×

Balea, Dusche & Creme, Żel pod prysznic mandarynka

31 stycznia 2015 53
Balea, Dusche & Creme, Żel pod prysznic mandarynka
Cześć kochani. Dzisiaj na szybko przychodzę z kolejną recenzją. Tym razem będzie to drugi i niestety ostatni w mojej kolekcji żel pod prysznic Balea. Poprzednio pisałam o wersji Mango mambo a teraz przedstawię mandarynkową.


Od producenta:

Kremowy żel pod prysznic zawierający ekstrakt z mandarynki oraz specjalną formułę Poly-Fructol dzięki czemu znakomicie nawilża skórę i jednocześnie chroni ją przed wysychaniem. Ma cudowny egzotyczny zapach. Neutralne pH, produkt przebadany dermatologicznie.


Skład:




Cena: ok. 6zł/ 300ml

Moja opinia:

Żel podobnie jak wszystkie inne z Balea znajduje się w buteleczce o pojemności 300ml zamykanej na zatrzask. Inna jest jedynie szata graficzna. W tym przypadku mamy na etykiecie soczystą mandarynkę, która aż woła o to by ją zjeść.


Kosmetyk ma przepiękny, żywy, pomarańczowy kolor, kremową konsystencję i zapach, który oczarował mnie od pierwszego użycia. Myślałam, że po przygodzie z żelem Mango mambo nic mnie tak nie zachwyci. Myliłam się, bo wersja mandarynkowa przypadła mi do gustu jeszcze bardziej.Co prawda dla mnie zapach bardziej przypomina słodziutką czerwoną pomarańczę ale i tak jest przepiękny. Duży plus za to, że dosyć długo utrzymuje się na ciele.
Sam w sobie żel jest typowym przeciętniakiem. Dobrze myje, nie wysusz. Już niewielka ilość tworzy sporo piany. Po użyciu produktu skóra jest oczyszczona i odświeżona. Ja niczego więcej nie wymagam.
Jeżeli nie miałyście okazji wypróbować myjadeł Balea to gorąco polecam chociażby ze względu na sam zapach. A jeśli macie swoje ulubione żele tej firmy to dajcie znać. Planuję zakupy i nie bardzo wiem na jakie się zdecydować.
53

Rozliczenie wish-listy 2014 i plany zakupowe na rok 2015.

28 stycznia 2015 43
Rozliczenie wish-listy 2014 i plany zakupowe na rok 2015.
Cześć słoneczka. Dzisiaj miałam ostatnie zaliczenie w tym tygodniu. Od poniedziałku znowu zacznie się młyn ale do tego czasu mam chwilę oddechu. Patrząc w kalendarz uświadomiłam sobie, że mamy już koniec stycznia i już dawno powinnam rozliczyć się z mojej wish listy na rok 2014. Nie ukrywam, że plany, które poczyniłam w ubiegłym roku zostały zrealizowane w bardzo niewielkim stopniu. Część produktów mi się po prostu odwidziało, reszty nie kupiłam ze względu na dość spore zapasy. Tak prezentowała się moja lista 2014:

1. Szampon aloesowy Equilibra
2. Pervoe Reshenie, Love2MIX Organic, Organiczny szampon nawilżający do suchych włosów `Ekstrakt z jagód acai i proteiny perły`   ZREALIZOWANE
3. Rossmann, Babydream fur Mama, Olejek do pielęgnacji ciała (oczywiście ja planuję wypróbować go na włosach)
4. Olej ze słodkich migdałów, olej jojoba.
5. Szczotka Tangle Teezer

6. Termo czepek  ZREALIZOWANE
7. Czekoladowy peeling do ciała EKOA
8. Żel pod prysznic Balea ZREALIZOWANE
9. Olejek łopianowy z czerwoną papryką stymulujący wzrost włosów Green Pharmacy
10. Maska Kallos Crema al Latte
11. Maska z efektem laminowania Love2Mix Organic ZREALIZOWANE
12. Maska Balea Professional Oil Repair
13. Dyfuzor do suszarki.  ZREALIZOWANE
14. Maska  aloesowa NaturVital lub Equilibra ZREALIZOWANE
15. Odżywka do włosów kręconych z wyciągiem z baobabu Yves Rocher lub odżywka odbudowująca z olejkiem jojoba YR
16. Półprodukty: hydrolizat keratyny, mleczko pszczele w glicerynie, aloes

Jak widzicie sporo jeszcze na tej liście widnieje. Niemniej jednak  nie wszystkie kosmetyki przejdą na tegoroczną listę. Znajdzie się tam jednak bardzo dużo innych produktów, które chciałabym wypróbować.


Na pierwszy rzut idzie peeling czekoladowy EKOA. Nie ukrywam, że ta marka jest mi bardzo bliska, a że miałam okazję powąchać ten produkt to zakochałam się w nim od razu. Z kosmetyków do ciała ponownie wybrałam żele Balea. Niesamowicie zaciekawiła mnie najnowsza limitka, która ma się pojawić w tym roku. Opakowania wyglądają obłędnie a znając Balea myślę że i na zapachach się nie zawiodę.
Pozostała część mojej listy, jak łatwo było się domyślić dotyczyć będzie produktów do włosów. Koniecznie muszę wypróbować serum na porost włosów Agafii i olejek łopianowy z czerwoną papryką GP. Z racji tego, że znowu zaczynam intensywne zapuszczanie na pewno u mnie zagoszczą. W kwestii odżywiania w oko wpadła mi odżywka Garniera z cudownymi olejkami. Co prawda nigdzie jej jeszcze nie widziałam w drogerii ale jak tylko znajdę to na pewno kupię. Oprócz tego bardzo chwalona maska Organic Shop z miodem i awokado oraz odżywka odbudowująca Yves Rocher z jojobą. Miałam ją na zeszłorocznej liście ale zapasy powstrzymały mnie przed zakupem.
Na chwilę obecną to tyle. Znając mnie lista niebawem będzie dwa razy dłuższa, ale postanowiłam, że w tym roku będę wyznaczać sobie konkretne cele i skrupulatnie je realizować. Co z tego wyniknie, zobaczymy :)
43

SANDDORN Olejek do ciała

25 stycznia 2015 29
SANDDORN Olejek do ciała
Cześć skarby. Jedyne co mogę teraz powiedzieć to sesja, sesja, sesja. Mam naprawdę masę nauki i zastanawiam się czy na jakiś czas nie zawiesić bloga. Wiem jednak, że będzie mi was brakowało, bo to taka moja odskocznia od codzienności. Postaram się pisać ale posty najprawdopodobniej będę pojawiać się dużo rzadziej. Dziś jednak zrobiłam sobie przerwę i przygotowałam recenzję naprawdę świetnego olejku do pielęgnacji.



Od producenta:

 Wyjątkowy olejek do ciała z naturalnym faktorem przeciwsłonecznym (SPF4). Najwyższej jakości oleje roślinne pochodzące z certyfikowanych upraw oraz witamina E wygładzają i znacząco poprawiają elastyczność skóry.
Stworzony z naturalnego oleju jojoba, oleju migdałowego i oleju z rokitnika zwyczajnego.
Witamina E wspomaga skórę w walce z wolnymi rodnikami, zmarszczkami, procesem starzenia oraz promieniowaniem UV.
Łagodzi drobne oparzenia.
Doskonale nadaje się do masażu, do kąpieli, w czasie ciąży oraz jako oliwka dla niemowląt.
Naturalny i organiczny kosmetyk posiadający certyfikat Ecocert.

Skład:



Cena: 19,36zł/15ml lub 77,47zł/100ml do kupienia TUTAJ


Opakowanie:

Olejek, który otrzymałam do przetestowania znajduje się w przezroczystej buteleczce o pojemności 15ml. Dostępna jest również wersja 100ml, ale cena niestety do najniższych nie należy. Buteleczka otoczona jest pomarańczowo-białą etykietą, ale nie do końca, dzięki czemu widać zużycie produktu. Zamknięcie to złota zakrętka, pod którą mamy niewielkich rozmiarów otwór. Jest on na tyle mały, że trochę czasu zajmuje wydobycie olejku. Chcąc wysmarować całe ciało trzeba poświęcić trochę czasu. Z racji tego, że ja używam go głównie do twarzy, nie jest to zbyt uciążliwe.


Konsystencja i zapach:

Olejek jest dosyć rzadki ale nie wodnisty. Bardzo dobrze rozprowadza się na skórze. Jest niezbyt tłusty i co mnie zaskoczyło - jak na olejek bardzo szybko się wchłania. Zapach należy do przyjemnych. To takie połączenie kwiatowo - owocowych nut. Możemy się nim cieszyć jeszcze długo po aplikacji.

Działanie:

Jak już pisałam wyżej olejek znalazł u mnie zastosowanie przede wszystkim w pielęgnacji twarzy. Stosuję go codziennie wieczorem. Przy tak małej pojemności używanie go do ciała zdecydowanie zmniejszyłoby wydajność i możliwość poznania produktu, więc wybrałam bardziej korzystną opcję. Olejek bardzo dobrze odżywia i nawilża cerę. Po kilku dniach skóra jest w widocznie lepszej formie. Nie zauważyłam aby kosmetyk zapychał mi cerę, a niestety wiele produktów ma do tego skłonności. Bardzo więc się cieszę, że tym razem obeszło się bez niespodzianek. Wręcz przeciwnie, olejek przyspiesza znikanie krostek i genialnie likwiduje wszelkie przebarwienia i blizny po niedoskonałościach.
Duży plus za przyjemny skład, w którym mamy olej jojoba, olej migdałowy i olej z rokitnika zwyczajnego oraz witaminę E. 
Jestem z tego produktu naprawdę zadowolona i poważnie się zastanawiam czy nie zakupić kolejnej buteleczki.

Lubicie olejki w pielęgnacji twarzy? Macie swoich ulubieńców?
29

Sylveco, Wygładzający peeling do twarzy

23 stycznia 2015 33
Sylveco, Wygładzający peeling do twarzy
Kilka dni temu pisząc recenzję oczyszczającego peelingu Sylveco obiecałam wam, że niebawem pojawi się moja opinia na temat jego brata, czyli wersji wygładzającej. Dzisiaj nadeszła więc pora by zapoznać was z drugim zdzierakiem. Zapraszam do lektury :)



Od producenta:

Hypoalergiczny peeling z korundem, stworzony na bazie oleju palmowego, przeznaczony do oczyszczania skóry suchej, dojrzałej, zmęczonej, wymagającej odnowy. Drobinki ścierające są mocne, ale w połączeniu z delikatną formułą, skutecznie złuszczają martwy naskórek, nie wywołując podrażnień. Peeling zawiera także cenny olej słonecznikowy, który działa przeciwrodnikowo, opóźniając efekty starzenia. Systematycznie stosowany zwiększa wchłanianie substancji aktywnych, ujednolica koloryt, a dzięki pobudzeniu mikrokrążenia zwiększa odżywienie skóry i jej szybszą odnowę. 

Skład:

Elaeis Guineensis Oil (olej palmowy), Alumina (korund), Cera Alba (wosk pszczeli), Lauryl Glucoside, Zea Mays Starch (skrobia kukurydziana), Helianthus Annus Seed Oil (olej z nasion słonecznika), Tocopheryl Acetate (przeciwutleniacz), Benzyl Alcohol (konserwant, rozpuszczalnik), Dehydroacetic Acid (konserwant), Laurus Nobilis Leaf Oil (olejek z werbeny egzotycznej).  

Cena: 18,95zł / 75ml

Opakowanie:

Podobnie jak w przypadku peelingu oczyszczającego mamy tu plastikowy słoiczek z szarą, metalową nakrętką. Jedyna różnica to kolorystyka. Tutaj opakowanie jest w słonecznych, żółtych barwach. Zdecydowanie bardziej przyciąga ono moją uwagę.


Konsystencja i zapach:

Peeling jest bardzo gęsty, twardy i zbity. Przy pierwszym użyciu miałam nie małą zagwozdkę jak się do niego dobrać, ponieważ nie chciał się w żaden sposób nabierać na dłoń. Pomogło dopiero zmoczenie ręki. Przy kolejnych zastosowaniach jest już dużo prościej. Kosmetyk ma śliczny żółty kolor. Zapach w tym przypadku jest dużo przyjemniejszy niż w wersji oczyszczającej. Przyjemna cytrusowa woń, która jak mniemam jest zasługą olejku z werbeny.




Działanie:

Produkt bardzo dobrze spełnia swoją funkcję. Wygładza skórę i sprawia, że jest przyjemnie gładka. Podczas masażu drobinki nie są wyczuwalny, ale nie zmniejsza to jego intensywności. Peeling jest tak twardy, że zwiększając nacisk na twarz możemy mieć naprawdę porządne zdzieranie. Jeżeli oczywiście ktoś woli delikatniejsze oczyszczanie wystarczy po prostu zmniejszyć siłę nacisku. Peeling ma jednak jedną poważną wadę. Dla mnie jest zdecydowanie za tłusty. Już podczas jego zmywania czuć, że twarz pokryta jest filmem, którego bardzo trudno pozbyć się samą wodą. Wiem, że taka ochronna warstewka niektórym może się spodobać, bo daje poczucie odżywienia i nawilżenia ale dla mnie jest zdecydowanie zbyt uciążliwa. Z tego też powodu raczej nie skuszę się na ponowny zakup tego produktu. Mimo, że działanie złuszczające jest naprawdę bardzo dobre to jednak ta tłustość jest trochę irytująca.
33

Suplement diety Revital Hair.

21 stycznia 2015 34
Suplement diety Revital Hair.
Cześć kochani. Dziś po raz kolejny post z rozbiegu, bo zaraz lecę na uczelnię. Niestety obawiam się, że do połowy lutego tak będzie wyglądało moje blogowanie. Postaram się zaglądać tu jak najczęściej ale niczego nie jestem w stanie obiecać. Tym razem zamiast recenzji kosmetyku chciałabym przedstawić wam suplement diety, który miałam możliwość testować za pośrednictwem portalu Uroda i Zdrowie.


Od producenta:

  

Revital Hair:

  • wzmacnia włosy i paznokcie, nadaje im połysk oraz odpowiednio nawilża i odżywia od wewnątrz
  • dostarcza wszystkich niezbędnych składników, aby Twoje włosy i paznokcie były piękne i zdrowe
  • jedyny preparat na rynku oparty głównie o składniki roślinne, a nie mineralno-witaminowe
  • jest bezpieczny, gdyż nie zawiera alergenów, sztucznych barwników, składników chemicznych czy modyfikowanych genetycznie
  • chroni włosy przed szkodliwym wpływem czynników zewnętrznych (słońce, wiatr, mróz, farbowanie, suszenie)
  • preparat na włosy w technologii Licaps®, nie zawiera sztucznych barwników i chemicznych dodatków ( substancji technologicznych), nie zawiera glutenu, soli i alergenów

Działanie:

  • zapobiega wypadaniu włosów ( w tym po kuracjach farmakologicznych)
  • stymuluje ponowny wzrost włosów i paznokci
  • wzmacnia cebulki włosów
  • wzmacnia struktury włosów (przeciwdziała rozdwajaniu się włosów)
  • poprawia lipidową gospodarkę skóry głowy
  • zapobiega przetłuszczaniu się włosów
  • zapobiega utracie pigmentu włosów i skóry
  • zapobiega pękaniu i rozdwajaniu się paznokci

Preparat zawiera między innymi: Olej z kiełków pszenicy, L-cysteina, ekstrakt ze skrzypu polnego, Lmetionina,lecytyna sojowa zawierająca fosfolipidy, ekstrakt z ziela pokrzywy,wyciąg z pędów bambusa, L-lizyna żelazo (Fumaran żelaza II),hydrolizat z protein ryżu i selenianu sodu zawierający selen, Witamina E,Witamina B6, Biotyna , Witamina D3, Witamina B12

 

Zawartość substancji aktywnych w czołowych produktach na włosy i paznokcie:

Nazwa: Ilość substancji aktywnych:
RevitalHair 17
Vitapil 15
Revalid 11

 

OLEJ Z KIEŁKÓW PSZENICY:

nadaje sprężystość i miękkość włosom oraz je odżywia, dzięki czemu stają się zdrowe i gęste

L-CYSTEINA, L-METIONINA, L-LIZYNA:

są to aminokwasy, które są głównym budulcem włosa, stąd ich szczególne znaczenie dla wyglądu oraz kondycji włosów

EKSTRAKT ZE SKRZYPU POLNEGO:

skrzyp polny jest źródłem krzemu, pierwiastka niezbędnego dla paznokci oraz włosów

EKSTRAKT Z ZIELA POKRZYWY:

pokrzywa oczyszcza organizm z toksyn, wygładza cerę, wzmacnia włosy i powoduje ich szybszy porost

WYCIĄG Z PĘDU BAMBUSA:

stymuluje rozwój włókien kolagenowych i elastynowych, co działa wzmacniająco na włosy i paznokcie, zapobiega także rozdwajaniu się paznokci, redukując ich pękanie i łamanie się

BIOTYNA:

reguluje funkcjonowanie skóry, zapobiega wypadaniu i rozdwajaniu włosów wpływa na właściwą strukturę włosów i paznokci oraz stymuluje wzrost nowych, zdrowych i pięknych włosów poprzez odżywcze działanie na cebulki włosowe

HYDROLIZAT PROTEIN RYŻU:

wzmacnia strukturę włosa poprawiając jego twardość oraz elastyczność reguluje gospodarkę lipidową skóry, włosów

Zawartość kapsułek Revital Hair została wcześniej rozpuszczona i doprowadzona do postaci roztworu, aby biodostępność substancji była jak najlepsza i wchłonęła się jak najszybciej. Substancje z Revital Hair wchłaniają się w wyższym stopniu (ok. 40% lepiej) niż z tradycyjnych kapsułek czy tabletek, dodatkowo nie obciążają żołądka, nerek oraz wątroby.
Kapsułki Licaps® nie zawierają soli, glutenu, rozpuszczalników, zbrylaczy (mogą być spożywane przez osoby cierpiące na celiakię oraz diabetyków).

Cena: ok. 35zł/ 60 kapsułek. Do kupienia w aptekach internetowych. Nie wiem niestety czy jest dostępny stacjonarnie, ale przypuszczam że gdzieś na pewno.

Preparat to suplement diety i nie może być stosowany jako substytut zróżnicowanej diety. Nie należy przekraczać zalecanej porcji do spożycia w ciągu dnia. Zaleca się stosowanie zrównoważonej i zróżnicowanej diety i zdrowego trybu życia. Aby efekty były zauważalne preparat należy stosować co najmniej przez okres miesiąca.



Moja opinia:


Do testów otrzymałam dwa pudełeczka suplementu diety RevitalHair. W każdym znajdowało się 60 kapsułek. Są one twarde, średniej wielkości ale bardzo łatwe do połknięcia. Starałam się być bardzo regularna i przyjmować je systematycznie. Prawie mi się udało. Jedyna przerwa pojawiła się w trakcie świąt, ale poza tym codziennie łykałam po jednej kapsułce. Przyznam, że liczyłam na lepsze efekty niż się pojawiły, ale w sumie przy moim obecnym trybie życia fajnie, że jakiekolwiek się pojawiły. Ostatnio mam niestety strasznie dużo stresów: praca licencjacka, zaliczenia, zbliżająca się wielkimi krokami sesja i cała masa kosmicznych egzaminów. Czasami nie wiem już w co ręce włożyć. Niestety to wszystko odbija się na moim zdrowiu. Od jakiegoś czasu obserwuję wzmożone wypadanie włosów i problemy z cerą. Suplement diety RevitalHair niestety nie zdołał sobie z tym problemem poradzić. Włosy jak leciały tak lecą. Zauważyłam co prawda, że jakoś mniej się niszczą. Ostatni raz były podcinane jakoś w listopadzie i do tej pory nie widać połamanych i rozdwojonych końcówek. To dla mnie naprawdę wiele znaczy, szczególnie teraz kiedy walczę o ich długość. Paznokcie też łamią się zdecydowanie mniej i w końcu przestały się rozdwajać. Poza tym nie zauważyłam jakichś znaczących efektów. Trzeba jednak wziąć pod uwagę słowa producenta. Suplementy nie są substytutem zdrowej diety i nie zastąpią jej w żaden sposób. Licząc na efekty tylko po tabletkach raczej nie doczekamy się niczego spektakularnego. W moim przypadku raczej trudno więc było doczekać się efektu Wow.
34

BingoSpa, Silk Pure, Żel do higieny intymnej z proteinami jedwabiu

18 stycznia 2015 35
BingoSpa, Silk Pure, Żel do higieny intymnej z proteinami jedwabiu
Cześć misiaki. Dzisiaj szybki wpis bo czeka mnie ważna uroczystość, a mianowicie urodziny mojej chrześniaczki. To już 5 lat. Jestem w szoku jak ten czas szybko leci. Myślę więc, że mnie zrozumiecie, ale żeby nie zostawiać was z niczym zapraszam na recenzję żelu do higieny intymnej BingoSpa.


Od producenta:

Kremowy żel do higieny intymnej BingoSpa zawiera czysty jedwab i ekstrakty z wyjątkowych roślin o znakomitym działaniu pielęgnacyjnym i leczniczym: rumianku, arniki, rozmarynu, szałwii, łopianu, cytryny, nagietka, nasturcji, jasnoty białej oraz kwas mlekowy.
Jedwab, dzięki zawartym aminokwasom i polipeptydom, regeneruje i chroni komórki skóry skutecznie pielęgnując miejsca intymne kobiet.Zestaw znanych ze skuteczności ziół skutecznie łagodzi dolegliwości okolic intymnych w okresie zmian fizjologicznych organizmu: likwiduje nadmierną suchość, łagodzi podrażnienia i uczucie pieczenia.
Żel zwiększa poziom wilgotności skóry i śluzówki. Kwas mlekowy utrzymuje fizjologiczne pH naskórka.
Do codziennej pielęgnacji.

Cena: 9zł / 300ml do kupienia TUTAJ


Moja opinia:

Żel dostajemy w plastikowej butelce. Dzięki temu, że jest przezroczysta widzimy ile produktu nam pozostało. Duży plus za dozownik czyli pompkę. Bardzo ułatwia ona wydobycie żelu a do tego jest  higieniczna. Szata graficzna jest minimalistyczna. W sumie poza nazwą produktu i kilkoma informacjami producenta oraz składem nie mamy tu nic więcej.


Sam żel ma dosyć rzadką konsystencję i jasnoróżowy kolor. W kontakcie z wodą zaczyna się mocno pienić. Ma delikatny, przyjemny zapach ale przyznam, że trudno mi go do czegoś porównać.
Kosmetyk dobrze myje okolice intymne. Dobrze odświeża. Nie powoduje podrażnień, nie uczula, nie wywołuje swędzenia. 
Ja jestem na tak. Zaznaczam jednak, że nigdy nie miałam problemów jeśli chodzi o dobór kosmetyków do higieny intymnej. Praktycznie wszystkie były ok. Z tego też jestem zadowolona.
35

Sól do kąpieli Sandalwood&Calm - sandałowiec i ukojenie EKOA + niespodzianka dla was.

15 stycznia 2015 26
Sól do kąpieli Sandalwood&Calm - sandałowiec i ukojenie EKOA + niespodzianka dla was.
Witajcie. Po ciężkim dniu w pracy czy na uczelni chyba każda z nas marzy o tym by zamknąć się w łazience i zrelaksować. Dzisiaj przedstawię wam produkt, który skutecznie uprzyjemni takie domowe spa. Czytajcie uważnie, bo na koniec mam dla was niespodziankę :)


Od producenta:

Naturalna sól do kąpieli z olejkiem eterycznym o zapachu sandałowca. Ukojenie, uspokojenie zmysłów i doskonałe odżywienie skóry. Podaruj sobie wyciszającą, aromaterapeutyczną kąpiel w Twoim Domowym SPA.
Sól bocheńska zawiera unikalny kompleks biopierwiastków (sód, chlor, wapń, magnez, potas, mangan, jod, brom, żelazo) w przyswajalnych przez organizm proporcjach. Odżywia i regeneruje skórę działając równocześnie antyseptycznie i odświeżająco.

Olejek z sandałowca to prawdziwa woń ukojenia. Stosowany w bezsenności i napięciu nerwowym przynosi skuteczne wyciszenie i uspokojenie. Działa antyseptycznie, łagodzi zapalenia skóry. Znany jest również jako afrodyzjak.

SPOSÓB UŻYCIA: Wsyp do wanny z wodą ok. 100 g Soli Ekoa Salty Aroma (ok. 1/3 opakowania). Nie używaj do przygotowania kąpieli dla dzieci.

Cena: 9,99zł/300g do kupienia TUTAJ 

Skład:

Sodium Chloride, Parfum, Benzyl Salicylate, Citronellol, Cinnamyl Alcohol, Eugenol, Coumarin

Opakowanie:

Sól umieszczona  jest w buteleczce z metalową zakrętką. Posiada przezroczyste ścianki, dzięki którym bez problemu widzimy jak dużo produktu nam jeszcze zostało. Bardzo podoba mi się szata graficzna. Mimo, że nie jest zbyt bogata, to jednak przyciąga uwagę. Utrzymana jest w delikatnych, biało - brązowych kolorach.


Konsystencja i zapach:

Już kiedy przywędrowała do mnie ta sól, patrząc na opakowanie, widziałam że będzie ona inna niż większość drogeryjnych. Przede wszystkim jest bardzo delikatna. Nie ma tu wielkich kostek, które rozpuszczają się niesamowicie długo, ale przyjemny, drobno zmielony piasek. Rozpuszcza się natychmiastowo. Zapach produktu wysypanego na rękę jest bardzo intensywny i trochę drażniący. Trochę mnie to przeraziło, ale okazało się, że w kontakcie z wodą staje się on dużo przyjemniejszy, bardziej subtelny i odprężający. Nie wiem niestety czy utrzymuje się po kąpieli, ponieważ od razu po wyjściu z wanny zawsze używam balsamu.

Działanie:

Sole do kąpieli nie są w mojej łazience zbyt popularnym kosmetykiem. Wynika to głównie z tego, że nie posiadam wanny. Czasami jednak, jeśli jakaś szczególnie mnie zaciekawi decyduję się ją wypróbować. Tak było i tym razem. EKOA to marka, której kosmetyki uwielbiam. Ich peelingi do ciała i balsamy nie tylko zachwycają zapachem ale też i działaniem. Nie mogłam się więc powstrzymać przed wypróbowaniem tej soli. Z racji tego, że po świętach miałam dość dużo wolnego zabrałam ją do babci i przygotowałam sobie gorącą kąpiel z jej dodatkiem.
Produkt jest bardzo przyjemny. Zapach faktycznie pomaga się zrelaksować i uspokoić po męczącym dniu. Po wyjściu z wanny skóra jest przyjemna w dotyku i mięciutka. Nie ukrywam, że na co dzień wolę szybki prysznic, ale raz na jakiś czas taka kąpiel to naprawdę świetna sprawa.


Teraz zgodnie z obietnicą mam dla was niespodziankę. Sól EKOA wersja rozmaryn i pobudzenie może trafić do jednej z was. Wystarczy być publicznym obserwatorem mojego bloga i odpowiedzieć na jedno proste pytanie zawarte w formularzu.

REGULAMIN:
1.Sponsorem nagród do rozdania jest firma EKOA.
2. Aby wziąć udział w rozdaniu należy być obowiązkowo publicznym obserwatorem bloga
i wypełnić formularz zgłoszeniowy, za spełnienie dodatkowych warunków uczestnik otrzymuje dodatkowe losy (polubienie na FB <TUTAJ> +2 losy, dodanie do blogrolla +3 losy, banner na pasku bocznym, udostępnienie informacji o rozdaniu +2 losy)
3. Nagroda nie podlega wymianie na inną lub na jej ekwiwalent pieniężny.
4. Rozdanie jest dla osób pełnoletnich.
5. Koszty wysyłki pokrywam ja ale tylko na terenie Polski. Jeżeli wygra osoba spoza kraju zobowiązuje się ona do pokrycia kosztów lub podania adresu np. rodziny z Polski.
6. Rozdanie trwa od dnia dzisiejszego do 12.02.2015 roku.
7. Wyniki zostaną ogłoszone na moim blogu w przeciągu ok 3 dni od zakończenia rozdania.
8. Zwycięzca zostanie poinformowany o wygranej mailowo i ma 3 dni na podanie mi adresu do wysyłki.
9. Rozdanie nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).



26

Sylveco, Oczyszczający peeling do twarzy

14 stycznia 2015 50
Sylveco, Oczyszczający peeling do twarzy
Cześć skarby. Bardzo się cieszę, że nowy wygląd bloga przypadł wam do gustu. Z wielką radością czytałam wasze komentarze pod ostatnim postem. Za chwilę muszę uciekać na uczelnię ale zanim zniknę mam dla was przygotowaną recenzję naprawdę fajnego peelingu do twarzy Sylveco.


Od producenta:

Hypoalergiczny, kremowy peeling z korundem przeznaczony do oczyszczania skóry ze skłonnością do przetłuszczania, z rozszerzonymi porami. Drobinki ścierające są mocne i doskonale złuszczają martwy naskórek. Peeling zawiera ekstrakt ze skrzypu polnego o działaniu normalizującym pracę gruczołów łojowych, łagodzącym podrażnienia i przyspieszającym regenerację. Stosowany systematycznie dotlenia skórę, poprawia jej ogólny stan, zmniejsza pory i reguluje wydzielanie sebum. 

Skład:

Aqua (woda), Alumina (korund - działanie ścierające), Glycine Soya Oil (olej sojowy), Butyrospermum Parkii Butter (masło shea), Glycerin (gliceryna), Caprylic/Capric Trigliceryde, Glyceryl Stearate (Kwas stearynowy - działanie emulgujące, zmiękczające), Sorbitan Stearate (emulgator), Sucrose Cocoate (Kwasy tłuszczowe, kokos, estry z sacharozą - działanie antystatyczne, emulgujące, odżywiające skórę), Vitis Vinifera Seed Oil (olej z nasion winorośli właściwej), Equisetum Arvense Extract (wyciąg z jałowej łodygi skrzypu polnego - ma działanie kojące, ściągające tonizujące), Cera Alba (wosk pszczeli), Cetyl Alcohol (alkohol tłuszczowy), Benzyl Alcohol (konserwant), Xanthan Gum (guma ksantanowa -substancja regulująca lepkość, stabilizująca emulsję, wiążąca, żelująca), Dehydroacetic Acid (konserwant), Melaleuca Alternifolia Leaf Oil (olejek z drzewa herbacianego).  

Cena: ok. 20zł/ 75 ml informację gdzie możecie kupić kosmetyki Sylveco zarówno stacjonarnie jak i przez internet znajdziecie TUTAJ

Opakowanie:

Pierwsze co widzimy po zakupie peelingu to papierowe pudełeczko utrzymane w biało - zielonej tonacji z rysunkiem skrzypu. W środku znajduje się plastikowy słoiczek o pojemności 75 ml zamykany metalową zakrętką. Opakowanie jest poręczne i bardzo łatwo wydostać z niego produkt.


Konsystencja i zapach:

Pierwsze co zobaczyłam po odkręceniu słoiczka to kremowa, gładka konsystencja raczej nietypowa dla peelingu. Bardziej przypomina krem do twarzy lub balsam do ciała. Na pierwszy rzut oka nie widać żadnych drobinek, które miałyby za zadanie złuszczać naskórek i oczyszczać. To jednak tylko pierwsze wrażenie, bo już po dotknięciu palcem czuć maleńkie ziarenka przypominające mocno zmielony piasek. Zapach mi akurat nie przypadł do gustu. Zdaję sobie sprawę, że  niektóre kosmetyki naturalne mają dość specyficzne zapachy, ale ten kojarzy mi się z farbą do metalu. Po pewnym czasie użytkowania można się do niego przyzwyczaić ale przy pierwszym zastosowaniu naprawdę mnie drażnił.


Działanie:

Przejdźmy teraz do najważniejszego punktu recenzji czyli działania produktu. Peeling ze względu na swoją puszystą, kremową konsystencję jest bardzo delikatny dla cery. Drobinki są niezbyt ostre i lepiej wyczuwalny dopiero podczas masażu. Producent odradza używanie kosmetyku w przypadku trądziku. Ja na szczęście nie mam z nim problemu, więc nie miałam obaw przed nałożeniem produktu na twarz. Aplikowałam go na zwilżoną cerę i przez ok. 2 minuty delikatnie masowałam. Mimo, że ziarenka korundu są mikroskopijne to jednak działanie oczyszczające jest tu na naprawdę niezłym poziomie. Skóra po jego zastosowaniu jest niesamowicie miękka, oczyszczona. Peeling bardzo fajnie ją tonizuje i zmniejsza wydzielanie sebum. Dzięki zawartości masła shea nie wysusza, a moje policzki (gdzie mam skórę suchą) są gładkie i zadowolone. Nie ma mowy o żadnym ściągnięciu czy podrażnieniu. 
Muszę przyznać, że mimo początkowych obaw jestem z tego produktu bardzo zadowolona. Za kilka dni przedstawię wam jeszcze jeden peeling Sylveco. Tym razem wersję wygładzającą.
50

Blog w nowej odsłonie + Niedziela dla włosów (18)

11 stycznia 2015 47
Blog w nowej odsłonie + Niedziela dla włosów (18)
Witajcie kochani. Myślę, że osoby, które odwiedzają mnie często, wchodząc na bloga od razu zauważyły zmianę. Potrzebowałam jakiegoś powiewu świeżości, a że zbliżają się 2 urodziny bloga postanowiłam zaszaleć i całkowicie zmienić szablon. Tym razem jednak zdecydowałam się oddać moje blogowe dziecko w ręce profesjonalistki. Moje samodzielne kombinowanie zwykle źle się kończyło, a i tak nigdy nie byłam do końca zadowolona. Nowy wygląd jest zasługą cudownej Kasi. To ona cierpliwie słuchała moich pomysłów, narzekań a efekty widzicie same. Ja jestem pod ogromnym wrażeniem jej talentu, to co zrobiła przeszło moje najśmielsze oczekiwania i w końcu czuję, że jestem naprawdę u siebie. Mam nadzieję, że wam również metamorfoza przypadła do gustu :) Koniecznie dajcie znać jak wam się podoba.


Przejdźmy teraz do tematu dzisiejszego posta.
Po długiej przerwie wraca na bloga Niedziela dla włosów. Nie obiecuję, że będzie pojawiała się co tydzień, bo nie wiem czy dam radę, ale postaram się żeby ta seria już więcej nie znikała na tak długo.
W tym tygodniu zdecydowałam się na pielęgnację na bogato i intensywne nawilżenie. Najpierw w piątek wieczorem pokryłam włosy olejkiem macadamia z serii Joanna Oleje Świata. Olej zostawiłam na włosach na całą noc, a rano po rozwiązaniu warkocza moim oczom ukazały się genialne fale. Aż żal że nie udokumentowałam tego na zdjęciu. Olej przez noc praktycznie całkowicie się wchłonął. Mam zamiar wrócić do regularnego olejowania. Wiem, że w tygodniu będzie to trudne, ale przynajmniej w weekend postaram się o tym pamiętać.
Czuprynę umyłam szamponem Schwarzkopf przeciwko wypadaniu włosów. Niestety ten problem ostatnio coraz bardziej się nasila i zaczynam się już martwić. Chyba będę musiała pomyśleć nad jakąś dobrą kuracją przeciwko wypadaniu. A może coś polecicie?
Następnie na osuszone ręcznikiem włosy nałożyłam na ok. 5 min maskę nawilżającą NaturVital. To mój pewniak, na którego zawsze mogę liczyć. Jeszcze się nie zdarzyło, żebym po jej użyciu była niezadowolona z efektów. Po zmyciu maski kosmyki spryskałam jeszcze odżywką b/s Argan Star. Kolejny ulubieniec, który fajnie chroni włosy, a do tego sprawia, że pachną naprawdę nieziemsko. Początkowo była dla moich włosów zbyt lekka, ale teraz, gdy są już w lepszej kondycji spisuje się naprawdę świetnie. Z racji tego, że w składzie ma silikony na okres jesienno - zimowy to mój must have.
Potraktowane w ten sposób włosy pozostawiłam do naturalnego wyschnięcia. Nie stylizowałam ich w żaden sposób, bo nie chciałam ugniataniem doprowadzić do utraty kolejnych włosów. I tak podczas mycia wypadło ich bardzo dużo. Całkowicie suche związałam jedynie w koczek ślimaczek i tak przechodziłam cały dzień.
1. Włosy pozostawione same sobie (kompletny nieład i tragiczna jakość zdjęcia).  2. Włosy po koczku - ślimaczku.

Po takich zabiegach włosy były świetnie nawilżone od nasady, aż po same końce. Bardzo miękkie i błyszczące. Zaskoczyła mnie niesamowita objętość. Co prawda nigdy jej u mnie nie brakuje, ale tym razem naprawdę mnie zszokowała. Po koczku pojawiły się też bardzo fajne fale. Końcówki co prawda lekko się wywijają ale wcale mi to jakoś szczególnie nie przeszkadza.
Patrząc na pierwsze zdjęcie widoczne jest jak strasznie nierówna wypłukuje się z moich włosów farba. Końcówki są zdecydowanie jaśniejsze. Nie ukrywam, że mnie to wkurza i mam nadzieję, że wyżej też wkrótce kolor się rozjaśni. A może macie jakieś sposoby jak poradzić sobie z tym problemem?
47

Evrēe, Hand Care Max Repair, Regenerujący krem do rąk

10 stycznia 2015 31
Evrēe, Hand Care Max Repair, Regenerujący krem do rąk
Witajcie. Zima chyba do nas wróciła a przynajmniej u mnie od wczoraj śnieg sypie na całego. Taka pora niestety nie służy naszym dłoniom. Dużo łatwiej o przesuszenia, pęknięcia i zaczerwienienia. Dlatego też dzisiaj pokażę wam kosmetyk, z którym nie straszne są mi żadne mrozy, a który bez problemu możecie kupić w drogerii.


Od producenta:

Zawiera: d - pantenol, alantoinę, glicerynę, urea, olejki owocowe (migdałowy, awokado i arganowy) oraz roślinne emolienty.
Krem głęboko odżywia i regeneruje skórę, wspomaga naturalną odbudowę zniszczonego naskórka, a także koi podrażnienia. Dzięki swoim składnikom tworzy ochronny filtr zabezpieczający skórę przed utratą wilgoci oraz ponownym wysuszeniem.
Wmasować w skórę dłoni. Stosować kilka razy w ciągu dnia, po każdym myciu rąk i przed snem.
Krem ma zastosowanie do bardzo suchej, podrażnionej i zniszczonej skóry.


Skład:

Aqua (Water), Caprylic/Capric Triglyceride, Urea, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Glyceryl Stearate, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Cera Alba (Beeswax), Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Glycine Soja (Soybean) Oil, Glycine Soja (Soybean) Sterols, Hexyl Laurate, Sodium Acrylate/Acryloyldimethyltaurate Copolymer, Isehexadecane, Polysorbate 80, Argania Spinosa Kernel (Argan) Oil, Panthenol, Allantoin, Dimethicone, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Propylene Glycol, Diazolidinyl Urea, Iodopropynyl Butylcarbamate, Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool, Parfum (Fragrance)

Cena: 8,39zł / 100ml do kupienia w Rossmanie

Opakowanie:

Mamy tu prostą tubkę utrzymaną w czerwono - białej kolorystyce. Bez żadnych wzorków więc bez wstydu mogą go używać także panowie. Opakowanie jest miękkie, poręczne. Z tyłu znajdziemy najważniejsze informacje: czyli opis producenta i skład.

Konsystencja i zapach:

Krem jest bielutki i gęsty. Rozsmarowuje się dobrze, wchłania szybko ale przez chwilę pozostawia na dłoniach delikatną, lekko klejącą warstewkę. Zapach jest bardzo przyjemny. Kojarzy mi się z pierwszymi wiosennymi spacerami po łąkach, kiedy zaczynają pojawiać się coraz to nowe rośliny. To właśnie z nimi kojarzy mi się ten krem. Osoby mieszkające na wsi lub w pobliżu będą wiedziały o czym mówię. :)



Działanie:

Kremy do rąk to kosmetyki, które przez lata były mi zbędne. Moje dłonie nigdy nie miały skłonności do przesuszania, ale jakiś czas temu to się zmieniło. Nadal nie sprawiają mi wielkich problemów, ale przez swoją głupotę doprowadziłam je do niezbyt dobrego stanu. Wystarczyło, że kilka razy w naprawdę ostry mróz nie nałożyłam rękawiczek i skóra stała się sucha, a miejscami zaczęła się wręcz łuszczyć. Wtedy z szafki zdjęłam właśnie krem Evree. Nie pokładałam w nim zbyt wielkich nadziei i muszę przyznać że przyjemnie mnie zaskoczył. Już po pierwszym użyciu skóra była ukojona i lepiej nawilżona. Co prawda po kilku godzinach ten efekt znikał i konieczna była ponowna aplikacja ale przecież żadnego problemu nie da się rozwiązać tak od razu. Regularnie używałam więc kremu kilka razy dziennie i po kilku dniach dłonie były jak nowe. Skóra elastyczna, nawilżona, niesamowicie gładka i zregenerowana. Jestem naprawdę pod wrażeniem tego produktu i gorąco polecam go każdej z was.
31

TAG: 11 włosowych pytań.

8 stycznia 2015 29
TAG: 11 włosowych pytań.
Witajcie. Dzisiaj, żeby dać wam trochę odpocząć od recenzji przygotowałam tag: 11 włosowych pytań. Zostałam nominowana przez Deniq i mimo, że zwykle się w coś takiego nie bawię, to ten pomysł spodobał mi się tak bardzo, że postanowiłam podzielić się z wami odpowiedziami na pytania, które otrzymałam. Może dowiecie się z nich czegoś więcej o mnie :)


1. Gdybyś mogła wybrać, chciałabyś mieć proste czy kręcone włosy?

Jeszcze rok temu dałabym się dosłownie pokroić za włosy proste. Wiem jednak, że takich nigdy nie będę miała i w sumie już nawet nie chcę. Niesamowicie podobają mi się delikatne, kobiece fale jak również burza loków.

2. Co jest twoją największą włosową zmorą? (czyt. co sprawia ci najwięcej kłopotów w pielęgnacji) 

Największy problem mam już nie z pielęgnacją a ze stylizacją. Nie do końca radzę sobie jeszcze z poskromieniem moich fal, ale ciągle się uczę i mam nadzieję, że za jakiś czas uda mi się osiągnąć upragnione efekty.

3. Lądujesz na bezludnej wyspie, ale masz możliwość zabrać ze sobą jeden kosmetyk do włosów, co by to było i dlaczego?

 Oj to trudne pytanie. Nie wiem czy jestem w stanie ograniczyć się do jednego kosmetyku, ale jeśli już mam wybrać to pewnie zdecydowałabym się na jakiś olej, który ochroni moje włosy przed słońcem. Na bezludnej wyspie raczej byłabym ciągle na nie nastawiona.

4. Czy doradzasz ludziom z zewnątrz w pielęgnacji włosów? 

Owszem zdarza mi się. Coraz częściej dostaję maile i wiadomości z prośbą o pomoc. W miarę swoich możliwości zawsze staram się doradzić. Pamiętajcie, ja nie gryzę, więc jeśli macie jakiś problem to piszcie śmiało, a razem znajdziemy rozwiązanie.
Są też momenty kiedy nawracam na drogę włosomaniactwa swoje koleżanki. Pomagam im głównie przy wyborze odpowiednich kosmetyków i metod pielęgnacji.

5. Jak to się stało, że zainteresowałaś się blogami włosomaniaczek?

Na początku 2014 r. uświadomiłam sobie, że nie chcę już żyć z popaloną prostownicą, suchą szopą na głowie. Nie wiedziałam jednak jak poradzić sobie z tym siankiem więc zaczęłam szukać pomocy w internecie. Tak też trafiłam na bloga Anwen, a potem zaczęłam poznawać kolejne włosomaniaczki. Grono blogów, które odwiedzam regularnie ciągle się rozrasta i ciągle odkrywam nowe włosowe specjalistki.

6. Gdybyś mogła wybrać najbardziej szalony kolor na swojej głowie a potem wrócić do obecnego. Jaki kolor by to był ? 

Od zawsze marzyła mi się płomienna rudość. Ciągle jednak brakuje mi odwagi na tak drastyczny krok, bo obawiam się, że marzenia swoją drogą ale niekoniecznie będę dobrze w takim kolorze wyglądać. Gdyby jednak była możliwa taka jednodniowa przemiana to na pewno zostałabym wiewiórką :)

7. Jaki olej uważasz za najlepszy dla swoich włosów? 

Ciągle odkrywam nowe oleje a i moje włosy ciągle się zmieniają i co innego im odpowiada. Jak na razie najlepiej spisała się niebieska oliwka Babydream ale są i inne, które dzielnie dotrzymują jej kroku.

8. Namiętnie czytasz recenzje dziewczyn i kierujesz się tym w wyborze. Czy jednak lubisz przetestować coś tylko na sobie, niczym się nie sugerując?

Recenzje bardzo często skłaniają mnie do zakupu i nie ukrywam, że głównie na ich podstawie decyduję się coś wypróbować. Zdarza mi się jednak kupić coś na przekór innym i na własnej skórze przekonać się czy naprawdę jest bublem.

9. Czy nastąpił kryzys w pielęgnacji ? Jeśli tak to kiedy i dlaczego? 

 Oj miałam takich kryzysów kilka. Najgorsze były początki kiedy mimo pielęgnacji nie widziałam efektów. Kolejny kryzys miałam jakoś latem, kiedy włosy rozjaśnione słońcem stały się różnokolorowe a do tego strasznie przesuszone. Na szczęście z każdego kryzysu jest jakieś wyjście :)

10. Jaka znana osoba ma według Ciebie najpiękniejsze włosy? 

Zdaję sobie sprawę, że większość celebrytek ma piękne włosy, bo są one świetnie "zrobione" przez stylistów. Nie ukrywam jednak, że od zawsze działały na mnie piękne fale Seleny Gomez i Kim Kardashian.


11. Co myślisz o farbowaniu kotów/psów/szynszyli/królików na "odlotowe" kolory? 

W życiu bym się na coś takiego nie zgodziła. 

Na dzisiaj to tyle z mojej strony. Nie nominuję nikogo, ponieważ większość blogerek, których odpowiedzi chciałabym poznać już miały ten tag na swoim blogu. Jeżeli jednak macie do mnie jeszcze jakieś pytania piszcie śmiało w komentarzach. Odpiszę na pewno :) 
29

Joanna, Oleje Świata, Olejek do twarzy i ciała z olejem makadamia

6 stycznia 2015 51
Joanna, Oleje Świata, Olejek do twarzy i ciała z olejem makadamia
Hej kochani. Zima to czas kiedy nasza skóra wymaga szczególnej troski. Dużo częściej pojawiają się przesuszenia, brakuje jej odpowiedniego nawilżenia. W takim okresie często sięgam więc po większy kaliber i wybieram olejki. Ten, który przedstawię dzisiaj sprawdza się nie tylko w pielęgnacji ciała ale także i włosów. Myślę, że warto więc poznać go bliżej.



Od producenta:

Oleje Świata to absolutny hit kosmetyczny. Linia ta powstała jako odpowiedź na aktualnie panujący trend na olejowanie włosów, twarzy i ciała. Olejek do twarzy i ciała z olejem z makadamia to doskonały wielofunkcyjny kosmetyk dzięki któremu, skóra staje się wyraźnie gładsza w dotyku a włosy bardziej odżywione i świetliste. Szybko się wchłania, doskonale regeneruje, odżywia oraz wygładza skórę. Olej makadamia jest szczególnie polecany do skóry wrażliwej i przesuszonej oraz do suchych i matowych włosów z tendencją do rozdwajania.

Cena: ok. 11zł / 100ml


Skład:

Annuus Seed Oil (olej słonecznikowy), Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olejek migdałowy), Caprylic/Capris Trygliceride (emolient tłusty), Macadamia Ternifolia Seed Oil (olejek makadamia), Parfum (substancja zapachowa), Tocopheryl Acetate (antyoksydant), BHT (antyoksydant), Isoeugenol (substancja zapachowa), Coumarin (substancja zapachowa), Butylphenyl Methylpropional (substancja zapachowa), Geraniol (substancja zapachowa), Hexyl Cinnamal (substancja zapachowa), Linalool (substancja zapachowa), Limonene (substancja zapachowa), CI:40800 (barwnik)

Opakowanie:

Olejek znajduje się w niewielkiej buteleczce o pojemności 100 ml wykonanej z miękkiego plastiku. Poza dwoma etykietami z przodu i z tyłu jest ona całkowicie przezroczysta co pozwala nam kontrolować zużycie produktu. Zamknięcie mamy tu na półklik. Akurat jak dla mnie to bardzo fajne rozwiązanie.


Konsystencja i zapach:

Olej jak olej jest rzadki i trochę tłusty. Za to zapach to sama słodycz. Przepiękny lekko słodkawy, lekko orzeźwiający. Trochę przypomina perfumy a trochę cukierasy, którymi zajadałam się w dzieciństwie. Naprawdę trzeba go poczuć żeby zrozumieć o czym mówię. Ja w każdym razie go pokochałam.

Działanie:

Olejek wypróbowałam na dwa sposoby: na włosach i do ciała. W obu przepadkach sprawdził się równie dobrze. Moje włosy pokochały tą mieszankę (jak widać po składzie poza olejkiem macadamia mamy jeszcze kilka innych). Po nałożeniu go na włosy na ok. 2 godziny mogłam się cieszyć mięciutkimi i przepięknie błyszczącymi falami. Zmywa się bez problemu każdym nawet najdelikatnieszym szamponem. 
Co do aplikacji na ciało to wiem, że dużo osób narzeka, że olejki bardzo długo się wchłaniają a trzeba tu przede wszystkim pamiętać, żeby nie przesadzić z ich ilością. Ja wylewam na dłoń naprawdę niewiele i wystarcza to na pokrycie całych rąk i nóg. Wtedy też nie mam problemu z tłustą, klejącą warstwą, która tak bardzo irytuje. Działanie jest naprawdę na wysokim poziomie, bo produkt świetnie nawilża skórę pozostawiając ją aksamitnie gładką i przyjemną w dotyku. Do tego przez długi czas możemy się cieszyć przepięknym zapachem, który utrzymuje się na skórze.
51

Waniliowy krem do ciała Lambre.

4 stycznia 2015 33
Waniliowy krem do ciała Lambre.
Cześć kochani. Powoli zaczynam finiszować pierwszy rozdział swojej pracy licencjackiej więc niebawem mam nadzieję będę miała trochę więcej wolnego czasu. Nazbierał mi się już trochę zaległych recenzji i dzisiaj w związku z tym mam dla was jedną z nich.


Od producenta:

Aksamitny krem do ciała o zapachu kuszącej wanilii.
Pieści ciało aksamitną konsystencją, koi zmysły ciepłymi nutami kuszącejwanilii. Skutecznie regeneruje i intensywnie odżywia.  Chroni skórę przed utratą wilgoci, natychmiast likwiduje uczucie ściągnięcia i przesuszenia. Ciałostaje się cudownie miękkie, komfortowo nawilżone i naturalnie zmysłowe. Słodki,otulający aromat relaksuje zmysły, odpręża i poprawia nastrój.

DZIAŁANIE BODY CREME
Zawartość trehalozy, masła shea, masła kakaowego, olejuwinogronowego oraz naturalnych ekstraktów roślinnych  zapewnia kompleksowedziałanie:
  • intensywnie i długotrwałe nawilżona skóra
  • zregenerowany i odżywiony naskórek
  • przywrócona elastyczność i jędrność
  • zlikwidowane uczucie ściągnięcia i przesuszenia skóry (przede wszystkim po kąpieli)
  • pachnące apetycznie ciało
  • odprężenie, dobry nastrój, relaks

Skład:





Cena: 49,90 zł / 200ml do kupienia TUTAJ

Opakowanie:

Poręczny, przezroczysty słoiczek zamykany na zakrętkę. Pod wieczkiem znajdziemy dodatkowo folię zabezpieczającą. Informacje typu skład znajdziemy na spodzie opakowania, a część z nich na pasku okręconym dookoła słoiczka. Elementy dekoracyjne i nazwa umieszczone są na pokrywce.


Konsystencja i zapach:

Masełko jest bardzo gęste ale nie sprawia trudności przy wydobyciu z opakowania. Jest delikatne, kremowe. Łatwo rozsmarowuje się na skórze, nie bieli jej ale zdarza mu się pozostawić lekką, oleistą warstewkę. Nie jest ona klejąca ani uciążliwa. Zapach w opakowaniu jest naprawdę przepiękny. Cudowny aromat wanilii przypominający do złudzenia serek waniliowy albo zapach do ciasta. Po nałożeniu na skórę niestety na początku nie jest już tak pięknie, bo staje się on jakiś dziwny, trochę duszący. Na szczęście po kilku minutach ten efekt znika i znów możemy się cieszyć przepięknym zapachem. Dodać muszę, że utrzymuje się on fenomenalnie długo, bo nawet na drugi dzień po użyciu jest bardzo dobrze wyczuwalny.


Działanie:

Jako fanka wszelkich mazideł do ciała mam ich w domu naprawdę dużo. Zawsze kiedy jeden balsam się skończy pojawia się problem jaki wybrać w następnej kolejności. Po mojej niezbyt udanej przygodzie z waniliowym masełkiem Eveline trochę się bałam sięgać po to, aby znowu nie zrazić się zbyt intensywnym, mdłym zapachem. Na szczęście tym razem obawy były bezpodstawne. Masełko Lambre pachnie ślicznie a do tego działa jeszcze lepiej. Skóra już po jednym użyciu jest cudownie nawilżona, mięciutka i przyjemna w dotyku. Przy regularnym stosowaniu zupełnie zniknął problem z przesuszoną skórą, z którą często męczę się zimą. Jeżeli będziecie miały okazję to polecam poznać bliżej mazidła tej firmy. Jeżeli nie przepadacie za zapachem wanilii macie kilka innych wariantów do wyboru m.in. truskawkę, marakuję, orzechy, a także dwie nowości na które sama mam wielką ochotę to znaczy: jabłko i cynamon oraz pomarańcza i czekolada. Przed zakupem powstrzymuje mnie jedynie cena, która niestety znacząco przewyższa moje aktualne możliwości.
33

Minął rok 2014 i rok mojego włosomaniactwa | małe podsumowanie

1 stycznia 2015 47
Minął rok 2014 i rok mojego włosomaniactwa | małe podsumowanie
Witajcie skarby w Nowym 2015 Roku. Życzę Wam, aby przyniósł on same dobre chwile i na stałe umieścił uśmiech na Waszych twarzach.

Wraz z końcem 2014 roku uświadomiłam sobie, że mija także okrągły roczek od momentu kiedy weszłam na drogę włosomaniactwa i rozstałam się z prostownicą. Niesamowicie szybko ten czas minął, a już nie jestem w stanie wyobrazić sobie siebie z tamtego okresu - z kompletną ignorancją co do włosów i stosowanych kosmetyków. Jak pomyślę jaką przez te wszystkie lata wyrządziłam im krzywdę to naprawdę powinnam się cieszyć, że w dalszym ciągu siedzą na tej głowie i dają mi kolejną szansę.

Przyznam szczerze, że początkowo nie wierzyłam, że wytrwam tak długo. Z moim słomianym zapałem sądziłam, że najpóźniej po miesiącu wrócę do prostowania z podkulonym ogonem i zacznę na nowo poprawiać niesforne kosmyki. Tak się jednak nie stało i jest to dla mnie wielki powód do dumy. Nie będę ściemniać, że było łatwo, bo nie było. Nie raz patrząc w lustro miałam kryzysy i chwile zwątpienia, czy to w ogóle ma sens. Na szczęście nowa pielęgnacja, a przede wszystkim olejowanie zaczęły przynosić widoczne efekty, dzięki czemu zaczęłam wierzyć, że jednak powinnam walczyć. I zawalczyłam.

Nie powiem, żeby od początku było to świadome włosomaniactwo. Oj nie. Przeszłam długą drogę i wypróbowałam wiele rzeczy zanim nauczyłam się poznawać co służy moim włosom a czego lepiej unikać. Próbowałam pielęgnacji na bogato, minimalistycznej, a także początkowo zasad CG. Niestety całkowite odstawienie silikonów było moim największym błędem i bardzo szybko do nich wróciłam.

Co przez ten rok dało najlepsze efekty?
Przede wszystkim, jak już wielokrotnie pisałam - olejowanie. To dzięki niemu włosy nabrały blasku, stały się bardziej sprężyste i miękkie. W końcu ze stogu siana, jaki miałam na początku roku, zaczęły pojawiać się delikatne fale, które pokochałam. Teraz nie wyobrażam już sobie siebie w innych włosach niż fale. Zdarzyło mi się je wyprostować raz i stwierdziłam, że wyglądam dziwnie :)
Bardzo ważne było też dla mnie zrozumienie zależności między emolientami-proteinami-humektantami. Nauczyłam się używać ich w takich proporcjach, aby osiągać jak najlepsze efekty.

Ten rok przygody z włosomaniactwem zaowocował też tym, że odnalazłam kilka swoich kosmetycznych perełek, które moje włosy pokochały. Najważniejsze z nich to:
- odżywka do włosów Garnier Awokado i masło karite
- szampon Love2Mix z ekstraktem z jagód acai i proteinami perły
- Bioelixire Argan Oil serum do włosów 
- oliwka pielęgnacyjna Babydream (mój pierwszy wypróbowany olej, który nadal daje świetne efekty)
- odżywka dwufazowa b/s Argan Star
- maska aloesowa NaturVital (prawdziwy geniusz w kwestii nawilżania)
- odżywka b/s Joanna z lnem i rumiankiem

A teraz pora chyba na rzecz najważniejszą czyli dokumentację tego, jak zmieniły się moje włosy po roku odpowiedniej pielęgnacji.
Zmiana może nie jest fenomenalna i na kolana nie powala, ale dla mnie znaczy bardzo wiele. Przede wszystkim włosy nawet na zdjęciu bez lampy (w środku) mają swój blask. Najważniejszym osiągnięciem było dla mnie znaczne ograniczenie puszenia. Kiedyś nawet bym nie pomyślała, że mogę wyjść z domu w wilgotną pogodę i wrócić z całkiem normalną fryzurą, a nie gniazdem bocianim. Pozbyłam się też praktycznie wszystkich zniszczeń spowodowanych wieloletnim prostowaniem i teraz z czystą kartą mogę zacząć walczyć o upragnioną długość. Jest to właśnie mój cel na rok 2015 i mam nadzieję, że uda mi się go zrealizować. Marzy mi się również cięcie w delikatne U i zrobienie jeszcze jednej warstwy. Liczę, że pomoże to lekko podbić skręt.
To chyba tyle jeśli chodzi o podsumowanie. Przede mną kolejny rok i wierzę, że przyniesie jeszcze więcej dobrego niż ten poprzedni.
47
Copyright © 2016 W-SEKRECIE.PL