×

Trzej muszkieterowie od Herome | preparat przyspieszający wysychanie lakieru do paznokci, utwardzacz do paznokci, maska na noc do dłoni

29 listopada 2016 26
Trzej muszkieterowie od Herome | preparat przyspieszający wysychanie lakieru do paznokci, utwardzacz do paznokci, maska na noc do dłoni
Hej hej :) Ostatnio na blogu jakoś tak mało kosmetycznie więc czas najwyższy na jakąś recenzję. Dziś będzie. I to potrójna. Opowiem wam pokrótce o produktach do dłoni i paznokci Herome. 


Czy faktycznie zgrane z nich trio? Za chwilę się dowiecie.

Jako pierwszy omówię spray przyspieszający wysychanie lakieru do paznokci.


Od producenta:
Preparat przyspieszający wysychanie lakieru na paznokciach. Dzięki temu lakier wysycha już w 60 sekund. Paznokcie będą suche, błyszczące i piękne.

Użycie:
Produkt należy stosować po zakończeniu malowania. Następnie należy odczekać minutę i gotowe. Po użyciu produktu można nakładać kolejne warstwy lakieru.

Skład:
Eyclopentasiloxane, Disiloxane, MEK, Benzophenone-1, CI 61565

Produkt jest umieszczony w poręcznej buteleczce z atomizerem, który akurat u mnie niestety trochę przecieka. Sam kosmetyk zresztą też daleki jest od ideału. Lakier wcale nie schnie po nim szybciej. Wręcz przeciwnie - kiedy spryskałam nim świeżo pomalowane paznokcie, to się po prostu rozpłynęły. Lakier rozlał się po całej płytce, ściekał po palcach... Istna masakra... Spray ten spisuję na straty. Naprawdę wolę już siedzieć przez 20 min i dmuchać na paznokcie, bo wtedy przynajmniej nie czekają mnie takie niespodzianki...

Drugim kosmetykiem jest odżywka do paznokci. 


Od producenta:
Utwardzacz do paznokci zniszczonych i słabych. W szczególności pękających, miękkich. Kosmetyk ma działanie wzmacniające, szybko niweluje problem rozdwajania oraz łamania się paznokci. Konsystencja kosmetyku nie jest zbyt wodnista, nie ma intensywnego zapachu. Specjalny kształt nakrętki służy do odsuwania skórek. Efekt po 21 dniach stosowania.

Użycie:
pierwszego dnia należy nanieść pierwszą warstwę utwardzacza, drugiego dnia drugą. Trzeciego dnia należy zmyć te dwie warstwy. Proces powtarzać przez 21 dni. Po zakończeniu kuracji można używać kosmetyku maksymalnie 1-2 razy w tygodniu. Nie poleca się przeprowadzania kuracji więcej niż dwa razy do roku. Kosmetyk nie zawiera formaldehydu. Przed użyciem wstrząsnąć.

Skład:
Ethyl Acetate, Butyl Acetate, Nitrocellulose, Isobutyl Acetate, Adipic, Acid/Neopentyl Glycol/Trimellitic Anhydride Copolymer, Isopropyl Alcohol, Acetyl Tributyl Citrate, Beznophenone-3, Butylene Glycol, Aqua, Citral, Polyvinyl Butyral, Acetyl Methionine, Chodrus Cripus, CI 26100, CI 60725.
 
Cena: 59,20zł/10ml 

I tu zupełnie inny standard niż w przypadku poprzednika. Odżywka naprawdę działa. Stosowałam ją zgodnie z zaleceniami producenta i już po 2 tygodniach zauważyłam że pazurki są mocniejsze, nie rozdwajają się tak jak wcześniej, nie łamią się. Odżywka ta uratowała je, kiedy ich kondycja była naprawdę fatalna. Dzięki niej znowu mogę się cieszyć długimi, zadbanym paznokciami.

Ostatnim produktem, który chciałabym dziś przedstawić jest maska do dłoni na noc.



Od producenta:
Maska do skóry dłoni i paznokci. Ma działanie odżywcze, nawilżające i wygładzające. Skutecznie chroni przed działaniem szkodliwych czynników zewnętrznych. Sprawia, że dłonie są jedwabiste i nawilżone, a paznokcie mocne. W składzie znajdują się: aloes, prowitaminę B5 i kompleks ujędrniający dłonie.

Użycie:
Niewielką ilość kosmetyku nałóż na dłonie przed pójściem spać. Rano umyj dłonie ciepłą wodą. Zaleca się stosowanie 1-2 razy w tygodniu.

Cena: 52,10 zł/40ml

W stosunku do niej mam mieszane uczucia. Po pierwsze skład i Alkohol Denat na trzecim miejscu... 


Po drugie kosmetyk ma postać żelu a nie kremu, tak jak można by się tego spodziewać. Akurat to mi zbytnio nie przeszkadza. Gorzej jest z zapachem. Przypomina mi tanie męskie perfumy...Akurat nie jest moim marzeniem by tak pachniały moje dłonie :p Przejdźmy jednak do działania. Żel wchłania się dosyć szybko ale pozostawia na dłoniach dziwną warstewkę, tak jakby ktoś pokrył je silikonem. Dziwne uczucie. Nawilżenie nie jest jakieś szczególne. Jest bo jest ale podobne mogę uzyskać lepszym kremem do rąk więc jestem raczej na nie.

I to tyle z mojej strony. Trzy zupełnie różne produkty. Jeden genialny, jeden tragiczny a kolejny całkiem przeciętny. Same musicie zdecydować czy macie ochotę poznać je bliżej ;)
26

Mikołajkowo - świąteczna wish lista | moje wymarzone prezenty

28 listopada 2016 35
Mikołajkowo - świąteczna wish lista | moje wymarzone prezenty
Witam was gorąco w poniedziałek. Na dworze co prawda temperatura dosyć niska i u mnie pada śnieg ale przy porannej herbatce na pewno się rozgrzejecie. Dodatkowo dla umilenia poranka mam dla was kolejny post. Patrząc w kalendarz uświadomiłam dziś sobie, że Mikołajki już na wyciągnięcie ręki, a i do świąt zostało niewiele czasu. To oznacza, że najwyższa pora, żeby rozejrzeć się za prezentami. Podarków dla swoich bliskich zaczynam już szukać, a dzisiaj pochwalę się wam moją listą marzeń :)

Podzieliłam ją na dwie części. Pierwsza z nich skupia się na odzieży sportowej. Tak, wsiąkłam w siłownię całkowicie, więc nowe stroje na pewno się przydadzą.


Na mojej liście znalazły się (od góry):
1. Legginsy DreamQueen Gym Queen
2. Pastel Legginsy i Top High Space
3. Nowa kolekcja Gym Hero, której jeszcze nie ma w sprzedaży (wygląda obłędnie :))
4. Bluza Fight Gym Hero
5. Legginsy i koszulka Orchid Cardio Bunny
6. Koszulka sportowa Mint Lulu Sport
7. Legginsy Mesh Gym Hero
8. Koszulka treningowa Pink Gym Hero

Druga część listy, to książki i kalendarze.


Marzy mi się jakiś fajny planer na rok 2017. Moją uwagę ostatnio zwróciły trzy propozycje:
1. Notatnik Miss Planner
2. Happy Planner
3. Happy Body Planner
Wszystkie wyglądają naprawdę fantastycznie. Są bardzo kreatywne, ciekawie wykonane i na pewno byłyby dobrym towarzystwem w 2017 roku ;)

Oprócz tego wpadły mi w oko dwie książki:
1. Fit Słodycze Krzysztofa Domaszewskiego
2. fitRewolucja w 4 krokach. Trening, dieta, moda, relaks.

Zdaję sobie sprawę, że moja tegoroczna lista do najtańszych nie należy i szczerze mówiąc wątpię, że którąkolwiek z tych pozycji znajdę pod choinką :( Może ewentualnie dwie ostatnie. Dobre i fajne stroje sportowe są niestety kosztowne, ale umarłabym z radości, gdybym mogła wskoczyć, w któryś z tych na mojej liście. No, ale przecież nikt nikomu nie zabroni marzyć. W święta wszystko jest możliwe ;)

Jakie są wasze tegoroczne zachcianki? Co najchętniej widziałybyście pod choinką?

35

Magda gotuje | placuszki gryczane z jabłkami

27 listopada 2016 33
Magda gotuje | placuszki gryczane z jabłkami
Hej hej. Nie wiem dlaczego, ale jak tylko przychodzi niedziela, to zawsze robię się strasznie głodna. To chyba dlatego, że zazwyczaj spędzam ten dzień w domu na leniuchowaniu i nie mając żadnego konkretnego zajęcia myślę o jedzeniu :P Też tak czasem macie?
Dzisiaj żeby zaspokoić mały wielki głód przygotowałam sobie placuszki gryczane z jabłkami.


Składniki, których użyłam do ich przyrządzenia:
- ok. 1 szkl. mąki gryczanej,
- 2 jajka,
- 2 jabłka,
- 0,5 szkl. mleka,
- 1-2 łyżeczki ksylitolu (jeżeli macie słodkie jabłka, możecie całkiem zrezygnować z cukru),
- cynamon,
- olej kokosowy do smażenia
+ ulubione dodatki: u mnie były to akurat kawałki jabłka oraz dżem wiśniowy domowej roboty.

Do miski wbijamy jajka, roztrzepujemy je, dodajemy mąkę i mleko. Wszystko dokładnie mieszamy. Opcjonalnie dodajemy cukier. Jabłka obieramy ze skórki i tarkujemy lub kroimy w piórka. Posypujemy cynamonem i wrzucamy do naszej masy. Smażymy na małym ogniu z użyciem oleju kokosowego.
Podajemy z ulubionymi dodatkami :)

Przepis niezwykle prosty, a placuszki są nie tylko szybkie w przygotowaniu, ale też bardzo smaczne. Idealne rozwiązanie np. na śniadanie :) Smacznego :D

33

Naszyjniki z Coralove.pl

26 listopada 2016 28
Naszyjniki z Coralove.pl
Cześć dziewczęta :) Ostatnio mnie tu nie było, ale miałam dość sporo rzeczy do załatwienia i niestety w tym natłoku zajęć zabrakło mi czasu na bloga. Powoli zabieram się za nadrabianie zaległości w recenzjach, ale zanim to, to mam dla was post bardziej zdjęciowy. Chciałabym pokazać naszyjniki, które jakiś czas temu zamówiłam w sklepie Coralove.pl . Zakupów dokonałam jeszcze jakoś we wrześniu, podczas wielkie wyprzedaży, jaką na swoim profilu na Facebooku zorganizował sklep. Swoją drogą takie akcje są tam organizowane bardzo często więc warto zaglądać, bo można upolować prawdziwe cudeńka, w naprawdę niskich cenach.
Na Coralove.pl znajdziecie ogromny wybór naszyjników, bransoletek, kolczyków, ozdób do włosów i wiele, wiele innych. Sklep stacjonarny Coralove mieści się w Białymstoku, więc mam do niego naprawdę blisko, ale jeszcze tam nie dotarłam. Chyba za bardzo obawiam się, że jak zobaczę wszystkie te błyskotki na żywo, to mój portfel tego nie przeżyje :P
Pozostaję więc przy zamówieniach online, które są realizowane błyskawicznie. Pamiętam, że za zamówienie zapłaciłam w niedzielę, a już we wtorek biżuteria była u mnie. A oto co wybrałam.


Elegancki naszyjnik w złotym kolorze w kształcie dwóch listków. Idealnie sprawdza się zarówno w połączeniu z koszulą, jak i sukienką.


Drugim moim wyborem była delikatna srebrna koniczynka. Świetna w stylizacjach eleganckich, jak i tych bardziej na luzie. Śmieję się, że dodatkowo czterolistna więc będzie przynosić mi szczęście :)

Oba naszyjniki noszę już od jakiegoś czasu i jestem z nich bardzo zadowolona. Nie dzieje się z nimi nic złego. Nie czarnieją, nie tracą blasku, nic się nie porwało. Wciąż wyglądają jak nowe.
Jeżeli zaciekawiło was coś w asortymencie Coralove.pl to informuję, że do końca weekendu mają oni zniżkę -20% na cały asortyment. Taki przedłużony Black Friday :) Sama się zastanawiam, czy na coś się nie skusić ;)


Znacie sklep Coralove.pl? Macie jakieś ich błyskotki?




28

Magda gotuje | Fit brownie z czerwonej fasoli bez mąki i cukru

20 listopada 2016 33
Magda gotuje | Fit brownie z czerwonej fasoli bez mąki i cukru
Hej skarby. Dzisiejszym postem postaram się was przekonać, że bycie fit wcale nie oznacza, że musimy rezygnować ze słodkości. Przygotowałam dla was przepis na niesamowicie przepyszne ciacho z czerwoną fasolą. Brzmi dziwnie? Też tak najpierw myślałam, tym bardziej, że czerwonej fasoli nie lubię, ale uwierzcie mi, że jeżeli ktoś nie wie, że jest ona w środku, to po smaku nigdy w życiu jej nie rozpozna :)


Do przygotowania ciasta potrzebujemy:
- blaszki typu keksówka,
- 2 jajek,
- puszki czerwonej fasoli,
- 1 małego banana,
- 2 czubate łyżki kakao,
- 1 łyżkę oleju kokosowego,
- 1 płaską łyżeczkę proszku do pieczenia,
- 100 g ksylitolu,
- blendera.

Fasolę odsączamy, dokładnie przepłukujemy wodą i osuszamy. Dodajemy do niej 2 jajka, pokrojonego banana, ksylitol, olej kokosowy, proszek do pieczenia i oczywiście kakao.
Całość blendujemy, aż do uzyskania gładkiej masy. U mnie trwało to ok. 7-10 min, aż fasolka została całkowicie rozgnieciona.
Masę przelewamy do blaszki i wstawiamy do nagrzanego piekarnika. Pieczemy ok. 40 min w temperaturze 190 stopni.

Ciasto banalnie proste w wykonaniu, a przy tym obłędne w smaku. Smacznego :)

33

Home Sweet Home | wszędzie dobrze ale w domu najlepiej

16 listopada 2016 22
Home Sweet Home | wszędzie dobrze ale w domu najlepiej
Lato to pora roku, kiedy większość czasu spędzam na podwórku. Spacer, rower, czy zwyczajne wylegiwanie się na hamaku. Uwielbiam, kiedy słoneczko swoimi promieniami ogrzewa mi twarz. W trakcie wakacji, jeżeli tylko pogoda dopisuje, to w domu właściwie tylko śpię ;) Jesienią i zimą zamieniam się natomiast w prawdziwą domatorkę. Najważniejszym miejscem w domu jest dla mnie moja sypialnia. To w niej spędzam większość wolnego czasu. Jest ona moim azylem, oazą spokoju, w której mogę ukryć się przed całym światem, dlatego też niesamowicie ważne jest dla mnie, by było w niej miło i przytulnie. 


Strategiczne miejsce w sypialni oczywiście zajmuje łóżko. Ma być duże, przykryte ciepłym puchatym kocem i obsypane dużą ilością mięciutkich poduszek. To właśnie na nim spędzam długie jesienne wieczory, otulona kocem, z kubkiem gorącej herbaty w ręku i dobrą książką. Taki mój przepis na wieczór idealny :)

Od dawna już moim marzeniem jest własna toaletka z lusterkiem. Takie królestwo prawdziwej kobiety, gdzie mogłabym zgromadzić kosmetyki do makijażu i biżuterię. W chwili obecnej trzymam je w wiklinowych koszyczkach i pudełeczkach. Niestety, doskonale zdaję sobie sprawę, że doczekam się takiej raczej w odległej przyszłości, ale już teraz wiem, jak chciałabym, żeby wyglądała.


Moja sypialnia jest raczej minimalistyczna. Nie lubię zagracania jej bezsensownymi bibelotami, które poza zbieraniem kurzu nic do tego wnętrza nie wnoszą. Uwielbiam za to ramki na zdjęcia, na które codziennie patrzę i z uśmiechem przenoszę się w krainę wspomnień. Oprócz tego aby trochę ocieplić pomieszczenie i nadać mu odrobinę romantyzmu na szafce mam ustawione lampiony i kominki do palenia wosków. Nic tak nie relaksuje w długi, zimny wieczór, jak piękny zapach unoszący się w pokoju.


Jest jeszcze jeden element, którego nie może zabraknąć w mojej sypialni. Mam na myśli kwiaty. Jakiś czas temu zakochałam się w białych storczykach i od tej pory są one jednym z ulubionych elementów dekoracyjnych w moim domu.  Tak, tak. W całym domu, bo oprócz sypialni mam kilka sztuk w salonie a jeden króluje także w kuchni.

Aranżacja wnętrz to temat, który uwielbiam. Nie bez powodu marzyła mi się kiedyś architektura wnętrz. Z perspektywy czasu trochę żałuję, że strach i brak pewności siebie wzięły górę i nawet nie próbowałam dostać się na te studia. Ale przecież nic straconego. Z powodzeniem w wolnych chwilach realizuję się w dekorowaniu mieszkań moich znajomych. Koleżanka, które właśnie jest na etapie urządzania swojego M4 ciągle dzwoni z prośbą o pomoc przy wyborze dodatków itp. A ja zawsze z chęcią idę z nią na zakupy. Lądujemy potem zwykle w Home&You i nastaje koniec :) Bo mogłabym tam spędzić cały dzień przechadzając się między tymi wszystkimi bibelotami. Tylko niestety studencki budżet nie pozwala mi za bardzo szaleć, ale i na to jest rozwiązanie. Robiąc zakupy online można przecież skorzystać z kodów rabatowych. Od niedawna właśnie tak robię i jest to naprawdę świetny sposób, żeby zaoszczędzić kilka złotych.
Nie bez powodu mówi się, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Dom to miejsce, w którym spędzamy dużo czasu, gdzie czujemy się bezpiecznie. Warto zadbać, aby był on strefą komfortu, w której zawsze możemy odpocząć po ciężkim dniu i do której zawsze z przyjemnością wracamy.

Jakie miejsce w domu jest waszym ulubionym? Lubicie zajmować się aranżacją wnętrz? Gdzie szukacie inspiracji?

22

Fit motywacja | Katarzyna Dziurska

13 listopada 2016 19
Fit motywacja | Katarzyna Dziurska
Cześć kochani. Na niedzielny wieczór, lub jeśli wolicie poniedziałkowy poranek przy kawie, mam dla was nieco luźniejszy post niż zwykle. Zastanawiam się nad wprowadzeniem serii wpisów przedstawiających osoby, które motywują mnie do bycia fit. Posty takie pojawiałyby się np. co tydzień. Dziś na próbę chciałabym wam przedstawić Kasię Dziurską - kobietę, która ma nie tylko pięknie wyrzeźbione ciało, ale po prostu jest prześliczna sama w sobie.


Katarzyna Dziurska to Mistrzyni Polski Fitness Soft federacji WBBF-WFF WPF Poland Siedlce 2015, Mistrzyni Świata Fitness Figure Classic Federacji WBBF-WFF, Mistrzyni Europy federacji WPF Bruksela 2015 oraz Vicemistrzyni Polski Bikini Shape federacji NAC Kalisz 2015. Reprezentantka Polski podczas majowych Mistrzostw Świata w Warszawie. Fitness Motywator 2015 w kategorii Fitness Gold.

Bądź dobry dla innych, nie bądź krytyczny wobec siebie, dbaj o swoje ciało a zobaczysz, że świat będzie piękniejszy.


Znam swoje zalety i wady..
Ciągle pracuje nad sobą...
Umiem przyjąć konstruktywną krytykę..
Nie odpuszczam gdy mi nie wychodzi..
Wiem, czego chce od życia i do tego dążę, bo..
Mam poczucie własnej wartości i zawsze w siebie wierzę! 👊

Nie rezygnujcie z marzeń bycia szczęśliwym!

Kasia ma bardzo bogate doświadczenie zawodowe. Jest również wieloletnią tancerką oraz miłośniczką sportu. Absolwentką Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku.  Jest profesjonalnym trenerem personalnym, motywatorem i instruktorką fitness a także tańca, jak również tancerką w zespole Cheerleaders Gdynia oraz fotomodelką.



Motto Kasi: Be strong, u never know who u are inspiring

Żyjemy w czasach ciągłego biegu, wyścigu za dogodnym życiem.
Chcemy być lepsi, ładniejsi, lepiej ubrani, porównujemy się do innych i ciągle nam mało, chcemy więcej.. Przeraża nas wizja bycie gorszym. Łatwo można się w tym wszystkim zagubić i pozostawić w tyle swoje prawdziwe ja.
Przestańmy porównywać się z innymi, przestańmy patrzeć na siebie krytycznym okiem, znajdźmy swoje najlepsze zalety i pokażmy je światu!  

Kasia jest kobietą, która udowadnia, że siłownia wcale nie czyni nas mniej kobiecymi. W żadnym wypadku nie zrobi z nas faceta, czy tak zwanego "babochłopa". Mimo podnoszenia ciężarów ma ona  w sobie ogromne pokłady kobiecości i niesamowity seksapil, co widać na poniższych zdjęciach.

Drogie Panie! Nie bójcie się wkroczyć na strefę ciężarów na siłowni, nie bójcie się poprosić trenera na siłowni o pomoc, nie bójcie się podnieść kilka kg więcej!Chcecie aby Wasze ciała były jędrne i silne? Trening siłowy Wam to da!
Jestem kobietą, podnoszę ciężary i czuję się z tym sexy!

Na zdjęcia Kasi mogę patrzeć w nieskończoność. Ten cudnie wyrzeźbiony brzuszek, jędrne pośladki, a do tego te piękne blond fale i dziewczęca uroda. Chyba nikogo nie dziwi, że stała się ona moją inspiracją :)
Sama co prawda nie dążę do aż takiej rzeźby. Moim celem są delikatnie zarysowane mięśnie brzucha i podniesione pośladki ale mam ogromny szacunek do tego co osiągnęła Kasia, bo zdaję sobie sprawę jaki ogrom pracy musiała włożyć, żebyś osiągnąć to co osiągnęła.


Nie wstydźmy się tego kim jesteśmy, bo to czyni nas wyjątkowym.


Masz marzenia? Masz cel? Chcesz czegoś więcej od życia?
Daj temu szansę! Otwórz się na świat i zaryzykuj! 



Moja siła nie wzięła się tylko z podnoszenia ciężarów, moja SIŁA wzięła się z podnoszenia samej siebie, za każdym razem kiedy upadłam...
Gdybym nie pokonywała wewnętrznych porażek, dołów i chwil, gdybym się poddała, nie byłabym sobą!

W każdym z nas drzemie wojownik, obudźmy go i  do dzieła.

Więcej zdjęć Kasi, jak również przygotowane przez nią treningi znajdziecie pod poniższymi linkami:
Facebook: https://www.facebook.com/KatarzynaDziurskaTrener/
Instagram: https://www.instagram.com/kasiadziurska_trenerpersonalny/?hl=pl
YouTube: https://www.youtube.com/user/OdchudzanieBezKitow/videos

Jestem bardzo ciekawa, czy tego rodzaju posty was interesują i co najważniejsze, czy macie ochotę na więcej :)
19

Rajstopy i pończochy przeciwżylakowe marki Veera | w trosce o piękne i zdrowe nogi

12 listopada 2016 16
Rajstopy i pończochy przeciwżylakowe marki Veera | w trosce o piękne i zdrowe nogi
Nadeszła jesień ( a właściwie u mnie chwilowo zima :) Za oknem jest tam magicznie biało). Wraz z tą zdecydowanie chłodniejszą porą roku nadszedł czas na zmianę garderoby na cieplejszą. Ja jestem jednak osobą, która nawet zimą nie rezygnuje z sukienek, więc konieczne było dla mnie znalezienie odpowiednich rajstop. Wybierając tego typu produkty do tej pory nie zwracałam szczególnej uwagi na ich właściwości. Kierowałam się głównie kolorem i rozmiarem. To jak wiele przez to traciłam przekonałam się, kiedy w moje ręce trafiły rajstopy przeciwżylakowe Veera.



Veera to wyjątkowe rajstopy, podkolanówki oraz pończochy ze stopniowanym uciskiem. Poprawiają krążenie i perfekcyjnie modelują nogi. Każdego dnia dbają o zdrowie i piękno Twoich nóg. Nie ma w tym żadnej magii. To produkt na miarę XXI wieku. Jego jakość i skuteczność została wielokrotnie potwierdzona poprzez nagrody konsumentów oraz testy kliniczne. Produkty kompresyjne Veera dzięki swoim właściwościom, nadają lekkości nawet najbardziej zmęczonym nogom. Przynoszą szybką i skuteczną ulgę w przypadku pierwszych objawów osłabionego krążenia, takich jak: obrzęk, zmęczenie nóg, uczucie ciężkości nóg, pajączki (pękające naczynka). Najważniejsze jednak jest to, że marka Veera dba również o Twoje piękno. Produkty są niezwykle trwałe, nie puszczają oczek, wykonane z przyjemnego w dotyku materiału, idealnie modelują i wyszczuplają sylwetkę, wykonane są w technologii Siver+, dzięki czemu będziesz czuła się przez cały czas bardzo komfortowo i kobieco. Veera to linia profilaktyczna. Idealna na co dzień. Idealna dla Ciebie, bo warto zadbać o zdrowie i piękno swoich nóg już dzisiaj.

W związku z tym, że w mojej rodzinie większość kobiet zmaga się z problemem żylaków, uznałam, że powinnam podjąć działania profilaktyczne w tym zakresie, by jak najdłużej cieszyć się zdrowymi i pięknymi nóżkami.


Do testów wybrałam pończochy w kolorze solei oraz czarne rajstopy 40 DEN. Akurat tutaj liczba ta nie oznacza grubości, tak ja w przypadku zwykłych rajstop, ale poziom ucisku. Ja ze względu na to, że nie mam na razie problemów z żylakami zdecydowałam się na najmniejszy ucisk, który ma mieć po prostu działanie profilaktyczne.

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy po otwarciu pudełeczek z rajstopami to to, że mają one zdecydowanie inny splot niż tradycyjne pończochy. Jak pisze sam producent "w kształcie plastra miodu", co sprawia, że są one dużo trwalsze i zdecydowanie trudniej je zaciągnąć czy zrobić w nich dziurę. Kolejnym zaskoczeniem był sam kształt rajstop, ponieważ mają one wyraźnie zaznaczone palce i piętę. Ma to na celu zapewnienie prawidłowego ucisku nóg i zwiększenie skuteczności ich działania.

Rajstopy i pończochy, które otrzymałam testowałam w najróżniejszych warunkach. Od nakładania ich jedynie na kilka godzin, do noszenia ich przez cały dzień (niekiedy bardzo męczący). Często zdarza mi się, że po ciężkim dniu moje nogi są opuchnięte, a łydki zaczynają boleć. Wtedy zazwyczaj po powrocie do domu leżę z nogami do góry, aby poprawić krążenie. Nie macie pojęcia jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy któregoś dnia po powrocie z uczelni, moje nogi mimo całodziennej bieganiny były ciągle lekkie. Sprawdzałam to kilkakrotnie, żeby mieć całkowitą pewność i wiem już na 100% że jest to zasługa produktów Veera.

Powiem tak: zawsze myślałam, że rajstopy jak rajstopy - cudów nie zrobią. Myliłam się strasznie. Odpowiednio dobrane naprawdę mają ogromny wpływ na komfort naszych nóg, a dzięki odpowiedniemu uciskowi sprawiają, że są one nie tylko zdrowe ale też pięknie wyglądają. Warto podkreślić, że produkty Veera nie tylko dbają o zdrowie, ale dzięki właściwościom wyszczuplającym pięknie modelują sylwetkę. Ja jestem nimi zachwycona.
16

Piękna jesienią | część 5 | włosy

7 listopada 2016 53
Piękna jesienią | część 5 | włosy
Hej skarby. Dziś chyba najbardziej przeze mnie wyczekiwany post z serii "Piękna jesienią". Oczywiście dlatego, że tym razem dotyczy on włosów i ich pielęgnacji, a jak wiecie jest to temat szczególnie mi bliski.


Moje włosy bardzo lubią różnorodność. Jeżeli zbyt często stosuję te same odżywki czy maski to najzwyczajniej w świecie zaczynają się buntować. Dlatego też w mojej łazience zawsze jest sporo różnych mazidełek. Moim numerem jeden od zawsze jest odżywka awokado i masło karite Garniera. Spisywała się genialnie kiedy włosy były w tragicznym stanie, a równie świetnie sprawdza się teraz, gdy ich kondycja jest dużo lepsza niż kiedyś. 

Moim wielkim tegorocznym odkryciem jest odżywka Nivea Intense Care&Repair. W kwestii odżywek na Nivea się nie zawiodłam, a ta jest naprawdę fantastyczna. Pięknie ujarzmia moje niesforne kosmyki, delikatnie je wygładza, nadaje im blasku i miękkości. 

W zakresie nawilżenia od jakiegoś czasu stawiam na lnianą maskę Sylveco. Chwilowo zastępuje mi moją ukochaną NaturVital ale całkiem dobrze daje sobie radę.

Oprócz odżywienia bardzo ważne znaczenie w mojej pielęgnacji ma zabezpieczenie włosów. Obecnie, jako odżywkę bez spłukiwania, stosuję olejek w kremie Elseve a na końcówki Eliksir z olejkami z tej samej linii. Oba produkty bardzo przypadły mi do gustu i strasznie ubolewam nad tym, że są już na wykończeniu. 

Od jakiegoś czasu nie wyobrażam też sobie by w mojej łazience mogło zabraknąć suchego szamponu. Kiedyś myślałam, że jest to produkt zupełnie mi zbędny, ale odkąd go wypróbowałam, zakochałam się. Jestem wierną fanką Batiste i z przyjemnością testuję nowe wersje zapachowe.

Aktualnie walczę też z jesiennym wypadaniem włosów. Moim sprzymierzeńcem w tej wojnie jest serum Babuszki Agafii. Czytałam o nim sporo dobrego aż w końcu się skusiłam i muszę powiedzieć, że jestem miło zaskoczona. Ono naprawdę działa. Włosy lecą ale w dużo mniejszej ilości, pojawiło się sporo nowych baby hair a jestem dopiero na początku kuracji. Mam nadzieję, że dalej będzie już tylko lepiej.

Swego czasu bardzo duże znaczenie miała u mnie pielęgnacja przed myciem. Ostatnio z braku czasu trochę ten element zaniedbałam. Olejowanie zdarza mi się sporadycznie i swojego ulubionego produktu w tej kategorii nie mam. Niedawno rozpoczęłam testy olejku do włosów Vianek i pierwsze wrażenie zrobił naprawdę dobre ale myślę że na ostateczną opinię jeszcze za wcześnie więc recenzji wypatrujcie dopiero za jakiś czas :)

Na koniec, po dosyć długiej przerwie, mam dla was włosową aktualizację. Odkąd rozjaśniłam włosy miałam straszny problem z ukazaniem ich rzeczywistego koloru na zdjęciach. Ostatnio jednak się udało. Obecny kolor nie jest już wynikiem interwencji fryzjera. Prawdę mówiąc mojej Pani Ani nie odwiedziłam od marca. Końcówki podcinam sama w domu, a naturalny kolor jaki przy ostatniej wizycie został nałożony na górną część włosów sprawia, że odrosty są niewidoczne. Dół natomiast tak mocno rozjaśnił się po lecie. Początkowo myślałam, żeby go przyciemnić ale wszyscy zgodnie stwierdzili, że to zły pomysł i pasują mi takie jasne pasma. Prawdę mówiąc sama bardzo dobrze się w nich czuję, więc na jakiś czas na pewno tak zostanie.

Ich kondycja, mimo moich obaw, przez wakacje wcale nie uległa pogorszeniu. Są odpowiednio nawilżone, tylko końcówki są lekko przesuszone ale już niebawem i tak zaliczą podcięcie. Układają się nie najgorzej. Na zdjęciu macie pokazane jak wyglądają bez jakiejkolwiek stylizacji. Falują ale lekko. Dużo większe kręciołki uzyskuję kiedy trochę bardziej pobawię się z użyciem żelu do włosów.

Jak dbacie o swoje włosy jesienią? Macie swoje ulubione kosmetyki do pielęgnacji włosów? 

53

Fit girl | moja długa droga do bycia fit

5 listopada 2016 38
Fit girl | moja długa droga do bycia fit
Swoją historię zacznę od etapu wczesnego dzieciństwa. Zawsze odkąd pamiętam byłam bardzo szczupła. Kiedy oglądam stare zdjęcia czasami mam wrażenie ze momentami wręcz za chuda. Jadłam wszystko co chciałam a mam to szczęście ze natura obdarzyła mnie szybką przemianą materii więc dodatkowych kilogramów nie było widać.

W okresie dojrzewania moja figura zaczęła się zmieniać. Przestałam przypominać chłopczycę, nabrałam kobiecych kształtów ale mimo to nadal mogłam się cieszyć nienaganną figurą. Może trochę tłuszczyku zaczęło gromadzić się w okolicach ud ale nie przeszkadzało mi to na tyle żebym postanowiła coś z tym zrobić. Nie da się ukryć, zawsze byłam parfidnym leniwcem. Wolałam usiąść przed TV i obejrzeć kolejny serial niż wyjść chociażby na spacer. O jakiejkolwiek większej aktywności fizycznej nawet nie było mowy, a lekcje w-fu były dla mnie przekleństwem. Ciągle wymyślałam nowe powody, dla których akurat na dzisiejszych zajęciach nie mogę ćwiczyć. Z perspektywy czasu wiem jaką głupotę zrobiłam bo skrzywiony kręgosłup po latach zaczął dawać o sobie znać. Wtedy jednak nie miało to dla mnie znaczenia. 

Tak mijały kolejne lata aż zaczęłam studia. Nieregularny tryb życia, niedospane noce, jedzenie w pośpiechu (bywały takie dni że żywiłam się jedynie słodkimi bułkami), stres...Wszystko to odbiło się na moim zdrowiu. Zauważyłam że włosy wypadają mi garściami, skóra jest sucha i pozbawiona blasku. Ciągle byłam zmęczona i nie miałam ochoty na cokolwiek. 

I tak przyszło lato. Jak co roku spędziłam je u dziadków na wsi. Świeże powietrze, cisza i spokój... Tam zawsze odpoczywam najlepiej. No i jeszcze babcia, która zawsze ma w zanadrzu jakieś smakołyki dla ukochanej wnusi. Nie żałowałam sobie niczego. Wieczorem zawsze miałam pod ręką jakieś ciasteczka, napakowany cukrem soczek itp. W pewnym momencie pojawiły się problemy osobiste. Nie chcę wdawać się w szczegóły ale bardzo to przeżyłam. Smutki oczywiście zajadałam czekoladą. Potrafiłam zjeść całą tabliczkę Milki Oreo, popić słodkim Tymbarkiem i jeszcze zagryźć jakimiś wafelkami czy cukierkami. Po tym wszystkim było mi tak niedobrze że faktycznie nie myślałam o problemach. Tylko jak długo można tak żyć? Obiecywałam sobie: od jutra koniec, zaczynam nowe życie, wezmę się za siebie. I co? Jak łatwo się domyśleć NIC. Na drugi dzień wstawałam rano i stwierdzałam, że dziś jednak nie dam rady, że w sumie nie ma żadnego problemu. Nadal jestem szczupła więc czemu mam katować się ćwiczeniami i odmawiać kolejnych przyjemności. Czasami miałam jakieś przebłyski i zrobiłam kilka przysiadów wierząc że za kilka dni będę miała tyłek jak aniołek Victoria Secret. Oczywiście nie udało się. I tak najpóźniej po tygodniu rezygnowałam. Można mnie z powodzeniem nazwać Królową Słomianego Zapału. Plany zawsze miałam wielkie tylko z realizacją było gorzej.

I tak minęło lato i zaczął się kolejny rok akademicki. Październik, jesień, deszcz, wiatr, wieczory coraz dłuższe. Komu by się chciało wychodzić w taką pogodę z domu... Na pewno nie mi.. I wtedy moja koleżanka wpadła na genialny pomysł: 
- Magda idziemy na siłownię.
- Ty chyba z byka spadłaś. Ja i siłownia? Nie ma mowy. Tam aż się roi od tych wszystkich pakerów. Poza tym ja nie chce mieć nóg jak Rambo. Nigdzie nie idę.
I pewnie bym nie poszła ale Justa spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem i wiedziałam że nie mogę jej odmówić. W końcu koleżanki są po to żeby się wspierać. I tak trafiłam do miejsca które pokochałam. Mała, klimatyczna siłownia, sympatyczni ludzie, fantastyczni trenerzy, którzy zawsze służą pomocą. 


Po pierwszym treningu wyszłam  stamtąd na trzęsących się nogach. Następnego dnia nie miałam siły wstać z łóżka. Uświadomiłam sobie wtedy, że naprawdę mocno się zaniedbałam. 10 min szybszego marszu na bieżni było dla mnie nie lada wyzwaniem. Dalej tak być nie mogło. Tym razem postanowiłam podejść do sprawy poważnie. Na spokojnie przemyślałam kilka spraw i zrozumiałam że dopóki nie nauczę się żyć w zgodzie ze sobą i swoim ciałem nie ma szans żebym była szczęśliwa i mogła dać szczęście komuś innemu.
Najważniejsze było postawienie sobie realnego celu. Umówmy się - fajnego tyłeczka i płaskiego umięśnionego brzuszka nie osiągnę w ciągu tygodnia. A prawdę mówiąc przestało to mieć dla mnie pierwszorzędne znaczenie. Ćwiczę żeby wyrzucić z siebie wszystkie źle emocje, a inne korzyści jakie z tego płyną są dodatkowym plusem.
Już widzę pierwsze efekty. Stałam się spokojniejsza, nie wyżywam się na innych, nie obwiniam nikogo za swoje porażki. Przestałam przejmować się drobnymi problemami. Na niektóre rzeczy po prostu nie mam wpływu więc po co zawracać sobie nimi głowę.
Zmieniło się też moje myślenie. Przestałam postrzegać siłownię jako miejsce spotkań przyszłych kulturystów. Owszem są i tacy ale mam dla nich ogromny szacunek bo wiem ile pracy musieli włożyć by osiągnąć to co osiągnęli. Przestałam bać się ciężarów. Ćwiczę z obciążeniem i teraz już wiem że to wcale nie sprawia że jestem mniej seksi. Wręcz przeciwnie. Czuję się bardzo dobrze w swoim ciele i zaczynam nabierać coraz więcej pewności siebie. Siłownię odwiedzam ok. 3 razy w tygodniu. W pozostałe dni ćwiczę w domu. Staram się dobierać ćwiczenia tak by były różnorodne i szybko mi się nie nudziły. No bo ile razy można w kółko robić pośladki z Mel B czy Skalpel Chodakowskiej? Nic dziwnego że do tej pory zawsze tak szybko rezygnowałam. 


Jeśli chodzi o dietę to mówię otwarcie że nic z tych rzeczy. Nie liczę kalorii, nie mam żadnego specjalnego planu żywieniowego. Zwracam jednak dużo większą uwagę na to co jem. Po pierwsze: całkowicie zrezygnowałam ze słodkich bułek. Po drugie: ograniczyłam ilość słodyczy. Nie odstawiłam ich zupełnie ale przestałam traktować je jako lek na całe zło. Czekolada? Owszem, ale kosteczka i tylko raz na jakiś czas. Po trzecie: swoją dietę wzbogaciłam o większą ilość owoców. Ponadto staram się pić jak najwięcej wody. Kiedyś przez cały dzień potrafiłam wypić jedynie 2 szklanki wody. Teraz zawsze mam przy sobie butelkę.
Jem wszystko ale z głową. Ćwiczę, bo w końcu przestało to być dla mnie przykrym obowiązkiem a stało się przyjemnością. Nie patrzę codziennie w lustro i nie sprawdzam czy są już efekty. To nie one odgrywają tu pierwsze skrzypce. Widzę że moje ciało się zmienia ale nie mierzę się. Wagi nawet nie mam w domu. I w końcu przestałam się spinać że muszę. Ja nic nie muszę, ale kiedy coś sprawia Ci przyjemność to po prostu to robisz. Bez względu na to co pomyślą czy powiedzą inni. Zacznij już dziś a za jakiś czas będziesz miała to o czym inni ciągle jeszcze marzą. Walczcie o siebie bo naprawdę warto. Zdrowie i życie mamy tylko jedne.
38

Ziaja, Chłodząca mgiełka z mentolem i wit. C twarz, ciało i włosy

2 listopada 2016 30
Ziaja, Chłodząca mgiełka z mentolem i wit. C twarz, ciało i włosy
Witajcie. Od rana jestem dziś jakaś nakręcona. Obudziłam się o 5.30 i od tej pory ciągle jestem w biegu. Zaliczyłam nawet poranny trening na siłowni. Jestem z siebie dumna, bo postawiłam sobie cel i jak na razie dzielnie do niego dążę. Mam nadzieję, że starczy mi zapału i niebawem będę mogła pochwalić się wam swoimi efektami. No ale to temat na zupełnie inny post ;) Dzisiaj mam dla was recenzję mojego ulubieńca, o którym wspominałam wam w poprzednim poście. Mam na myśli chłodzącą mgiełkę Ziaja. Obiecałam że napiszę o niej trochę więcej, więc zapraszam do dalszej części wpisu.


Od producenta:

Chłodząca mgiełka Ziaja o świeżym zapachu drzewa tamaryndowego i zielonej pomarańczy:
- Zapewnia przyjemny efekt orzeźwienia.
- Zawiera chłodzący mentol odczuwalny po pierwszej aplikacji.
- W szybki sposób nawilża i tonizuje skórę.
- Sprawdza się w upalne, letnie dni oraz w trakcie opalania i po opalaniu.

Skład:

 Aqua (Water), Propylene Glycol, Glycerin, PPG-26-Buteth-26, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Panthenol, Menthyl Lactate, Lecithin, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, DMDM Hydantoin, Sodium Benzoate, Parfum (Fragrance), Limonene, Linalool, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Citral, Citric Acid

Cena: ok. 7zł/100 ml

Moja opinia:

Mgiełka jak nie trudno się domyślić umieszczona jest w buteleczce z atomizerem. Spryskiwacz nie zacina się, nie przecieka. Buteleczka jest poręczna więc z powodzeniem zmieści się w torebce. 


Kosmetyk jest lekki, już zresztą sama nazwa na to wskazuje. Fantastycznie sprawdza się do odświeżenia zarówno ciała jak i twarzy. Po użyciu błyskawicznie się wchłania, nie pozostawiając na skórze żadnej nieprzyjemnej powłoki. Jedynie co czuję to odświeżenie i przepiękny zapach, który jest niewątpliwą zaletą tego produktu. Myślę ze nawet gdyby ta mgiełka nie dawała żadnego efektu to i tak używałabym jej ze względu na ten fantastyczny aromat :p Na szczęście nie stoję przed takim wyborem, ponieważ ona faktycznie działa. Orzeźwia, tonizuje i delikatnie chłodzi. Jak dla mnie same plusy. 

Pod ostatnim postem pytałyście też o skład tej mgiełki. Znajdziemy w nim m.in. substancje odświeżające (Menthyl Lactate), odżywiająca skórę (Lecitith, Panthenol, PPG-26-Buteth-26), przeciwutleniacze (Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid) oraz 2 konserwanty (DMDM Hydantoin, Sodium Benzoate).
Bardzo polubiłam ten produkt i cały czas mam go w swojej torebce. Jest jak znalazł po treningu na siłowni, a na pewno sprawdzi się także latem ;)
30
Copyright © 2016 W-SEKRECIE.PL