście ze natura obdarzyła mnie szybką przemianą materii więc dodatkowych kilogramów nie było widać.

W okresie dojrzewania moja figura zaczęła się zmieniać. Przestałam przypominać chłopczycę, nabrałam kobiecych kształtów ale mimo to nadal mogłam się cieszyć nienaganną figurą. Może trochę tłuszczyku zaczęło gromadzić się w okolicach ud ale nie przeszkadzało mi to na tyle żebym postanowiła coś z tym zrobić. Nie da się ukryć, zawsze byłam parfidnym leniwcem. Wolałam usiąść przed TV i obejrzeć kolejny serial niż wyjść chociażby na spacer. O jakiejkolwiek większej aktywności fizycznej nawet nie było mowy, a lekcje w-fu były dla mnie przekleństwem. Ciągle wymyślałam nowe powody, dla których akurat na dzisiejszych zajęciach nie mogę ćwiczyć. Z perspektywy czasu wiem jaką głupotę zrobiłam bo skrzywiony kręgosłup po latach zaczął dawać o sobie znać. Wtedy jednak nie miało to dla mnie znaczenia. 

Tak mijały kolejne lata aż zaczęłam studia. Nieregularny tryb życia, niedospane noce, jedzenie w pośpiechu (bywały takie dni że żywiłam się jedynie słodkimi bułkami), stres...Wszystko to odbiło się na moim zdrowiu. Zauważyłam że włosy wypadają mi garściami, skóra jest sucha i pozbawiona blasku. Ciągle byłam zmęczona i nie miałam ochoty na cokolwiek. 

I tak przyszło lato. Jak co roku spędziłam je u dziadków na wsi. Świeże powietrze, cisza i spokój... Tam zawsze odpoczywam najlepiej. No i jeszcze babcia, która zawsze ma w zanadrzu jakieś smakołyki dla ukochanej wnusi. Nie żałowałam sobie niczego. Wieczorem zawsze miałam pod ręką jakieś ciasteczka, napakowany cukrem soczek itp. W pewnym momencie pojawiły się problemy osobiste. Nie chcę wdawać się w szczegóły ale bardzo to przeżyłam. Smutki oczywiście zajadałam czekoladą. Potrafiłam zjeść całą tabliczkę Milki Oreo, popić słodkim Tymbarkiem i jeszcze zagryźć jakimiś wafelkami czy cukierkami. Po tym wszystkim było mi tak niedobrze że faktycznie nie myślałam o problemach. Tylko jak długo można tak żyć? Obiecywałam sobie: od jutra koniec, zaczynam nowe życie, wezmę się za siebie. I co? Jak łatwo się domyśleć NIC. Na drugi dzień wstawałam rano i stwierdzałam, że dziś jednak nie dam rady, że w sumie nie ma żadnego problemu. Nadal jestem szczupła więc czemu mam katować się ćwiczeniami i odmawiać kolejnych przyjemności. Czasami miałam jakieś przebłyski i zrobiłam kilka przysiadów wierząc że za kilka dni będę miała tyłek jak aniołek Victoria Secret. Oczywiście nie udało się. I tak najpóźniej po tygodniu rezygnowałam. Można mnie z powodzeniem nazwać Królową Słomianego Zapału. Plany zawsze miałam wielkie tylko z realizacją było gorzej.

I tak minęło lato i zaczął się kolejny rok akademicki. Październik, jesień, deszcz, wiatr, wieczory coraz dłuższe. Komu by się chciało wychodzić w taką pogodę z domu... Na pewno nie mi.. I wtedy moja koleżanka wpadła na genialny pomysł: 
- Magda idziemy na siłownię.
- Ty chyba z byka spadłaś. Ja i siłownia? Nie ma mowy. Tam aż się roi od tych wszystkich pakerów. Poza tym ja nie chce mieć nóg jak Rambo. Nigdzie nie idę.
I pewnie bym nie poszła ale Justa spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem i wiedziałam że nie mogę jej odmówić. W końcu koleżanki są po to żeby się wspierać. I tak trafiłam do miejsca które pokochałam. Mała, klimatyczna siłownia, sympatyczni ludzie, fantastyczni trenerzy, którzy zawsze służą pomocą. 


Po pierwszym treningu wyszłam  stamtąd na trzęsących się nogach. Następnego dnia nie miałam siły wstać z łóżka. Uświadomiłam sobie wtedy, że naprawdę mocno się zaniedbałam. 10 min szybszego marszu na bieżni było dla mnie nie lada wyzwaniem. Dalej tak być nie mogło. Tym razem postanowiłam podejść do sprawy poważnie. Na spokojnie przemyślałam kilka spraw i zrozumiałam że dopóki nie nauczę się żyć w zgodzie ze sobą i swoim ciałem nie ma szans żebym była szczęśliwa i mogła dać szczęście komuś innemu.
Najważniejsze było postawienie sobie realnego celu. Umówmy się - fajnego tyłeczka i płaskiego umięśnionego brzuszka nie osiągnę w ciągu tygodnia. A prawdę mówiąc przestało to mieć dla mnie pierwszorzędne znaczenie. Ćwiczę żeby wyrzucić z siebie wszystkie źle emocje, a inne korzyści jakie z tego płyną są dodatkowym plusem.
Już widzę pierwsze efekty. Stałam się spokojniejsza, nie wyżywam się na innych, nie obwiniam nikogo za swoje porażki. Przestałam przejmować się drobnymi problemami. Na niektóre rzeczy po prostu nie mam wpływu więc po co zawracać sobie nimi głowę.
Zmieniło się też moje myślenie. Przestałam postrzegać siłownię jako miejsce spotkań przyszłych kulturystów. Owszem są i tacy ale mam dla nich ogromny szacunek bo wiem ile pracy musieli włożyć by osiągnąć to co osiągnęli. Przestałam bać się ciężarów. Ćwiczę z obciążeniem i teraz już wiem że to wcale nie sprawia że jestem mniej seksi. Wręcz przeciwnie. Czuję się bardzo dobrze w swoim ciele i zaczynam nabierać coraz więcej pewności siebie. Siłownię odwiedzam ok. 3 razy w tygodniu. W pozostałe dni ćwiczę w domu. Staram się dobierać ćwiczenia tak by były różnorodne i szybko mi się nie nudziły. No bo ile razy można w kółko robić pośladki z Mel B czy Skalpel Chodakowskiej? Nic dziwnego że do tej pory zawsze tak szybko rezygnowałam. 


Jeśli chodzi o dietę to mówię otwarcie że nic z tych rzeczy. Nie liczę kalorii, nie mam żadnego specjalnego planu żywieniowego. Zwracam jednak dużo większą uwagę na to co jem. Po pierwsze: całkowicie zrezygnowałam ze słodkich bułek. Po drugie: ograniczyłam ilość słodyczy. Nie odstawiłam ich zupełnie ale przestałam traktować je jako lek na całe zło. Czekolada? Owszem, ale kosteczka i tylko raz na jakiś czas. Po trzecie: swoją dietę wzbogaciłam o większą ilość owoców. Ponadto staram się pić jak najwięcej wody. Kiedyś przez cały dzień potrafiłam wypić jedynie 2 szklanki wody. Teraz zawsze mam przy sobie butelkę.
Jem wszystko ale z głową. Ćwiczę, bo w końcu przestało to być dla mnie przykrym obowiązkiem a stało się przyjemnością. Nie patrzę codziennie w lustro i nie sprawdzam czy są już efekty. To nie one odgrywają tu pierwsze skrzypce. Widzę że moje ciało się zmienia ale nie mierzę się. Wagi nawet nie mam w domu. I w końcu przestałam się spinać że muszę. Ja nic nie muszę, ale kiedy coś sprawia Ci przyjemność to po prostu to robisz. Bez względu na to co pomyślą czy powiedzą inni. Zacznij już dziś a za jakiś czas będziesz miała to o czym inni ciągle jeszcze marzą. Walczcie o siebie bo naprawdę warto. Zdrowie i życie mamy tylko jedne.
38
Witam Cię serdecznie na moim blogu. Usiądź wygodnie i rozgość się. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś dla siebie i zostaniesz ze mną na dłużej. Jeśli masz jakieś pytania, propozycje - pisz śmiało. Pamiętaj, że jestem tu dla Ciebie i zawsze służę pomocą.

38 komentarzy:

  1. Super, bardzo motywująca historia. Ja raz nawet zaczęłam, ale... po 4 miesiącach tysiąc innych rzeczy wybiło mnie z rytmu i porzuciłam ćwiczenia. Kurcze, żałuję, bo może dziś to ja napisałabym podobny post!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety tak już jest, że życie często komplikuje nam plany, ale nie ma co się poddawać. Może warto spróbować jeszcze raz :)

      Usuń
  2. Bardzo motywująca historia :) Ja wciąż zaczynam ćwiczyć i trwa to max 2 tygodnie, potem znów nic nie robię. Muszę w końcu znaleźć w sobie siłę i ruszyć do przodu. Mój cel: piękne ciało do wakacji. Tym razem musi się udać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam to doskonale. Proponuję zacząć małymi krokami. Wyznaczać sobie mniej odległe cele, wtedy łatwiej jest z realizacją :)
      Będę trzymała kciuki, żeby tym razem się udało :)

      Usuń
  3. Też robiłam kilka podejść do ćwiczeń, ale nie weszło mi to w nawyk. Może uda mi się zmotywować i zacząć jeszcze raz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę powodzenia :) Może warto spróbować innych ćwiczeń, które cię zaciekawią i sprawią, że treningi nie będą nudne a staną się przyjemnością :)

      Usuń
  4. Bardzo fajnie opisałaś swoją historię. Ja też od zawsze byłam szczupła. Jem nawet teraz mając 19 lat co chcę i ile chcę a przemianę materii mam tak szybką że nawet nie widać po mnie tego co jem. Od pewnego czasu zaczęłam patrzeć na to co jem i omijam słodycze. Jednak ja patrzę na wagę bo zależy mi na tym by przytyć a moja waga ciągle spada mimo tego że więcej jem i bardzo się staram. Badania też mam super a ćwiczę tylko od czasu do czasu :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wbrew pozorom przytyć jest czasami dużo trudniej niż schudnąć. Najważniejsze że badania masz bardzo dobre i ze zdrowiem jest wszystko w porządku ;)

      Usuń
  5. ja regularnie ćwiczę już prawie 4 lata i nie wyobrażam sobie życia bez tego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje gratulacje. Jestem pełna podziwu. Ja dopiero zaczynam ale codzienna porcja aktywności fizycznej już stała się dla mnie nawykiem :)

      Usuń
  6. Dobrze, że Cię otrzeźwiło :) Ze mną też nie było różowo, ale mi przeszło. Teraz jestem troszku "przekręcona" na punkcie odżywiania, ale mimo wszystko i tak nie za bardzo ;)
    Do regularnych treningów również powróciłam z radością :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciągle jeszcze dużo pracy przede mną. Ciągle się uczę zasad zdrowego odżywiania a dla takiego łasucha jak ja początki wcale nie były proste. Teraz już wiem, że to co zdrowe może też być bardzo smaczne ;)

      Usuń
  7. Ja nie mam motywacji do ćwiczeń, brak czasu też robi swoje :( od rana do wieczora nie ma mnie w domu a jak wracam to jestem już padnieta :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale rozumiem ten problem. Też miałam taki moment, że kompletnie nie miałam dla siebie czasu. Studia, codzienne dojazdy na uczelnię... Po powrocie do domu marzyłam tylko o tym, żeby położyć się do łóżka. Ale może warto wygospodarować dla siebie trochę czasu chociaż 2 razy w tygodniu. Nie mówię już tutaj nawet o ćwiczeniach, ale takim czasie tylko dla ciebie kiedy będziesz mogła zregenerować siły i zatroszczyć się tylko o siebie ;)

      Usuń
  8. te cytaty musiałabym sobie wywiesić w całym mieszkaniu hehehe :)

    wtedy by na pewno by pomogło :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe pomysł bardzo dobry. Ja mam je ustawione na tapecie w telefonie i na laptopie :)

      Usuń
  9. u mnie jakoś nie wychodzi z tymi ćwiczeniami ;/ jakas słaba jestem, zawsze odpuszczam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może po prostu akurat to nie są ćwiczenia dla ciebie. Jest sporo różnych aktywności fizycznych, które mogą ci się spodobać. Często szybko odpuszczamy bo to co robimy nie sprawia nam żadnej przyjemności. Tak było ze mną. Uparłam się, że będę biegać ale szybko stwierdziłam, że po prostu tego nie lubię. Odkąd przeniosłam się na siłownię dużo łatwiej zmotywować mi się do ćwiczeń bo to dla mnie prawdziwa frajda. Zumba, taniec, pilates, fitness na trampolinach - teraz mamy naprawdę szeroki wybór możliwości :)

      Usuń
  10. Ja osobiście schudłam jakiś czas temu ponad 10 kg, wtedy byłam uzależniona od ćwiczeń, nie ważne jaki długi i intensywny trening bym wykonała, zawsze było mi mało :) Późnij miałam krótsze i dłuższe przerwy, niedawno znów zaczęłam ćwiczyć :) Na siłownie bym nie poszła, bo nie mam nigdzie takiej w okolicy niestety, ale planuję przeprowadzkę więc może wtedy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow. Moje gratulacje :) Ja też zaczynam mieć wrażenie, że uzależniam się od codziennych ćwiczeń. Czasami po prostu nie mogę się doczekać kolejnego treningu :)

      Usuń
  11. Mi ostatnio życie się bardzo pokomplikowało....ale staram się i walczę o siebie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami tak niestety jest, że mamy w życiu pod górkę. Sama niedawno przez to przeszłam i trochę czasu zajęło mi żeby się pozbierać.
      Trzymaj się dzielnie, jestem z tobą :*

      Usuń
  12. Powodzenia w dalszej drodze! Początki są najtrudniejsze, sama przez to przechodziłam.. Jako nastolatka warzyłam prawie 80kg, teraz ważę 57/59 - nie ćwiczę, ale staram się żyć aktywnie - spacery, marsze, waga się utrzymuje, ja czuję się świetnie i jestem z siebie zadowolona, a to najważniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak! Najważniejsze jest to, że czujesz się dobrze sama ze sobą :)

      Usuń
  13. Ja ćwiczę już ponad 2 lata :) Siłownia to mój drugi dom a ciężary to druga miłość :D Schudłam 11 kg a teraz przybyło mi 4 kg samych mięśni :D Powodzenia w dalszych treningach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) U mnie to dopiero początek ale mam nadzieję, że kiedyś osiągnę taki staż jak ty :)

      Usuń
  14. widzę dużo wspólnego w twojej historii do mojej
    teraz mam zamiar iśc na siłownię, mam nadzieję że pieniążki wydane na karnet zmotywują mnie do ćwiczeń ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po części na pewno. Ale fajnie jest też mieć kogoś kto będzie dla nas dodatkową motywacją. Dla mnie to była właśnie koleżanka, która zaciągnęła mnie na siłownię. Nawzajem poganiałyśmy się do roboty, aż w końcu ćwiczenia weszły mi w krew :)

      Usuń
  15. Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że kolejnymi postami chociaż troszeczkę uda się podnieść motywację. Pojawią się nie tylko przykładowe treningi, ale też inne fit girl, które są dla mnie inspiracją :)

      Usuń
  16. Wiem, że gdybym się postarała, to znów wskoczę w mniejszy rozmiar, bo już kiedyś tego dokonałam. Ale nie ćwiczeniami i nie typową dietą, lecz zmianą stylu życia i modyfikacją codziennego menu. Przede wszystkim gubią mnie słodycze :) A w kwestii ćwiczeń (jakichkolwiek) niestety szybko mnie dopada znużenie i początkowy zapał zmienia się w zniechęcenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj słodycze są i moim odwiecznym problemem. Jestem łasuchem i ciągle coś podjadam, ale ostatnio staram się zastępować słodkości jakimiś zdrowymi przekąskami.

      Usuń
  17. Bardzo fajny i konkretny post.Ja wypijam bardzo dużo wody , jednak niestety mało się ruszam ,jeśli chodzi o diety potrafię przestrzegać , zwracam uwagę na to co jem jeśli diet nie stosuję ,gorzej mi zmobilizować się do ruchu .Jeśli zaczynam to też mam taki słomiany zapał ,który szybko mija .Może jakieś propozycje ćwiczeń efektywnych ,które są dobre dla kogoś kto długo nie ćwiczył i dają dobre efekty ;)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie na początku motywacją było branie udziału w różnych miesięcznych wyzwaniach, np. na blogu Tips for women. Znajdziesz tam naprawdę sporo różnorodnych treningów. Może akurat coś cię zaciekawi :)

      Usuń
  18. Gratuluję. Ja zaczęłam ćwiczyć w domowych warunkach z sąsiadką- jednak co 2 głowy to nie jedna- trzeba się wzajemnie motywować. ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Aktywność fizyczna to rzecz wspaniała. Bardzo fajnie, że zaczęłaś o siebie dbać, to ważne, nie tylko dla samego wyglądu, ale lepszego samopoczucia, dla zdrowia, żeby pokazać, że się potrafi, że można :) Poprawa nastroju, endorfiny i te sprawy... :)
    www.liftmygirl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 W-SEKRECIE.PL