×

Magda gotuje | Malinowe lustro

27 września 2015 32
Magda gotuje | Malinowe lustro
Cześć kochani. Dziś po raz kolejny będę was kusić smakołykami z mojej kuchni. I znowu będzie to deser ale już tym razem nie tak słodki jak ostatnio. Po powrocie na uczelnię nie będę miała zbyt wiele czasu na zabawę w kuchni więc póki jeszcze mogę korzystam z wolnego i wypróbowuję różne przepisy. Tym razem musiałam zrobić coś z malinami, których u mojej babci jest prawdziwe zatrzęsienie. :) Mój wybór padł na Malinowe lustro.

Składniki:
  • 100 g  biszkoptów
  • 600 g malin, świeżych lub mrożonych
  • świeżo wyciśnięty sok z 1 małej cytryny
  • pół szklanki cukru
  • 1,5 łyżki żelatyny w proszku
  • 500 ml śmietany kremówki 30%, schłodzonej
  • 1 malinowa galaretka rozpuszczona w 400 ml gorącej wody (ja z racji, że nie znalazłam galaretki malinowej wykorzystałam truskawkową)

Sposób przygotowania:

Formę o średnicy 22 - 23 cm wyłożyć biszkoptami, jeden przy drugim.
W garnuszku umieścić maliny (mrożone bez wcześniejszego rozmrażania), sok z cytryny, cukier. Zagotować, mieszając, do rozpuszczenia się cukru i rozgotowania się malin. Przetrzeć przez sitko, dokładnie, do pozbycia się drobnych pesteczek. Powinno powstać 400 ml malinowego puree (jeśli powstanie więcej, należy chwilę pogotować, bez przykrycia, do zredukowania ilości wody). 
Puree przelać do ganuszka, podgrzać, do wrzenia, zdjąć z palnika. Żelatynę rozpuścić w minimalnej ilości gorącej wody, wymieszać dokładnie, by się rozpuściła i nie było grudek, następnie dodać do podgrzanego puree, dobrze wymieszać. Odstawić do całkowitego ostudzenia.
Śmietanę kremówkę ubić na sztywno. Powoli, łyżka po łyżce, dodawać do wystudzonego puree, bardzo delikatnie mieszając. Gotową masę malinową przelać na wyłożone w formie biszkopty. Odstawić do lodówki do całkowitego stężenia, na kilka godzin lub całą noc.
Galaretkę malinową rozpuścić w 400 ml gorącej wody. Wylać na stężony mus malinowy. Odstawić do stężenia. 


Przechowywać w lodówce. 
Miłego kucharzenia i smacznego :)
32

Książka idesalna na jesień | Wyspa Motyli | Corina Bomann

24 września 2015 23
Książka idesalna na jesień | Wyspa Motyli | Corina Bomann
Kilka dni temu przechodząc koło biblioteki postanowiłam wstąpić i poszukać czegoś na coraz dłuższe już wieczory. Tak w moje ręce wpadła książka "Wyspa motyli". Jako pierwszy zachwycił mnie poetycki tytuł i malownicza, przyciągająca wzrok okładka. W momencie, gdy przeczytałam jej opis na okładce byłam już pewna, że to coś w sam raz dla mnie.


Tajemnica z przeszłości i namiętna miłość ukryte pośród herbacianych wzgórz.

Diana, wzięta prawniczka, nigdy nie przypuszczała, że z dnia na dzień wyjedzie na drugi koniec świata. Trzymając w ręku zdjęcie młodej kobiety na tle wzgórz, decyduje się wyruszyć na Cejlon, by rozwikłać rodzinną tajemnicę sprzed stu lat. Diana chce spełnić ostatnią wolę ukochanej ciotki, poznać swoje korzenie i uciec od niewiernego męża. Na urzekającej wyspie spowitej aromatem herbacianych krzewów odkrywa historię namiętnego, zakazanego uczucia, które na zawsze zmieniło losy jej rodziny. Czy to sprawi, że Diana znajdzie szczęście i miłość? 


Główna bohaterka powieści - Diana jest świetną prawniczką prowadzącą wraz z koleżanką kancelarię. Spełnia się zawodowo, ale w życiu prywatnym nie układa się jej już tak kolorowo. Wszystko za sprawą niewiernego małżonka. Pewnego dnia Diana otrzymuje telefon, że jej ciotka Emmely, jedyna rodzina jaką posiada, trafiła do szpitala i być może jest to ostatnia szansa by się z nią zobaczyć. Kobieta bez zastanowienia wyrusza do Treymane House - położonej w Anglii posiadłości, w której mieszka staruszka. Diana ma jeszcze okazję pożegnać się z ciotką, która przed śmiercią prosi ją o rozwikłanie rodzinnej tajemnicy sprzed lat. Od tego momentu życie głównej bohaterki zmienia się diametralnie. Czy Diana zdoła poznać wszystkie rodzinne sekrety? Czy wyruszając na poszukiwanie kolejnych śladów poukłada także swoje życie i odnajdzie samą siebie? Aby się o tym przekonać musicie koniecznie sięgnąć po "Wyspę motyli".

Corina Bomann stworzyła świetną powieść, którą czyta się szybko i z ogromnym zainteresowaniem. W książce przeplatają się dwa światy: współczesny pokazujący Dianę oraz jej poczynania i historyczny - przedstawiający wydarzenia z życia Grace i Victorii - czyli przodkiń naszej bohaterki. Pozwala nam to na poznanie dawnej historii z dwóch perspektyw i na towarzyszenie Dianie w jej poszukiwaniach. Czytając, sami możemy poczuć się jak detektywi na tropie rodzinnej tajemnicy. "Wyspa motyli" to naprawdę fantastyczna książka, którą gorąco polecam wam przeczytać. Uprzedzam jednak: wciąga na maksa. Nie będziecie mogły się od niej oderwać nim nie poznacie wszystkich sekretów z przeszłości.
23

Mistero Milano Lakier do paznokci Sensuale

22 września 2015 28
Mistero Milano Lakier do paznokci Sensuale
Na początku dzisiejszego posta chciałabym wam z całego serca podziękować za trzymane kciuki i wszystkie słowa otuchy, które od was otrzymałam. Już teraz mogę się pochwalić, że dostałam tą pracę. Zostałam doradcą finansowym i jest to coś co właśnie chciałabym robić. Czeka mnie jednak jeszcze dużo zachodu związanego z pozyskaniem własnego grona klientów. Nie jest to rzecz prosta, bo zdobycie czyjegoś zaufanie wymaga naprawdę sporo pracy.
Dosyć jednak prywaty. Dzisiejszy post będzie krótki ponieważ chciałabym jedynie pokazać wam lakier, który znalazłam w ostatnim Joy boxie.


Lakiery do paznokci linii SENSUALE to najnowocześniejsza technologia zamknięta w pięknym opakowaniu. Nowatorska nanotechnologia zawarta w lakierach zapewnia ultraszybki czas schnięcia oraz maksymalną trwałość do 5 dni bez odprysków i pęknięć. Lakiery nie pozostawiają smug, a intensywny pigment gwarantuje, iż jedna warstwa lakieru w pełni kryje naturalną płytkę paznokcia, a efekt połysku jest olśniewający. LAKIER WYSTĘPUJE W RÓŻNYCH WARIANTACH KOLORYSTYCZNYCH.

Cena: ok. 16 zł/11 ml

Kolorek, który otrzymałam to delikatny róż spadający w liliowy fiolet. Mimo, że raczej wolę ciemniejsze kolorki to ten wyjątkowo przypadł mi do gustu, ponieważ wygląda elegancko i naturalnie. Bardzo dobrze rozprowadza się na płytce nie tworząc smug. Dosyć szybko wysycha i wystarczą dwie warstwy do pełnego krycia. Problem jest z trwałością, bo co nam po świetnym efekcie skoro lakier już następnego dnia zaczyna ścierać się na końcach. Producent zdrowo tu przesadził pisząc o 5 dniach.
28

Jak zmieniły się moje włosy od początku włosomaniactwa (porównanie w zdjęciach)

19 września 2015 96
Jak zmieniły się moje włosy od początku włosomaniactwa (porównanie w zdjęciach)
Cześć kochani. Dzisiaj mam dla was post bardziej do pooglądania przedstawiający metamorfozę jaką przeszły moje włosy na przestrzeni kilkunastu miesięcy.


Jeszcze półtora roku temu moje włosy to było coś czego najzwyczajniej w świecie się wstydziłam. Zniszczone przez wieloletnie prostowanie suche strąki wyglądały przerażająco. Od momentu gdy postanowiłam coś z nimi zrobić zaczęła się moja przygoda z włosomaniactwem. Stopniowo zgłębiałam tajniki prawidłowej pielęgnacji. Raz było lepiej, raz gorzej. Z czasem zaczęłam uczyć się na własnych błędach i poznawać co służy moim kosmykom a czego zdecydowanie nie lubią. Najważniejszym i przełomowym momentem było odstawienie prostownicy. Nauczyłam się akceptować swoje falowańce a odkąd zaczęłam im dogadzać zauważyłam, że potrafią wyglądać naprawdę nieźle.
Poniżej możecie zobaczyć jak się przez ten czas zmieniły.

1. kwiecień 2014, 2. październik 2014, 3. grudzień 2014, 4. styczeń 2015, 5. luty 2015, 6. kwiecień 2015, 7. maj 2015, 8. czerwiec 2015, 9. sierpień 2015


Przeszłam długą drogę ale wiem, że do ideału jeszcze daleko. Końcówki ciągle mają tendencję do przesuszania (to już ostatnie pozostałości po prostownicy), a ostatnio dosyć mocno nasiliło się wypadanie. Nie poddaję się jednak bo wiem, że moje działania dają efekty, które są widoczne gołym okiem. Przekonałam się o tym np. wczoraj. Miałam rozmowę w sprawie pracy i Pani, z którą miałam przyjemność rozmawiać spytała mnie czy są to moje naturalne włosy. Kiedy odpowiedziałam że tak zaczęła zachwycać się moimi falowańcami i stwierdziła, że są śliczne. :) Właśnie takie słowa dają mi siłę do działania i ciągłego dążenia do jeszcze zdrowszych i piękniejszych włosów.
96

Kilka propozycji filmów na długie jesienne wieczory

17 września 2015 37
Kilka propozycji filmów na długie jesienne wieczory
Cześć kochani. Wieczory mamy już coraz dłuższe, szybko robi się ciemno i przy okazji zimno. Jesień zbliża się wielkimi krokami. Ta pora roku to doskonała okazja aby schować się pod kocem z kubkiem gorącej czekolady i nadrobić zaległości filmowe. Dzisiaj chciałabym właśnie przedstawić wam kilka propozycji, które obejrzałam w trakcie wakacji, a które moim zdaniem warte są uwagi.


1. Wiek Adeline.

 

Adaline Bowman urodziła się na początku XX wieku.  Zdążyła wyjść za mąż, urodzić dziecko, zostać wdową. Przez pierwsze 30 lat swojego życia była zwyczajną kobietą. Tak pewnie byłoby nadal gdyby nie wypadek, który spowodował, że jej zegar biologiczny się zatrzymał. Od tego momentu Adeline przestaje się starzeć. Brzmi pięknie, prawda? Która z nas nie chciałaby na zawsze zostać piękną i młodą?  Pewnie każda, ale nie w sytuacji kiedy otaczający nas świat nadal pędzi do przodu. Bohaterka uświadamia sobie, że od tej pory wszyscy których kocha będą umierać na jej oczach. Decyduje się więc na radykalny krok i postanawia całkowicie zrezygnować z miłości. Kiedy jednak kończy pierwszy wiek egzystencji jej decyzja zostaje wystawiona na ciężką próbę. W jej życie wkracza bowiem przystojny Ellis Jones...
Przepiękna, przejmująca opowieść, która chwyta za serce. Genialna obsada aktorska z Blake Lively, Harrisonem Fordem i Ellen Burstyn w rolach głównych.

2. Najdłuższa podróż.

 

Główną bohaterką filmu jest Sophia - piękna, młoda i bardzo ambitna studentka historii sztuki, na której drodze los stawia przystojnego ujeżdżacza byków - Luka. Dwoje zupełnie różnych ludzi, a jednak dość szybko połączy ich uczucie. Zanim jednak stworzą szczęśliwy związek będą musieli pokonać wiele przeciwności  i podjąć wiele trudnych decyzji.
W pewnym momencie ich losy zostają powiązane z  historią Iry - samotnego starca, który ulega wypadkowi i zostaje uwięziony we wraku samochodu podczas szalejącej na zewnątrz śnieżycy. Słuszny wiek oraz liczne obrażenia uniemożliwiają mu wykonanie nawet najprostszej czynności jaką jest sięgnięcie po termos z herbatą. W tak trudnym momencie Ira przywołuje we wspomnieniach swoją ukochaną żonę Ruth, która daje mu siłę do walki o przetrwanie.
Wzruszający film o trudnych wyborach i miłości, która nie umiera nigdy.

3. Bezpieczna przystań.

 

Kolejny film na podstawie powieści Sparksa. Tym razem niewątpliwie mojej ulubionej.
Do niewielkiego miasteczka w Karolinie Północnej przyjeżdża tajemnicza kobieta o imieniu Kate. Jest cicha, wycofana i stroni od bliższych kontaktów z ludźmi. Dlatego też zamieszkuje w spokojnym domku w leśnej głuszy. Pewnego dnia na jej drodze staje sympatyczny właściciel sklepu - Alex - wdowiec i ojciec dwójki dzieci. Od razu pojawia się między nimi nić porozumienia, która z czasem przeradza się w głębsze uczucie. W momencie, gdy wydaje się, że lepiej już być nie może demony przeszłości dają o sobie znać i niszczą spokój jaki udało się osiągnąć głównej bohaterce.
Piękna historia o miłości i nienawiści, o cierpieniu i ukrytych pragnieniach.


Na dzisiaj to tyle. Kolejne propozycje pojawią się już niebawem :)
37

Timotei, Precious Oils, Odżywka do włosów `Drogocenne olejki`

15 września 2015 42
Timotei, Precious Oils, Odżywka do włosów `Drogocenne olejki`
Hej hej. Dzisiaj mam dla was kolejną recenzję. Tym razem opowiem wam trochę o odżywce do włosów, która znalazła się w moim posiadaniu za sprawą Joyboxa. Sama pewnie nigdy nie skusiłabym się na jej zakup, bo kosmetyki Timotei jakoś zawsze mnie rozczarowywały. Czy tym razem było podobnie? Zapraszam do dalszej części posta.


Od producenta:

0% parabenów. 0% barwników. Do włosów normalnych lub suchych.
W delikatny sposób nawilża włosy. Bogata, upiększająca formuła z organicznym ekstraktem z jaśminu, drogocennym olejkiem arganowym oraz olejkiem migdałowym, która intensywnie nawilży nawet suche włosy aby uszlachetnić ich piękno. Delikatnie rozplątuje Twoje włosy, napełnia je żywym blaskiem i nadaje subtelny zapach. Pomaga uzyskać jedwabiste w dotyku i lśniące włosy każdego dnia. 



Skład:

Aqua (woda), Cetearyl Alcohol (emolient), Dimethicone (silikon), Stearamidopropyl Dimethylamine (substancja odżywiająca włosy), Jasminum Officinale (Jasmine) Flower Extract (ekstrakt z jaśminu), Argania Spinosa Kernel Oil (olej arganowy), Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olej ze słodkich migdałów), Cocos Nucifera Oil (olej kokosowy), Behentrimonium Chloride (konserwant), Paraffinum Liquidum (parafina), Amodimethicone (silikon), Cetrimonium Chloride (konserwant), Glycerin (gliceryna), Parfum (zapach), Sodium Chloride (substancja regulująca lepkość), Dipropylene Glycol (humektant), Disodium EDTA, PEG-7, Propylheptyl Ether, PEG-150, Distearate Lactic Acid, DMDM Hydantoin, Phenoxyethanol, Butylphenyl Methylpropional, Linalool.

Cena: ok. 8zł/200 ml

Moja opinia:

Zacznę klasycznie od opakowania. Mamy tu plastikową buteleczkę utrzymaną w bardzo ładnej biało-brązowo-złotej kolorystyce. Posiada zamknięcie typu "klik". Nie przepadam za tego rodzaju rozwiązaniami w przypadku odżywek ale akurat tym razem nie było ono jakoś szczególnie kłopotliwe i bez problemu dozowało potrzebną ilość produktu.


Odżywka ma kremową, perłowo-białą konsystencję, która bardzo dobrze rozprowadza się na włosach. Zapach jest piękny. Idealne połączenie kokosa z jaśminem. Jednym słowem to co uwielbiam. Fajnie, że dosyć długo utrzymuje się na włosach.
Ciężko opisać mi działanie, ponieważ odżywka ta na moich falach dawała bardzo różne rezultaty. Czasami po jej użyciu pojawiały się naprawdę ładne falowańce. Miało to jednak miejsce tylko wtedy kiedy przed myciem zafundowałam im olejowanie. W innym przypadku zazwyczaj na mojej głowie gościł delikatny puch. Po przeanalizowaniu składu jestem prawie pewna, że zawinił tu olej kokosowy, za którym moje kosmyki nie przepadają. Oprócz kokosa mamy tu również olej arganowy, ze słodkich migdałów oraz ekstrakt z jaśminu. Także nie jest najgorzej, chociaż silikon tak wysoko wcale mnie nie cieszy.
Kosmetyk ułatwia rozczesywanie (chociaż mógłby robić to jeszcze lepiej), nie obciąża moich włosów, ale to nie wystarcza niestety bym sięgnęła po niego ponownie. Po raz kolejny przekonałam się, że tak reklamowane hasło "drogocenne olejki" wcale nie jest gwarancją świetnego działania. Oczywiście nie wykluczam, że na innych włosach ta odżywka spisze się rewelacyjnie. Mnie niestety rozczarowała.
42

Weekendowe malowanie czyli dwukolorowe pazurki

14 września 2015 33
Weekendowe malowanie czyli dwukolorowe pazurki
Witajcie po weekendzie. Wasze komentarze pod ostatnim postem bardzo podniosły mnie na duchu. Niezmiernie się cieszę, że nowy szablon przypadł wam do gustu a i rozszerzenie tematyki bloga również okazało się dobrym pomysłem. Jesteście fantastycznym motorem napędowym dającym siłę do działania i za to bardzo dziękuję :)
Dzisiaj, żeby od razu po weekendzie nie straszyć was kilometrowymi recenzjami, przygotowałam króciutki post bardziej do popatrzenia niż do czytania. Chciałabym pokazać mani, które wykonałam w sobotę i przy okazji troszeczkę opowiedzieć o dwóch lakierach, których użyłam.

Nie jest to żadne specjalne zdobienie, bo niestety zdolności w tym kierunku nie posiadam. Wierzcie mi, wiele bym dała żeby umieć robić te wszystkie wzorki, malowidła, którymi czarują na swoich blogach niektóre z was. Niestety to nie moja działka :(
Zdecydowałam się jednak na delikatną szarość połączoną z bardziej wyrazistym akcentem w postaci ciemnego różu wpadającego w czerwień.
Kolor szary to Lemax, który do pełnego krycia wymaga niestety aż 3 warstw. Jest to dosyć męczące, ponieważ schnie niemiłosiernie długo i bardzo łatwo o odgniecenia czy zadrapania. Róż natomiast pochodzi z szafki Eveline. Tu wystarczą już 2 warstwy a każda kolejna powoduje, że lakier staje się coraz ciemniejszy i bardziej przypomina czerwień niż róż.
Nigdy nie byłam zwolenniczką malowania jednego paznokcia na inny kolor ale przy jasnej, delikatnej szarości pomysł ten okazał się strzałem w 10. Pazurki przyciągają uwagę i bardzo fajnie komponują się z jesienną garderobą.
Jestem bardzo ciekawa jak wam się podoba takie połączenie.
33

Nowa odsłona bloga + przepyszne ciacho 3Bit

12 września 2015 57
Nowa odsłona bloga + przepyszne ciacho 3Bit
Kilka dni temu wspominałam wam, że pracuję nad nowym szablonem bloga. Miały być niewielkie zmiany a ostatecznie wyszła prawdziwa rewolucja. Postanowiłam zmienić nie tylko wygląd ale także zakres tematyczny bloga. W końcu nie samymi kosmetykami kobieta żyje :). Dlatego też częściej niż dotychczas będą pojawiać się posty lifestylowe. Trochę mody, kuchni a także filmów i książek, czyli jednym słowem wszystko co lubię. Pojawiła się jeszcze jedną zmiana, której obawiam się najbardziej. Chodzi o nazwę bloga. Akademia urody w dniu dzisiejszym przeistoczyła się w Sekrety kobiety. Mam nadzieje, ze szybko się przyzwyczaicie i nie będziecie miały problemu żeby powiązać ją z moim blogiem. Zmiany te mają dla mnie duże znaczenie. Po blogowym kryzysie, który ostatnio przechodziłam potrzebowałam odświeżenia i tak jakby nowego startu. Stary format bloga nie do końca mnie satysfakcjonował i myślę, że właśnie dlatego zaczęłam się wypalać. Wierzę, ze teraz wszystko się zmieni a mój entuzjazm przełoży się na lepszą treść i zwiększy wasze chęci do odwiedzin.


Dziś przygotowałam dla was pierwszy post z nowej serii "Kuchnia Mirabelki". Będzie to przepis na jedno z moich ulubionych ciast a mianowicie 3Bit.

Składniki, których potrzebujecie do jego wykonania:
- puszka masy kajmakowej (może być również toffi, czekoladowa czy jakikolwiek inny smak - co kto lubi)
- 500 ml śmietany 30%
- krem karpatka 3 min. dr. Oetkera
- herbatniki (jeżeli chcecie aby ciasto było mniej słodkie możecie zastąpić je krakersami)
- czekolada
- margaryna
Sposób przygotowania:
Ciasto jest banalne i bardzo szybkie do wykonania. Blaszkę wykładamy herbatnikami. Rozsmarowujemy na nich masę kajmakową i układamy kolejną warstwę herbatników.
Gotujemy krem karpatkowy wg. przepisu podanego na opakowaniu. Odstawiamy do wystudzenia a następnie ucieramy z 1 margaryną. Gotowy krem wykładamy na herbatniki. 
Śmietanę ubijamy na sztywno i rozprowadzamy na cieście. Całość posypujemy startą czekoladą.
Wstawiamy do lodówki na min. 3 godziny.


Smacznego :)
57

Jak mają się moje włosy po wakacjach

10 września 2015 21
Jak mają się moje włosy po wakacjach

Dawno nie pojawiała się na blogu włosowa aktualizacja. Właściwie ostatni raz pokazywałam wam swoje kosmyki w czerwcu. Od tego czasu trochę się jednak zmieniło. Po pierwsze kolor. Ostatni raz koloryzację wykonywałam w maju i wtedy była to mocca brąz. Kolorek dosyć ciemny, który przez wakacje bardzo się rozjaśnił. Praktycznie od sierpnia jestem posiadaczką jasnego brązu miejscami wpadającego w odcienie rudości.

Wszystko to zasługa tylko i wyłącznie słońca, zero jakiejkolwiek interwencji z mojej strony. Na drugą połowę września planuję wizytę u fryzjera gdyż ciemne odrosty mają już ok. 4 cm i wyglądają delikatnie mówiąc mało ciekawie. Nie ukrywam również, że dużo lepiej czuję się w ciemnym kolorze włosów i dlatego planuję zafundować sobie czekoladowy brąz.
Kolejnym elementem jest kondycja włosów. O dziwo mimo wielu godzin na słońcu wcale tak bardzo nie ucierpiały. Skręt mimo całkowitego braku stylizacji wygląda nie najgorzej. Niewielkie przesuszenie udało mi się zlikwidować za pomocą niezawodnej maski aloesowej Natur Vital stosowanej przez ok. 2 tygodnie po każdym myciu. Dzięki niej fale nabrały blasku i miękkości.
Jedynym problemem z jakim ciągle się borykam jest wzmożone wypadanie włosów. Lecą w ogromnej ilości i już naprawdę nie wiem jak sobie z tym radzić. Na pewno w ruch pójdą wcierki a od wewnątrz muszę zacząć wspomagać się jakimiś witaminami. Nie wiem jeszcze po co konkretnie sięgnę ale będę na bieżąco informować was jakie osiągnę efekty.
Postaram się w najbliższym czasie częściej pisać o swoich włosach i wrócić do nieco bogatszej pielęgnacji z użyciem oleji i produktów nawilżających. Jesień niestety zwykle jest ciężkim okresem dla mojej czupryny więc czas najwyższy uzbroić się w broń większego kalibru :)
21

Dax Cosmetics, Perfecta SPA, Antycellulitowy cukrowy peeling do ciała `Pina Colada`

8 września 2015 27
Dax Cosmetics, Perfecta SPA, Antycellulitowy cukrowy peeling do ciała `Pina Colada`
Witajcie skarby. Na początek chciałabym was uprzedzić, że w najbliższym czasie posty nie będą pojawiać się tak często jak powinny chociaż postaram się zadbać o to aby publikować je jak najbardziej regularnie. Wynika to z faktu, że pracuję obecnie nad szatą graficzną bloga. Tym razem postanowiłam zrobić wszystko sama i powoli przyswajam wiedzę na temat html czy kodów css. O dziwo sprawia mi to na razie niesamowitą frajdę. Mam nadzieję, że i efekt końcowy będzie ciekawy. Dzisiaj mam dla was recenzję kosmetyku, dla większości zapewne doskonale znanego a mianowicie peelingu do ciała Perfecty. Swego czasu na blogach było o nim głośno za sprawą akcji testerskiej zorganizowanej przez markę. Przyszła pora na to abym i ja podzieliła się z wami opinią na jego temat.


Od producenta:

Cukrowy peeling do ciała o właściwościach złuszczających i antycellulitowych. Naturalne kryształki cukru usuwają martwe komórki naskórka. Olejek kokosowy zmiękcza i nawilża skórę, a olejek z ziaren zielonej kawy wspomaga wyszczuplanie i redukcję cellulitu.
Zapach karaibskiego koktajlu pina colada z mleczkiem kokosowym i świeżym ananasem odpręża i relaksuje jak wakacje w tropikalnym raju.

Cena: 21zł / 225ml


Moja opinia:

Pierwsze co rzuca się w oczy (przynajmniej dla takiej sroki jak ja) jest śliczne, kolorowe opakowanie. Firma doskonale wiedziała jak zachęcić mnie do zakupu. Fajna szata graficzna w moim przypadku prawie zawsze działa. Opakowanie to poręczny plastikowy słoiczek z zakrętką, pod którą znajduje się dodatkowo folia zabezpieczająca. Lubię takie rozwiązania, bo pozwalają kontrolować ilość produktu i wykorzystać go do ostatniej kropli.


Konsystencja jest zwarta i bardzo gęsta. Mamy tu duże ilości kryształków cukru oraz innych drobinek ścierających. Peeling cieszy oko pięknym żółciutkim kolorem, co od razu przywodzi na myśl słoneczne wakacje w tropikach. Do egzotycznych stron dodatkowo pomaga nam się przenieść niesamowity zapach. Jest to bardzo trafne połączenie kokosa i ananasa, które jeszcze kilka godzin po użyciu utrzymuje się na skórze.


Skład delikatnie mówiąc nie powala na kolana. Na pierwszym miejscu parafina, tuż za nią cukier i olej rycynowy. Dopiero po zapachu znajdujemy olej kokosowy, ekstrakt z gardenii, witaminę E, olejek migdałowy, olejek eteryczny pomarańczowy. Jak widać mamy tu sporo olejków i ekstraktów. Szkoda jednak, że góruje nad nimi ta nieszczęsna parafina.
Na koniec przejdźmy do rzeczy najważniejszej, czyli działania. Przy masażu na sucho, peeling okazuje się naprawdę niezłym zdzierakiem. Drobinki naprawdę porządnie szorują i oczyszczają skórę. Problem pojawia się przy użyciu na mokro. Kosmetyk bardzo szybko staje się rzadki, wodnisty i momentalnie się rozpuszcza. Na skórze pozostawia tłustą powłokę, której wiele z nas tak strasznie nie lubi. Mi osobiście jakoś bardzo ona nie przeszkadza ale wiem, że część osób od razu go po czymś takim zdyskwalifikuje.
Dla mnie ten produkt nie jest jakimś geniuszem, po którego sięgnęłabym ponownie. Poza absolutnie cudownym zapachem nie ma w sobie tak naprawdę nic szczególnego, co skłoniłoby mnie do kolejnego zakupu. Jeżeli Perfecta to jednak zdecydowanie wolę ich masła do ciała.
27

Balsam do ciała Bath&Body Works Midnight Pomegranate

3 września 2015 27
Balsam do ciała Bath&Body Works Midnight Pomegranate
Cześć wszystkim. Zgodnie z obietnicą powoli zaczynam nadrabiać zaległości w recenzjach. Dzisiaj będziecie mieli okazję poczytać co nieco o balsamie do ciała B&BW. Dla osób, które czytają mnie od dłuższego czasu nie jest zapewne tajemnicą, że zapachy kosmetyków tej firmy niezmiennie mnie zachwycają. Tak było i tym razem, ale zacznijmy jednak od początku.


Balsam zalegał w mojej łazience już od dłuższego czasu. Swego czasu wygrałam go w jakimś rozdaniu, ale jakoś tak się składało, że zawsze miałam coś innego do testowania i odkładałam go na później. Ostatnio jednak udało mi się znacznie uszczuplić moje mazidełkowe zapasy i jako kosmetyk pielęgnacyjny na lato wybrałam właśnie balsam B&BW.
Jest on umieszczony w plastikowej, przezroczystej buteleczce o nietypowej pojemności 236 ml z dużą różowo-czerwoną etykietą na przodzie. Butelka posiada zamknięcie na "klik". Nie jestem miłośniczką tego rodzaju rozwiązań, ale muszę przyznać, że akurat w tym przypadku nie jest ono jakoś szczególnie uciążliwe. Wynika to najprawdopodobniej z konsystencji balsamu, która jest kremowa ale lekka i bez problemu wypływa przez niewielki otwór.


Niewątpliwą zaletą kosmetyku jest właśnie jego zapach. Piękny, słodkawy ale nie mdły. Jest bardzo intensywny, co wielu osobom może się nie spodobać. Bardzo szybko przesiąka ubrania co sprawia, że czujemy go praktycznie przez cały czas także dosyć szybko może się znudzić.


Skład balsamu nie powala na kolana. Na drugim miejscu mamy co prawda glicerynę ale tuż za nią jest petrolatum - substancja komadogenna czyli potencjalnie zapychająca. Bardzo wysoko figuruje zapach więc nic dziwnego, że działanie nawilżające nie jest tu szczególnie zachwycające.


Jest to typowy przeciętniak, który sprawdzi się w przypadku mało wymagającej skóry. Jeden plus za to, że szybko się wchłania i nie pozostawia żadnej klejącej warstwy.
Nie ukrywam, że dla mnie balsam ten w trakcie lata pełnił głównie funkcję zastępcy perfum. Nawilżenie okazało się dla mnie za słabe, bo po kąpielach słonecznych moja skóra potrzebuje jednak czegoś z większym kalibrem :)
Balsam B&BW oczarował mnie zapachem ale nic poza tym. Dodatkowo cena 49 zł, którą musimy wydać na jego zakup skutecznie zniechęca mnie do powtórnego spotkania z tym gagatkiem.

27
Copyright © 2016 W-SEKRECIE.PL