×

Dax Cosmetics, Perfecta Beauty Cera Mieszana, Krem matująco - dotleniający (nowa wersja)

23 lutego 2015 38
Dax Cosmetics, Perfecta Beauty Cera Mieszana, Krem matująco - dotleniający (nowa wersja)
Cześć skarby. Wiem, że ostatnio mimo moich obietnic znowu trochę was zaniedbuję. Ta sytuacja może potrwać jeszcze przez tydzień, chociaż mam nadzieję, że uda mi się uporać ze wszystkim wcześniej. Postaram się też bardziej regularnie dodawać nowe wpisy. Dziś zapraszam na recenzję mojego nowego ulubieńca, czyli kremu matującego Perfecta. 


Od producenta:

Dotleniający krem Perfecta Cera Mieszana polecany jest dla osób w każdym wieku, do pielęgnacji cery mieszanej, czyli tłustej w strefie T (czoło, nos, broda) i suchej na policzkach.
Sebum Intelligent Kompleksicza wydzielanie łoju, zwęża średnicę porów oraz zmniejsza ryzyko pojawiania się wyprysków i zaskórników.
Mikroperły matujące - chłoną z powierzchni skóry nadmiar sebum, zapewniając cerze idealny mat i większą trwałość makijażu.
Energia Q10 - pobudza funkcje oddechowe komórek, co skutkuje lepszym dotlenieniem skóry i zdrowym kolorytem. 


Skład:

Aqua, Paraffinum Liquidum, Butylene Glycol, Spiraea Ulmaria Extract, Methyl Methacrylate Crosspolymer, Isopropyl Palmitate, Dimethicone, Glycerin, C14-22 Alcohol, C12-20 Alkyl Glucoside, Sodium Polyacrylate, Cl 77891, Xanthan Gum, Sodium Citrate, Caprylic/Capric Triglyceride, Lecithin, Sorbitol, Panthenol, Trilaureth-4 Phosphate, Tocopheryl Acetate, Ubiquinone, Disodium EDTA, BHA, Hydroxyacetophenone, Phenoxyethanol, Parfum.

Cena: 20zł / 50ml

Opakowanie:

Papierowe pudełeczko utrzymane w biało - zielono - niebieskiej tonacji kryje w sobie szklany słoiczek o pojemności 50 ml. Jest on dosyć ciężki a dzięki temu, że jest przezroczysty bez problemu widzimy ile produktu jeszcze zostało. Chociaż trzeba przyznać, że w przypadku takich pojemniczków i tak bardzo łatwo zaobserwować ubytek kosmetyku.


Konsystencja i zapach:

Konsystencja jest tu kremowa, ani za rzadka, ani zbyt gęsta. Po prostu w sam raz. Kosmetyk idealnie rozprowadza się na twarzy, nie roluje się i wchłania się niesamowicie szybko za co ode mnie duży plus. Krem ma lekko beżowy kolor. Zapach jest delikatny, przyjemny. Trochę kojarzy mi się z ogórkiem, ale w sumie to nie wiem dlaczego.


Działanie:

W przypadku kremu matującego Perfecty jestem zdecydowanie na TAK. Produkt doskonale wywiązuje się ze swojej roli. Błyskawicznie się wchłania, co szczególnie rano jest dla mnie niesamowicie ważne. Pozostawia na skórze lekką pudrową warstewkę, ale bez obaw, nie jest ona uciążliwa. Po chwili kompletnie o niej zapominam. Działanie matujące jest na bardzo wysokim poziomie. Moim problemem zawsze był świecący się nos i czoło. Teraz ten kłopot zniknął. Kiedy użyję kremu rano, nawet po 8 godzinach na uczelni mogę się nadal cieszyć idealnie matową cerą. Taki efekt udało mi się uzyskać tylko raz, za pomocą kremu Barwy Siarkowa Moc. Niestety tamten mimo, że matowił super, po kilku zastosowaniach dosyć mocno przesuszył mi skórę. Tutaj na szczęście obyło się bez takich niespodzianek. Kremu tego używam jedynie na dzień, na noc wybieram raczej coś nawilżającego, ale i tak myślę, że znalazłam swojego nowego ulubieńca, do którego będę wracać.
38

Organix Cosmetix, Natural Olive Oil Salt Scrub (Organiczny scrub solny z oliwą z oliwek)

17 lutego 2015 58
Organix Cosmetix, Natural Olive Oil Salt Scrub (Organiczny scrub solny z oliwą z oliwek)
Witajcie kochani. W końcu mogę odetchnąć. Ostatni egzamin za mną. Co prawda do końca lutego mam oddać kolejny rozdział pracy licencjackiej ale to naprawdę nic przy tym maratonie jaki miałam przez ostatnie tygodnie. Postaram się nadrobić wszystkie blogowe zaległości, a dziś na dobry początek mam dla was recenzję peelingu do ciała Organix Cosmetix.


Od producenta:

Niezwykły organiczny peeling oczyszczający, bogaty w minerały zawarte w soli z Morza Martwego. Scrub jest przeznaczony dla osób o skórze normalnej i tłustej. Świetnie pobudza mikrokrążenie, pomaga dotlenić i oczyścić naskórek z toksyn. Podczas zabiegu złuszczania kryształki rozpuszczają się i cenne substancje wnikają w skórę, pobudzając jej odnowę i poprawiając koloryt.
Kryształki soli usuwają martwe komórki, a oliwa z oliwek idealnie nawilża skórę, dzięki czemu skóra staje się gładka i aksamitna. 


Skład:

 Sea Salt, Olea Europea (Olive) Fruit Oil, Organic Citrus Medica Limonum (Lemon) Peel Oil, Organic Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Oil, Tocopheryl Acetate, Limonene.

Cena: ok. 44zł/250ml do kupienia TUTAJ

Opakowanie:

Produkt umieszczony jest w plastikowym, przezroczystym słoiczku z metalową zakrętką. Pod wieczkiem znajduje się dodatkowe foliowe zabezpieczenie, które chroni kosmetyk przed ciekawskimi paluchami. Opakowanie otoczone jest zieloną, papierową etykietą, która zawiera najważniejsze informacje o produkcie. Papierowe wykończenie nie jest zbyt praktyczne, ponieważ w kontakcie z wodą dosyć szybko zaczyna się nieestetycznie zdzierać.

Konsystencja i zapach:

W przypadku tego peelingu zawiodłam się niestety na obydwu kwestiach. Po zerwaniu folii zabezpieczającej ukazała mi się oleista warstwa pływająca na wierzchu słoiczka. Po jej odlaniu kosmetyku zostało zdecydowanie mniej niż początkowo przypuszczałam. Sam peeling przypomina bardziej piasek zmieszany z olejkiem. Nie jest ani gęsty, ani zbity przez co podczas aplikacji bardzo łatwo wypuścić część z ręki. Zapach również nie do końca przypadł mi do gustu. Faktyczne czuć tu oliwę zmieszaną z czymś jeszcze. Po kilku użyciach przyzwyczaiłam się do tej woni, ale kiedy już to nastąpiło produkt niestety sięgnął dna. Zdecydowanie nie jest to moja nuta zapachowa.


Działanie:

Peeling Organix Cosmetix zdecydowanie mogę zaliczyć do delikatniejszych zdzieraków. Drobinki są niewielkie i jak już pisałam wcześniej bardzo przypominają piasek. Podczas masażu dosyć szybko się rozpuszczają przez co traci on na intensywności. Nie zmienia ta jednak faktu, że produkt dosyć fajnie radzi sobie z martwym naskórkiem. Skóra po jego użyciu jest genialnie nawilżona, mięciutka i wygładzona. Spokojnie można zapomnieć o aplikacji balsamu, ponieważ i bez niego możemy cieszyć się idealnie gładką skórą. Jest to więc idealny produkt dla osób zabieganych - takie domowe spa 2w1. Nie ukrywam, że mnie peeling ten na kolana nie powalił. Zdecydowanie wolę mocniejsze zdzieraki, a i zapach to nie jest coś co mogę zaliczyć do moich ulubionych. Jeżeli jednak te elementy wam nie przeszkadzają, a największe znaczenie ma dla was działanie to myślę, że będziecie z niego zadowolone. Dodatkowy plus także za skład, który jest naprawdę fajny i naturalny. Jest krótki, ale treściwy, z dużą ilością olejków.

58

Niedziela dla włosów (20) | kremowanie z Evree

15 lutego 2015 61
Niedziela dla włosów (20) | kremowanie z Evree
Hej skarby. Dzisiaj tak jak zapowiadałam kolejna Niedziela dla włosów z kremowaniem w roli głównej. Kiedyś już próbowałam tej metody i moje włosy były niesamowicie zadowolone. Ostatni raz jednak kremowanie wykonywałam na wakacjach i jakoś od tego czasu ta forma pielęgnacji poszła w niepamięć. Przyszła więc pora by sprawdzić czy kosmyki mimo lepszej kondycji nadal się z nią lubią. Już teraz mogę powiedzieć, że tak. :)
Idźmy jednak po kolei. Oto jak punkt po punkcie wyglądała moja pielęgnacja:


1. Odżywianie przed myciem: balsam regenerujący do ciała Evree.  Do ciała sprawdza się super, bardzo przyjemnie pachnie, a patrząc na skład stwierdziłam, że ma w sobie tyle dobroci, że muszę sprawdzić czy da radę też na włosach. Same popatrzcie co w nim znajdziemy:

Aqua, Glycerin (humektant-substancja nawilżająca), Caprylic/Capric Triglyceride (emolient), Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olej ze słodkich migdałów), Helianthus Annuus Oil (olej słonecznikowy), Urea (mocznik-działanie nawilżające), Butyrosperumum Parkii Butter (masło shea), Cetaeryl Alcohol (emolient), Ceteareth-20 (substancja myjąca usuwa zanieczyszczenia z powierzchni skóry i włosów), Glyceryl Stearate (emolient), Dimethicone (silikon-substancja kondycjonująca włosy: poprawia rozczesywanie na mokro i na sucho, zapobiega splątywaniu, wygładza włosy, wykazuje działanie antystatyczne, dzięki czemu zapobiega elektryzowaniu się włosów), Argania Spinosa Kernel Oil (olej arganowy), Milk Lipids, Ceramide 3, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract (ekstrakt z liści rozmarynu), Polysorbate 20 (emulgator), PEG-20 Glyceryl Laurate (emulgator), Tocopherol, Linoleic Acid (odżywia skórę i włosy), Retinyl Palmitate (witamina A-ma działanie naprawcze, przeciwstarzeniowe, odpowiada za wytwarzanie kolagenu), Panthenol (witamina B5, odżywia włosy i skórę), Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyltaurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate-60, PEG-8, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Disodium EDTA, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Parfum, Citronellol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Alpha-Iosmethyl Ionone.

Trochę tych dobroci jest :) Balsam trzymałam na włosach lekko ponad 2 godziny.
2. Mycie: szampon-balsam do włosów Bania Agafii
3. Odżywianie po myciu: odżywka do włosów Balea czerwona pomarańcza
4. Zabezpieczenie: odżywka b/s Argan Star

Jak na taką mieszankę pielęgnacyjną zareagowały moje włosy? Były zachwycone. Po wyschnięciu, mimo braku stylizacji, były bardzo zdyscyplinowane, wygładzone, ale pojawiły się też fajne, delikatne fale. Dodatkowo niesamowita miękkość i blask. Po nocy w koczku ślimaczku pojawiły się genialne zawijasy, które strasznie mi się podobają.Takich kręciołków już dawno nie miałam.


Po tym eksperymencie już wiem, że taka forma pielęgnacji na bogato będzie towarzyszyć mi częściej, a balsam Evree zostanie spożytkowany nie tylko do ciała :)

A jak tam wasza Niedziela dla włosów?
61

Sól EKOA wędruje do... czyli wyniki rozdania.

14 lutego 2015 22
Cześć kochani. Dzisiaj wpadam tylko z szybkim postem, ale przez wiele z was pewnie bardzo wyczekiwanym. W czwartek skończyło się bowiem rozdanie, w którym do wygrania była sól do kąpieli EKOA. Zgłoszeń nie było dużo dlatego też bardzo szybko udało mi się je sprawdzić i pragnę oświadczyć, że szczęśliwą zwyciężczynią została:

Agata Borkowska


Serdeczne gratulacje. Agatko, już wysłałam do ciebie maila z informacją o wygranej i czekam 3 dni na wiadomość z danymi do wysyłki.
Niebawem na blogu pojawi się kolejne rozdanie. Będzie wyjątkowo, bo z okazji 2 rocznicy istnienia bloga (o której oczywiście zapomniałam wcześniej). Czekajcie więc cierpliwie.
Dzisiaj już się z wami żegnam, ale zapraszam jutro na kolejną Niedzielę dla włosów, która tym razem została przeniesiona na sobotę. W tym tygodniu postanowiłam powrócić do kremowania włosów i wypróbować nowy, ale niesamowicie ciekawy balsam do ciała. Już siedzę z nim na włosach i jestem niesamowicie ciekawa jakie będą efekty. Także do zobaczenia jutro :)
22

Odżywka do rzęs Miralash | pierwszy tydzień kuracji.

12 lutego 2015 41
Odżywka do rzęs Miralash | pierwszy tydzień kuracji.


Cześć kochani. Ponad tydzień temu przywędrowała do mnie paczuszka z odżywką do rzęs Miralash. Od dawna chciałam taki kosmetyk wypróbować. Widziałam efekty po tego typu specyfikach na waszych blogach i niektóre były naprawdę zachwycające. Jak chyba każda kobieta marzę o pięknych, długich rzęsach, które jak firanki dla okna, będą stanowiły oprawę dla moich oczu. Jestem już po tygodniu kuracji i czas na pierwsze wrażenie i pokazanie jak wyglądały moje rzęsy przed jej rozpoczęciem. Ułatwi to zdecydowanie porównanie efektów na poszczególnych etapach stosowanie (po 1 m-cu i po 3 m-cach).

 

Od producenta:

Masz wrażenie, że Twoje rzęsy są krótkie, słabe oraz podatne na wypadanie? Miralash to produkt właśnie dla Ciebie.
Dzięki unikalnej formule Miralash faza wzrostu rzęs wydłuża się, a proces ich wypadania jest spowolniony. Ponadto włoski stają się dłuższe i grubsze. Te wszystkie czynniki składają się na unikalne działanie odżywki do rzęs Miralash.
Aby osiągnąć najlepsze rezultaty, odżywkę Miralash należy stosować codziennie. Nakłada się ją u nasady górnych rzęs za pomocą aplikatora po wykonaniu wieczornego demakijażu. Zawartość buteleczki (3ml) wystarcza na 4-5 miesięcy codziennego stosowania. Dzięki poręcznemu pędzelkowi aplikacja odżywki jest wyjątkowo prosta - wystarczy jedno muśnięcie.
Myślisz Miralash – widzisz długie i gęste rzęsy.
Miralash to efekt pracy wielu specjalistów, którzy przez długie miesiące opracowywali formułę w celu stworzenia produktu najwyższej jakości. Działanie odżywki Miralash, jej bezpieczeństwo i niezawodność przyczyniły się do tego, że stała się ona prawdziwym liderem w swojej kategorii – preparatem wręcz wzorcowym, któremu nieustannie próbują dorównać inne marki.
Sława, jaką cieszy się Miralash, spowodowała, że zaczęto ją wykorzystywać w studiach filmowych i w branży modelingowej.

Skład:

Aqua, Propanediol, Panthenol, Glycerin, Biotinoyl Tripeptide-1, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Dechloro Dihydroxy Difluoro Ethylcloprostenolamide, Disodium EDTA, Ethylhexylglycerin, Niacinamide, Panax Ginseng Root Extract, Phenoxyethanol, Propylene Glycol, Sodium Hydroxide, Soluble Collagen, Urtica Dioica (Nettle) Extract.

Moja opinia:

Jako, że jest to pierwszy post od rozpoczęcia przeze mnie kuracji odżywką Miralash na początek opowiem krótko o sprawach technicznych. Odżywka mieści się w buteleczce o pojemności  3 ml, która ma wystarczyć na ok. 4-5 miesięcy codziennego stosowania. Wyposażona jest w bardzo wygodny aplikator w formie eyelinera, która pozwala precyzyjnie i szybko rozprowadzić produkt jak najbliżej linii rzęs. Odżywka ma postać bezbarwnego płynu, który nie pozostawia po sobie żadnego śladu w miejscu zastosowania.



Miralash stosuję codziennie już od ponad tygodnia i muszę przyznać, że weszło mi to w nawyk. Sięgam po nią od razu po wieczornym demakijażu. Do tej pory nie zauważyłam żadnych niepokojących objawów jak opuchnięcia czy zaczerwienienia oczu więc mam nadzieję, że już się nie pojawią. 


Moje rzęsy, jak widać na zdjęciu nie są jakoś szczególnie zachwycające. Chciałabym żeby były trochę dłuższe i może lekko ciemniejsze. Lubię swoje oczy i lubię zwracać na nie uwagę, dlatego ładna oprawa jest jak najbardziej pożądana. Czy Miralash mi ją zapewni? O tym przekonamy się za jakiś czas. Będę na bieżąco informowała o postępach jakie daje kuracja. Najbliższy wpis pojawi się po miesiącu stosowania odżywki.
41

Sylveco, Lipowy płyn micelarny

10 lutego 2015 53
Sylveco, Lipowy płyn micelarny
Hejka. Ostatni stres dał mi naprawdę popalić. Miałam już nawet wrażenie, że któregoś dnia mój mózg po prostu odmówi mi posłuszeństwa i mnie opuści. Było blisko, ale na szczęście nadal jest ze mną. Dziś postanowiłam zrekompensować sobie sesyjną harówkę i wybrałam się na zakupy. Co prawda nie kosmetyczne ale w końcu nic tak nie poprawia humoru jak nowy ciuszek. Do domu wróciłam w zdecydowanie lepszym nastroju. Teraz zaś mam dla was recenzję ostatniego już produktu Sylveco z mojej kolekcji. Pisałam już o peelingach, a dziś przyszła pora na płyn micelearny.


Od producenta:

Wyjątkowo delikatny i jednocześnie skuteczny, hypoalergiczny preparat, który dokładnie oczyszcza skórę. Zawiera ekstrakt z kwiatów lipy szerokolistnej, który wykazuje działanie nawilżające i osłaniające, zwiększa elastyczność i sprężystość oraz odporność skóry na utratę wody. Ponadto wyciąg ten polecany jest w pielęgnacji oczu, łagodzi podrażnienia i koi zaczerwienioną skórę. Delikatny składnik myjący pozwala łatwo usunąć nawet intensywny i wodoodporny makijaż. Po zastosowaniu kosmetyku skóra pozostaje gładka, czysta i świeża. 

Skład:

 Aqua (woda), Tilia Platyphyllos Flower Extract (ekstrakt z lipy), Decyl Glucoside (glukozyd decylowy -  składnik łagodnie myjący), Glicerin (gliceryna), Panthenol (pantenol), Allantoin (alantoina), Hydrolized Oats (proteiny owsa), Aloe Barbadensis Leaf Extract (ekstrakt z aloesu), Lactic Acid (kwas mlekowy), Phytic Acid (kwas fitowy), Benzyl Alcohol (alkohol benzylowy - konserwant), Dehydroacetic Acid (kwas dehydrooctowy - konserwant).

Cena: ok. 17zł/200ml

Opakowanie:

Poręczna, zgrabna buteleczka z ciemnego plastiku. Zamkniecie typy zatrzask, które czasami sprawia trochę problemów przy otwieraniu. Z długimi paznokciami radzę uważać. Z jednej strony może to być uciążliwe, z drugiej jednak można zaliczyć to na plus, ponieważ zabierając micel w podróż mamy pewność, że nic się nie wyleje.



Konsystencja i zapach: 

Oczywiście jak sama nazwa wskazuje mamy tu konsystencję płynną o delikatnym żółto-pomarańczowym zabarwieniu. Zapach początkowo bardzo mnie zaskoczył. Pierwsze z czym mi się skojarzył to zapach poczekalni w gabinecie dentystycznym.To było jednak tylko pierwsze wrażenie, które szybko zniknęło, bo potem ten zapach zdecydowanie polubiłam.

Działanie:

Przetestowałam już w swoim życiu naprawdę sporo płynów micelearnych i zawsze było coś z nimi nie tak. A to źle zmywał makijaż, a to pozostawiał jakąś dziwną warstwę na twarzy, albo co gorsza przesuszał skórę. Tym razem jednak dostałam wszystko to czego potrzebowałam. Kosmetyk Sylveco jest naprawdę świetny. Bardzo dobrze oczyszcza cerę. Nie powoduje podrażnień, a nawet wręcz przeciwnie - łagodzi je. Nie zostawia żadnej klejącej warstwy, a skóra po jego zastosowaniu jest gładka i nawilżona. Z powodzeniem stosuję go także rano w celu odświeżenia. Jedyne do czego mogłabym się trochę przyczepić to demakijaż. Trochę czasu zajmuje zanim z jego pomocą zmyję tusz do rzęs. Poza tym jestem jednak z micela Sylveco bardzo zadowolona. Jak na tak dobry skład cena jest dosyć niska więc można sprawdzić, bo produkt z tego co widziałam zbiera naprawdę niezłe recenzje.
53

Niedziela dla włosów (19)

8 lutego 2015 33
Niedziela dla włosów (19)
Cześć słoneczka. Dzisiaj przybywam z kolejną Niedzielą dla włosów. Moje kosmyki przez ostatnie stresy zostały niestety dosyć mocno zaniedbane i w najbliższym czasie mam zamiar im to wynagrodzić. Powracam też do walki o długość a pomóc mi w tym ma akcja zapuszczania zorganizowana przez Ewę. Zaczęłam co prawda z lekkim poślizgiem, bo dopiero wczoraj, ale w kolejnych miesiącach będę już, mam nadzieję, bardziej sumienna.

Przejdźmy teraz jednak to mojej weekendowej pielęgnacji. Będzie w skrócie, bo w sumie nic odkrywczego nie wymyśliłam.
Mycie: skalp - szampon Schwarskopf przeciwko wypadaniu włosów. Zostało mi go jeszcze na jakieś dwa użycie i zaliczy denko.
długość - maska Bioelixire Argan Oil. Nałożona po myciu szału u mnie nie robi, ale za to do mycia sprawdza się naprawdę fajnie.
Odżywianie: maska do włosów Sessio mleko i miód. Ciągle zapominam, że jeszcze nie napisałam jej recenzji, a jest to produkt, który moje włosy naprawdę polubiły. Muszę to jak najszybciej nadrobić.
Zabezpieczenie: serum Bioelixire Argan Oil
Wcierka: Jantar. Wielki powrót. Używałam jej latem i nie dała jakichś powalających efektów, ale z racji tego, że mam w zapasie jeszcze jedno opakowanie postanowiłam dać jej jeszcze jedną szansę. Może tym razem mnie zaskoczy.
Stylizacja: koczek ślimaczek. Słowo sesja powinno wszystko wyjaśnić. Ograniczyłam czas poświęcony na stylizację i po prostu zawinęłam włosy w ślimaka. To dodatkowo zapewniło mi wygodę.


Po takim zabiegu włosy były dobrze odżywione i błyszczące. Zabrakło im jednak trochę dociążenia. Proteiny zrobiły swoje i niektóre pasma niestety żyją własnym życiem. Mam trochę wyrzuty sumienia, że nie użyłam odżywki b/s, ona zawsze dawała sobie radę z tym problemem. Nie jest jednak aż tak źle. Koczek trochę je ogarnął, chociaż fale do zdyscyplinowanych na pewno nie należą. Na zdjęciu widać, że włosom brakuje nawilżenia, szczególnie końcówki są przesuszone. Dlatego też w najbliższym czasie stawiam przede wszystkim na regularne olejowanie i maski nawilżające. Mam nadzieję, że przyniosą pożądane efekty.
Zrobiłam zdjęcie w bluzce w paski aby widzieć jaki przyrost uda mi się osiągnąć do czerwca. Mam nadzieję, że zamek na plecach niebawem nie będzie widoczny i będę się mogła wybrać do fryzjera na moje wymarzone cięcie w U.
33
Copyright © 2016 W-SEKRECIE.PL