×

Jak wygrałam z prostownicą | Agnieszka

30 sierpnia 2014 54
Jak wygrałam z prostownicą | Agnieszka
Cześć kochane. Nie sądziłam, że mój pomysł ze stworzeniem na blogu rubryki motywacyjnej spotka się z jakimkolwiek zainteresowaniem. Nie doceniłam was jednak, bo jak się okazało już dzisiaj mogę przedstawić wam pierwszą ( i mam nadzieję że nie ostatnią) historię. Opowiedziała ją Agnieszka, autorka bloga www.modern60s-paradise.blogspot.com 



Prostownica towarzyszyła mi od początku mojej nauki w gimnazjum (2007). Zazwyczaj traktowałam nią tylko grzywkę, bo ścięta na prosto wywijała się we wszystkie strony. Cała czupryna była prostowana od wielkiego święta. 
Koszmar dla moich włosów zaczął się kilka miesięcy przed końcem 2011 roku. Włosy zaczęły odrastać po koszmarnym cięciu na boba, a ja nie miałam chęci, by stylizować je przy pomocy szczotki i suszarki. Głowę myłam wieczorem, suszyłam (albo i nie), a rano w ruch szła prostownica, od nasady, aż po same końce. Proceder ten trwał od września 2011 do maja 2012. Oczywiście zdawałam sobie sprawę, że moje włosy się niszczą, ale przez kilka miesięcy pozostawały w zaskakująco dobrym stanie. Nie puszyły się, były gładziutkie, a przed zabiegiem prostowania na końcówki nakładałam hektolitry jedwabiu, bo myślałam, że to uchroni je od rozdwojenia. 
Pierwsze objawy zniszczeń zauważyłam na przełomie lutego/marca. Moje końce po pociągnięciu prostownicą zaczęły się zwijać w bardzo malutkie, szorstkie niczym szczotka ryżowa loczki. Każda końcówka z osobna wyglądała jak pomniejszona sprężyna od długopisu. Jak sobie z tym radziłam? Więcej jedwabiu i kilka pociągnięć prostownicą. Oczywiście to nie pomagało, więc doraźnie sięgałam po nożyczki i cięłam włosy, tam gdzie były zniszczone (wyobraźcie sobie, jak okropnie to musiało wyglądać - cieniowanie a'la schody^^). 
W kwietniu i maju moja głupota osiągnęła szczyt - włosy prostowałam codziennie, zaraz po myciu i niedokładnym wysuszeniu, więc często były jeszcze bardzo wilgotne. Cała czupryna wyglądała niczym siano, włosy były suche, mimo że nałogowo nakładałam tysiące drogeryjnych masek i odżywek.

 A końcówki? Zaczęły się tak strasznie kruszyć, że przy każdorazowym pociągnięciu ich szczotką czy dotknięciu włosów dłonią zostawiałam setki połamanych włosków. Wtedy miałam dość, myślałam, że już nic nie pomoże moim włosom. Na szczęście odkryłam włosomaniactwo i dzięki regularnemu podcinaniu końcówek (nie zeszłam z niszczeń od razu), olejom i świadome pielęgnacji udało mi się uratować moją czuprynę.

     Dlaczego sięgnęłam po prostownicę? Spójrzcie na zdjęcie 1 i 2. Jest różnica, prawda? W Internecie od zawsze zachwycałam się włosami dziewczyn, które były lśniącą i gładką taflą prostych włosów, o jakiej ja zawsze marzyłam. Poza tym wiele osób w moim otoczeniu mówiło mi, że kręcone włosy do mnie nie pasują, a ja głupia słuchałam ich rad. Kiedy stałam się zagorzałą włosomaniaczką odkryłam, że fale i loki też mogą być piękne, zadbane i zdrowo wyglądające. Tak powoli odkryłam naturę moich włosów, staram się dać im to, czego potrzebują. Poza tym pielęgnacja sprawia mi wiele przyjemności, nie wyobrażam sobie teraz, że mogłabym im szkodzić jak kiedyś. Włosy są naszą ozdobą i uważam, że jeżeli Natura wyposażyła nas w kręciołki, to nie należy się przeciwko niej buntować, lecz wręcz przeciwnie - pomóc jej i czerpać radość z szukania drogi do właściwej pielęgnacji włosów! :) 



Moje włosy po wszystkich przejściach i dwuletniej pielęgnacji to fotografie 4 i 5. Mam nadzieję, że będę przykładem, iż nawet z nieciekawych włosów można co nieco wyciągnąć i dodać im nieco uroku - nie prostownicą, a świadomą pielęgnacją.
  
Ja jestem zachwycona przemianą Agnieszki. Udowodniła, że małymi krokami i odrobiną chęci można osiągnąć naprawdę wiele.
Jeżeli tak jak bohaterka tej historii chcecie stać się motywacją dla innych dziewczyn, które nie potrafią wygrać walki z prostownicą wyślijcie swoją historię na adres mirabelka1993@gmail.com. To niewielka rzecz ale dla wielu osób naprawdę cenna.
Pozdrawiam was ciepło.


54

Clarena, Cappuccino Slim Sugar Peeling Wyszczuplający peeling kawowy

28 sierpnia 2014 45
  Clarena, Cappuccino Slim Sugar Peeling  Wyszczuplający peeling kawowy
 Hej. Dziś na szybko recenzja peelingu, który miałam okazję testować dzięki uprzejmości firmy CLARENA. Na szybko, ponieważ mam dziś dzień, że tak powiem "na wariata" i ledwo wyrabiam się na zakrętach. Bez zbędnego gadania zapraszam więc do czytania.


Od producenta:

 Peeling przeznaczony do pielęgnacji ciała. Kryształki cukru i drobinki kawy redukują cellulit i poprawiają mikrokrążenie. Olej winogronowy i masło Shea wzmacniają barierę hydrolipidową skóry.

Działanie:

BODY3 COMPLEX™ - ekstrakt z nasion awokado oraz nieprażone masło Shea skoncentrowane w bentonicie zapewniają redukcję cellulitu, ujędrnienie skóry oraz zmniejszenie widoczności rozstępów.
Masło Shea – odbudowuje i wzmacnia barierę hydrolipidową naskórka zapobiegając TEWL.
Olej winogronowy – bogaty w NKT, fosfolipidy i polifenole. Chroniąc przed szkodliwym działaniem wolnych rodników zapobiega przedwczesnemu procesowi starzenia się skóry. Nawilża, odżywia i łagodzi podrażnienia.                

Cena: ok. 46,50zł miejsca, w których można kupić kosmetyki tej firmy znajdziecie TUTAJ

 

Opakowanie:

Peeling znajduje się w plastikowym słoiczku o pojemności 250ml. Opakowanie jest przezroczyste dzięki czemu możemy kontrolować ilość kosmetyku, która nam jeszcze pozostała. Jedynie zakrętka jest biała. Otwiera się wygodnie, nie zacina. Słoiczek jest dobrym rozwiązaniem w przypadku peelingu, ponieważ pozwala na całkowite wydobycie produktu, co często jest trudne kiedy mamy do czynienia z buteleczką.

Konsystencja i zapach:

Konsystencja peelingu jest bardzo zwarta, przez co trochę problematyczne jest jego nabieranie. Drobinki są dosyć spore ale raczej nie zaliczę ich do wyjątkowo ostrych. Zapach jest dokładnie taki jak sobie wyobrażałam - przepyszne słodkie cappucino. Mimo, że zapachu tradycyjnej kawy nie znoszę to ten jest naprawdę przyjemny. Idealna wersja na jesień bo jednak latem wolę bardziej orzeźwiające aromaty.

Działanie:

Jak pisałam wyżej tego peelingu nie zaliczę raczej do grona zdzieraków ekstremalnych. To duża zaleta dla wrażliwców, bo nie podrażni nawet delikatnej skóry. Miłośniczki mocnego tarcia nie powinny się jednak zniechęcać. Mimo tego, że drobinki nie są szczególnie ostre to zwarta, twarda konsystencja sprawia że przy jej rozsmarowywaniu wykonujemy naprawdę intensywny masaż. Dzięki temu skóra jest naprawdę idealnie oczyszczona i pobudzona. Martwy naskórek znika bez śladu. Po zakończeniu kąpieli ciało pokryte jest delikatnym filmem. Nie jest on taki jak w peelingu Orientany ale daje poczucie gładkiej i wypielęgnowanej skóry. Jeżeli ktoś bardzo się spieszy może zapomnieć o balsamowaniu ale nie polecam tego kroku posiadaczom bardzo suchej skóry. Ja sama często balsam odkładam żeby móc cieszyć się jeszcze przez wiele godzin od użycia ślicznym zapachem peelingu. Jestem pod wrażeniem jak długo się on utrzymuje.

Jedyne co mnie dręczy to cena, która do najniższych nie należy i sprawia, że na takie cudo będę mogła pozwolić sobie tylko od wielkiego święta. Jeżeli macie jednak nadmiar gotówki, który nie wiecie jak spożytkować to polecam wypróbować ten peeling. Myślę, że będziecie zadowolone.
45

TAG Moje włosowe sekrety + propozycja.

26 sierpnia 2014 55
TAG Moje włosowe sekrety + propozycja.
Cześć dziewczyny. Dziś dla odmiany przygotowałam tag Moje włosowe sekrety.
Pojawił się on co prawda w blogosferze dosyć dawno ale zainteresował mnie, ponieważ dotyczy włosów i myślę że odpowiedzi na te kilka pytań pozwolą wam lepiej poznać moją czuprynę.


1. Twój naturalny kolor to?
Urodziłam się jako blondynka, ale włosy szybko ciemniały i przechodząc po drodze przez jasny brąz stałam się posiadaczką trochę niejakiego średniego brązu.
 
2. Twój obecny kolor włosów?
Ciemny brąz ale przez lato pojawiły się miejscami jasne, wręcz rude refleksy. Na wrzesień planuję koloryzację.
 
3. Aktualna długość włosów?
To będzie niestety tylko coś ok. 38 cm.
 
4. Długość na jaką chciałabyś zapuścić włosy?
Myślę że jeśli dobiję do 55-57cm to będę zadowolona. :-)
 
5. Jak często podcinasz końcówki?
Staram się robić to raz na 2-3 miesiące, ale ostatnio trochę się zapomniałam i już widzę że wołają o podcięcie.
 
6. Twoje włosy są proste, kręcone czy falowane?
Przez lata byłam święcie przekonana, że mam proste włosy, które po prostu lubią się wywijać i puszyć. Dopiero zainteresowanie włosomaniactwem uświadomiło mi, że jestem posiadaczką całkiem niezłych fal.
 
7. Jaką porowatość mają Twoje włosy?
Co do tego nie mam wątpliwości i jest to niestety porowatość wysoka.
 
8. Jakie są Twoje włosy - np: suche, przetłuszczające się?
Ciągle ich największą wadą jest to, że niemiłosiernie się puszą i ciężko nad nimi zapanować.
 
9. Jak wygląda rytuał Twojej codziennej pielęgnacji?
Zaczynam od odżywiania przed myciem. Zazwyczaj jest to olej, rzadziej jakaś bogata składowo maska. Następnie myję włosy delikatnym szamponem. Raz na kilka tygodni wybieram coś mocniejszego do oczyszczania. Kolejnym krokiem jest nałożenie odżywki lub maski na m.in. 15 min pod czepek i turban. Ostatnim etapem mojej pielęgnacji jest stylizacja, o której kiedyś zawsze zapominałam. Jest to zwykle ugniatanie włosów najpierw odżywką b/s a następnie żelem. Bardziej dokładnie o mojej pielęgnacji możecie poczytać w serii Niedziela dla włosów.
 
10. Czego nie lubią Twoje Włosy-np.wiatru,silikonów,wszystko co przyjdzie do głowy?
Na pewno nie lubią wilgoci, bo puszą się przez to niesamowicie. Jeśli chodzi o kosmetyki to niewiele jest takich, które kompletnie się nie sprawdziły. Unikam tylko tych z Alcohol denat, bo sieją spustoszenie na mojej głowie.
 
11. Co lubią Twoje włosy-np.olejowanie,spacery przy blasku księżyca itp.
Moje kosmyki na pewno są mi wdzięczne za to że wprowadziłam do pielęgnacji oleje. To one w dużej mierze przyczyniły się do poprawy ich kondycji. Lubią też bogate składowo odżywki i maski nakładane nawet po każdym myciu. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, żeby coś je obciążyło.
 
12. Jaka jest Twoja ulubiona fryzura!
Zdecydowanie najlepiej czuję się w rozpuszczonych włosach ale w dużej mierze wynika to z tego, że moje włosy są obecnie zbyt krótkie aby wyczarować z nich jakąś efektowną fryzurę.
 
13. Gdyby Twoje włosy umiały mówić, co by powiedziały?
Aż się boję pomyśleć co by powiedziały, bo pewnie nieźle by mi się oderwało za te lata tortur, które im fundowałam.
 
14. Od kiedy stosujesz świadomą pielęgnację?
We włosomaniactwo na dobre wciągnęłam się stosunkowo niedawno bo na początku 2014 r. Pierwsze moje zdjęcie pochodzi z lutego tego roku.



Na koniec dzisiejszego wpisu mam pewną propozycję a nawet powiedziałabym, że prośbę. Od jakiegoś czasu dostaję sporo maili i pytań od dziewczyn, które nie potrafią zaakceptować swoich włosów i na dobre zaprzyjaźniły się z prostownicą. Wiele z nich chce przerwać to błędne koło ale nie bardzo wiedzą jak i brakuje im motywacji żeby wykonać ten pierwszy i najtrudniejszy krok. Opowiadam im swoją historię ale to trochę za mało. Stąd mój pomysł, aby stworzyć na blogu rubrykę motywacyjną dla takich osób. Pojawiałyby się w niej historie dziewczyn, którym udało się wyjść z nałogu prostowania, ich opowieści o wzlotach i upadkach, momentach zwrotnych na drodze do zdrowych i pięknych włosów. Chciałabym abyście również zdradziły co stało się tym impulsem do zerwania z prostownicą i jak wygląda teraz wasza pielęgnacja. Zdjęcia są jak najbardziej mile widziane. :)
Jestem ciekawa co na ten temat sądzicie i czy podoba wam się ten pomysł.
Jeżeli chcecie być motywacją dla innych dziewczyn i nie ukrywajmy, trochę im pomóc, możecie wysłać swoją historię na adres mirabelka1993@gmail.com. Pod tym adresem odpowiem też na wszystkie nurtujące was pytania.
55

Niedziela dla włosów (14) | olejowanie i nawilżanie

24 sierpnia 2014 46
Niedziela dla włosów (14) | olejowanie i nawilżanie
Cześć dziewczyny. Wiem, że ostatnio zaniedbuję serię Niedziela dla włosów i wpisy pojawiają się  bardzo nieregularnie ale w najbliższym czasie postaram się to jakoś ustabilizować.


W tym tygodniu postanowiłam solidnie dopieścić moje włosy i postawiłam na porządne nawilżenie. Najpierw jednak z samego rana pokryłam je oliwką dla dzieci Babydream. Jak na razie jest to moja ulubiona mieszanka olejów, która zawsze się sprawdza. Skalp naolejowałam olejkiem kokosowym Arabian Almas. Włosy związałam w koczek i tak chodziłam do ok. 17.
 Następnie umyłam je szamponem Love2Mix z białą perłą i nałożyłam nawilżającą maskę aloesową NaturVital. Już widzę, że moje włosy bardzo się z nią lubię, bo sprawdza się świetnie nałożona zarówno przed myciem, jak i tradycyjnie po. Trzymałam ją ok. 15 min pod czepkiem i turbanem. Po spłukaniu na ociekające wodą włosy nałożyłam odżywkę b/s Joanna z lnem i rumiankiem i zaczęłam je lekko ugniatać. Ostatnim krokiem było nałożenie żelu Joanna i ponowne ugniatanie.

Nie miałam ochoty na suszenie dyfuzorem więc zostawiłam je do naturalnego wyschnięcia. Na noc związałam je w warkocz francuski a rano miałam całkiem ładne fale bez żadnego puchu. Nawet deszczowa pogoda tego nie zmieniła. Jedynie baby hair jak zwykle żyją swoim życiem i trochę odstają. Włosy są miękkie, błyszczące i dobrze nawilżone.


Przepraszam za jakość zdjęcia, ale były robione na szybko przed wyjściem i nie miałam czasu na szukanie dobrego światła.
Nie jest to jeszcze ideał ale na pewno bliżej im już do fal niż sterczącego siana. W najbliższym czasie postaram się pokazać wam jak wyglądają po wysuszeniu dyfuzorem.
Postanowiłam też przyłączyć się do akcji organizowanej przez Eter i wziąć się porządnie za zapuszczanie włosów. Zauważyłam, że im są dłuższe tym lepiej widać na nich fale, które próbuję wydobyć. Na razie testuję mieszankę olejku kokosowego, rycynowego, ze słodkich migdałów, ale już rozglądam się za jakąś wcierką. Nie wiem tylko czy na pierwszy raz lepiej wybrać Jantar czy olejek łopianowy GP. Jak znam siebie to pewnie zakupię obie chociaż trochę boję się tej drugiej, bo sporo osób narzeka, że zamiast pomóc tylko pogarsza sprawę. Co o tym myślicie?
46

Fitomed, Mydlnica Lekarska, Łagodny żel do mycia twarzy do cery suchej

22 sierpnia 2014 55
Fitomed, Mydlnica Lekarska, Łagodny żel do mycia twarzy do cery suchej
Dzisiaj recenzja z samego rana, ponieważ w ciągu dnia mam kilka spraw do załatwienie i raczej będę miałam niewiele wolnego czasu. Tym razem chciałabym przedstawić wam przyjemny i delikatny dla cery żel do mycia twarzy marki Fitomed.


Od producenta:

 Właściwości: wytwarza łagodną, swoistą dla mydlnicy lekarskiej pianę.
Działanie: dzięki obecności wyciągów z ziół powszechnie stosowanych w fitoterapii cery suchej i wrażliwej, żel działa oczyszczająco, osłaniająco i wygładzająco.
Polecany przez dermatologów: do mycia cery suchej i wrażliwej, do zmywania makijażu.
Składniki ziołowe: wyciąg z korzenia mydlnicy lekarskiej, korzenia prawoślazu, owsa, ziela nostrzyka, kwiatostanu lipy. 

 

Skład:

Aqua, Saponaria Officinalis Root Extract, Althaea Officinalis Root Extract, Avena Sativa Officinalis Extract, Tilia Cordata Extract, Melilotus Officinalis Extract, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Coco Glucoside, Glycerin, Peg-7 Glyceryl Cocoate, Citric Acid, Parfum, DMDM Hydantoin, Methylisothiazolinone, Methylchloroisothiazolinone.

Cena: 9,50zł / 200ml do kupienia w sklepie internetowym Fitomed

Opakowanie:

Żel otrzymujemy w plastikowej butelce, która poza naklejkami z przodu i z tyłu jest prawie całkowicie przezroczysta. Pozwala to na swobodne kontrolowanie poziomu zużycia produktu. Jedynie zamknięcie jest białe i jest to typowy zatrzask. Opakowanie mogę uznać za bezproblemowe. Łatwo się otwiera, a niewielki otwór dozuje płyn stopniowo więc nie ma obawy że wyleje się za dużo.

Konsystencja i zapach:

Z konsystencją jest tak, że raczej nie jest to żel. Ja nazwałabym go raczej płynem do mycia twarzy. Jest on dość rzadki ale nie na tyle by wylewać się przez palce. Taka postać na pewno odpowiada mi bardziej niż typowe żele, które są często gęste i trudne w użyciu. Kosmetyk ma brązowo-złoty kolor. Zapach jest ziołowy. Dla mnie neutralny i tylko lekko wyczuwalny.

Działanie:

Żel Fitomed to już kolejny kosmetyk tej firmy, który polubiłam. Swoją funkcję spełnia naprawdę wzorowo. Twarz po umyciu nim jest dobrze oczyszczona. Nie pojawia się uczucie ściągnięcia ani zaczerwienienia a to u mnie rzadkość. Zwykle po użyciu drogeryjnych żeli moja twarz płonie żywym ogniem i wymaga natychmiastowego łagodzenia kremami. Tu jest zupełnie inaczej. Powiedziałabym: oczyszczanie bez efektów ubocznych. Dobrze radzi sobie z pozostałościami po makijażu (szczególnie mam tu na myśli resztki tuszu). Jedyna wada jakiej się dopatrzyłam to to, że kiedy kosmetyk dostanie się do oczu powoduje u mnie lekkie szczypanie. Poza tym żel dobrze się pieni i wystarczy naprawdę niewielka ilość aby dokładnie umyć twarz. Dzięki temu jest bardzo wydajny i starcza na długo.
55

Essence, Colour & Go (Lakier do paznokci)

20 sierpnia 2014 62
Essence, Colour & Go (Lakier do paznokci)
Od dłuższego czasu nie pokazywałam na blogu żadnych lakierów, a wszystko przez to, że pracując przy zbiorach owoców po prostu nie mogłam mieć pomalowanych paznokci. Teraz, kiedy sezon już się zakończył chciałabym przedstawić wam mojego nowego ulubieńca - lakier Essence Colour & Go.


Od producenta:

 Nowa generacja:
- 44 nowe trendy kolory,
- żelowy efekt,
- ultra szybkoschnąca formuła,
- wyjątkowo trwałe,
- perfekcyjne krycie.

Cena: 7zł / 8ml


Opakowanie:

Lakier mieści się w szklanej, przezroczystej buteleczce zwężanej ku górze. Pędzelek jest szeroki i kształtem przypomina łopatkę. Jest poręczny i maluje się nim bardzo precyzyjnie.


Moja opinia:

Lakier od początku oczarował mnie kolorem. Jest to trafiona mieszanina 3 barw: różu, czerwieni i pomarańczy. Idealnie wpasowuje się w moje upodobania. Gruby i szeroki pędzelek precyzyjnie rozprowadza lakier, nie pozostawiając smug. Lakier jest gęsty i z braku czasu można zadowolić się jedną warstwą, która kryje naprawdę przyzwoicie. Jeżeli jednak zależy wam na intensywnym kolorze warto się poświęcić i dołożyć jeszcze jedną warstwę. Wtedy efekt jest naprawdę zachwycający. Niestety poza zaletami lakier ma też wadę. Mianowicie schnie naprawdę długo, co jest dosyć uciążliwe a dla osoby tak niecierpliwej jak ja momentami wręcz denerwujące. Utrzymuje się na moich paznokciach podobnie jak większość lakierów czyli średnio 2-3 dni w zależności od tego czym się w ciągu dnia zajmuję. Po tym czasie zaczynają pojawiać się pierwsze odpryski. Mimo pewnych niedogodności lakier ten naprawdę polubiłam i chyba zacznę częściej sięgać po Essence.

62

Odżywki bez spłukaniu | jak i po co ich używać

18 sierpnia 2014 55
Odżywki bez spłukaniu | jak i po co ich używać
Odżywki bez spłukiwania to kosmetyki często niedoceniane. Zazwyczaj w trakcie włosowej pielęgnacji pamiętamy o odżywkach do spłukiwania i maskach ale na tym przeważnie koniec. I to niestety błąd, ponieważ kosmetyki b/s też pełnią ważne funkcje. Jakie?


Przede wszystkim ułatwiają rozczesywanie włosów, co jest rzeczą bardzo ważną u osób, które mają problem z plączącymi się strąkami. U prostowłosych dodatkowo mogą wygładzić i zapewnić piękną, błyszczącą taflę. Kręconowłose natomiast często traktują je jako stylizator, który podkreśla skręt i dyscyplinuje fale i loki. Ja osobiście odżywki b/s używam pod żel do stylizacji. Dzięki temu po wysuszeniu włosy nie są sklejone, lecz miękkie i puszyste.
Dodatkową zaletą produktów b/s jest to, że są doskonałą bronią w walce z puszącymi się kosmykami. Po ich użyciu włosy są ujarzmione i posłuszne, ponieważ zatrzymane zostało w nich nawilżenie. Należy tylko uważać na kosmetyki z humektantami, które niestety mogą potęgować puszenie.
Ostatnie co na chwilę obecną przychodzi mi do głowy, to fakt, że odżywki b/s stanowią dodatkowe zabezpieczenie włosów przed urazami mechanicznymi i czynnikami zewnętrznymi. Niektóre z nich, szczególnie te w sprayu posiadają filtry UV, które dodatkowo chronią włosy przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych.

Skoro odżywki b/s mają tyle zalet to dlaczego więc tak często z nich rezygnujemy?


Powodów może być kilka m.in. odżywka źle dobrana do typu naszych włosów. Podobnie jak w przypadku tych tradycyjnych masek i odżywek, tak i wśród tych b/s znajdą się buble, więc nie warto za szybko się zniechęcać i odrzucać tego typu produktów.

Inny problem może powodować nieumiejętne użycie tego kosmetyku. Odżywki b/s w zależności od rodzaju włosów nakładamy od ucha w dół, lub tylko na końce. Nigdy nie stosujemy ich na skalp, ponieważ wtedy przetłuszczone włosy mamy jak w banku.

Również ilość jaką nakładamy ma znaczenie. W przypadku cienkich, delikatnych włosów, które łatwo obciążyć lepiej nałożyć mniej (ok. kropli) i ewentualnie potem dołożyć, niż przesadzić i zaliczyć przyklap. W przypadku moich fal obciążenie jest czymś praktycznie niemożliwym i chłoną one zdecydowanie większą porcję. Tutaj jednak nie mogę wam za wiele doradzić. Musicie same poszukać ilości optymalnej dla waszych włosów.

Na chwilę obecną używam zamiennie dwóch odżywek b/s. Jedna z nich to Argan Star, o której pisałam w ostatnim poście, a druga to znana pewnie większości Joanna Naturia z lnem i rumiankiem. Joannę mam od niedawna, więc jeszcze nie wyrobiłam sobie zdania, ale za jakiś czas na pewno napiszę jak się sprawuje.

Używacie odżywek b/s? Jakie są wasze ulubione?
55

Biphaser Argan Star, dwufazowa odżywka bez spłukiwania

16 sierpnia 2014 55
Biphaser Argan Star, dwufazowa odżywka bez spłukiwania
 Przez dwa ostatnie dni trochę mnie tu mało było ale byłam naprawdę zalatana, a wczoraj dodatkowo miałam urodziny i tak jakoś wyszło, że blogowanie zeszło na dalszy plan. Dzisiaj jednak już jestem i przez weekend wszystko nadrobię. Na początek mam dla was recenzję świetnej odżywki dwufazowej Argan Star. Cztery z was już mają ją w swoich domach, dzięki wygranej w moim rozdaniu ale myślę, że i pozostałe uda mi się zachęcić do zakupu.


Od producenta: 

Nawilża, rozplątuje i chroni włosy bez obciążania. Dzięki specjalnie zrównoważonej i lekkiej formule otula włosy nadając im ton, objętość i połysk. Zawiera olej arganowy i białka keratynowe, co gwarantuje odbudowę struktury włosa, wyrównanie porowatości i odżywienie. Włosy łatwiej się rozczesują i piękniej się prezentują.
Sposób użycia: Po umyciu osusz włosy, spryskaj na całej długości i końcówki. Wmasuj delikatnie. Nie spłukuj. Wstrząsnąć przed użyciem.
Pojemność: 200ml
Przeznaczenie: do wszystkich rodzajów włosów 
 

Cena: 21,50zł do kupienia w Ambasadzie Piękna

Skład:
Aqua, Cyclopentasiloxane (silikon lotny), Polyquaternium 16 (ma podobne właściwości do silikonów, może się nadbudowywać), Argania Spinosa Kernel Oil (olej arganowy), Hydrolyzed keratin (keratyna hydrolizydowa), PEG-40 Hydrogenated  Castor Oil (Substancja odtłuszczająca usuwająca zanieczyszczenia tłuszczowe z powierzchni skóry), Panthenol (pantenol), Propylene Glycol (humektant), Trimethylsilylamodimethicone (emolient suchy), Phenyl Trimethicone (silikon łatwo usuwalny delikatnym szamponem), Polyquaternium 11 (może się nadbudowywać podobnie jak silikony), C11-15 Pareth-5 (emulgator aktywnie myjący, odpowiedzialny za gruntowne oczyszczanie skóry i włosów), C11-15 Pareth-9 (substancja aktywnie myjąca), Parfum (zapach), Citric Acid (zwiększa trwałość kosmetyku), Benzyl Alcohol (substancja konserwująca, regulator kwasowości), Hexyl Cinnamal (zapach), Linalool (zapach), Polyamide-2, Limonene (zapach), Geraniol (zapach),Coumarin (zapach), Citronellol (zapach), C.I. 19140 (barwnik rozpuszczalny w wodzie, substancja silnie alergizująca), Methylchloroisothiazolinone (konserwant), C.I.14700 (barwnik kosmetyczny), Methylisothiazolinone (konserwant), C.I. 42090 (barwnik kosmetyczny).

Opakowanie:

Odżywka znajduje się w plastikowej, przezroczystej butelce. Całość utrzymana jest w złoto-czarnej kolorystyce. Buteleczka posiada wygodny atomizer dzięki czemu po zużyciu mogę ją wykorzystać do produkcji i przechowywania domowych psikadeł. Spryskiwacz czasami lubi się zacinać ale nie na tyle często bym mogła to uznać za znaczącą wadę.

Konsystencja i zapach:

W butelce odżywka ma postać płynu ale po rozpyleniu na włosy przybiera formę lekkiej mgiełki. W opakowaniu wyraźnie widoczne są dwie warstwy: biała i złota, które po wymieszaniu tworzą jednolitą mleczno-miodową całość. Zapach jest bardzo przyjemny. Lekko słodkawy ale nie nachalny. Dosyć długo utrzymuje się na włosach. Niestety tylko w sytuacji, gdy nie używamy potem innych środków do stylizacji.

Działanie:

Odżywki dwufazowej używałam przez ponad miesiąc po prawie każdym myciu więc mam już wyrobione zdanie. Przez długi czas kosmetyki b/s nie były moimi przyjaciółmi ale teraz nie wyobrażam sobie bez nich życia. Sprayem Argan Star dość obficie spryskiwałam włosy po umyciu i spłukaniu odżywki lub maski. Następnie lekko wmasowywałam go w kosmyki i pozostawiałam je do naturalnego wyschnięcia. Efekty po zaskoczyły mnie samą. Włosy po użyciu tej dwufazówki są niesamowicie miękkie i pięknie pachną. Do tego mgiełka doskonale podkreśla mi skręt co jak mniemam jest zasługą keratyny. Po jej zastosowaniu same pojawiają mi się ruloniki. Jedyny minus jaki dostrzegłam to fakt, że dla moich gęstych i lubiących się puszyć włosów odżywka ta jest jednak trochę za lekka i nie zawsze udaje jej się ujarzmić moje fale. Mimo wszystko bardzo ją polubiłam.

Kosmetyku razem ze mną używała też ciocia - posiadacza kompletnie innych niż moje - prostych, rozjaśnianych i średnioporowatych włosów. U niej również odżywka Argan Star zrobiła furorę, ponieważ ułatwiła stylizację, która w tym przypadku opiera się na suszeniu włosów na grubej szczotce. Czesadełko sunęło po nich jak po maśle i dodatkowo wygładzało kosmyki.


Myślę, że jedynymi osobami, które nie polubią się z tą mgiełką będą kategoryczne przeciwniczki silikonów w kosmetykach. Ja akurat do nich nie należę, bo uświadomiłam sobie, że ich całkowita eliminacja wcale nie służy moim włosom. Oczywiście należy pamiętać o regularnym oczyszczaniu, aby silikony nie zdołały się nadbudować a wtedy nie wyrządzą nam żadnej wielkiej krzywdy.
55

Ferity, Style Pen Nail Polish Remover (Pachnący zmywacz do paznokci w płatkach)

14 sierpnia 2014 56
Ferity, Style Pen Nail Polish Remover (Pachnący zmywacz do paznokci w płatkach)
Cześć dziewczyny. Dzisiaj post na szybko, ponieważ jutro mam urodziny a przede mną jeszcze masa przygotowań. Jak ten czas leci. To już 21 lat. Znalazłam jednak chwilę aby opowiedzieć wam co nieco na temat ciekawego produktu jakim jest zmywacz do paznokci w płatkach.


Od producenta:

Perfumowany zmywacz w płatkach, bez acetonu, wygodny w użyciu.
Zapachy: waniliowy, pomarańczowy, truskawkowy, cytrynowy, jagodowy, kokosowy.



Skład:

Propylene Carbonate, Water, Fragrance.

Cena: 5zł / 32szt. do kupienia w Biedronce, Hebe i niektórych drogeriach internetowych

Opakowanie:

Płatki nasączone zmywaczem są bardzo cieniutkie, prawie prześwitujące. Wykonane zostały z delikatnej tkaniny. Zamknięte zostały w niewielkim, okrągłym pudełeczku. Grafika jest minimalistyczna, ale przyjemna dla oka.

Moja opinia:

Zmywacz w takiej formie jest moim zdaniem idealnym rozwiązaniem w trakcie podróży. Nie musimy zabierać buteleczek, które w każdej chwili mogą się odkręcić i zapaskudzić nam bagaż. Tutaj mamy zapewnione pełne bezpieczeństwo. Płatki są mocno nasączone, na początku wręcz mokre.


Nie wiem dlaczego ale dla mnie są trochę problematyczne w użyciu. Nienajgorzej radzą sobie ze zmyciem lakieru ale tego zwykłego. Piaski są już sporym problemem. W trakcie zmywanie ciemniejszych kolorów trzeba zużyć naprawdę sporo płatków przez co takie pudełeczko jest mało wydajne. Płatki pozostawiają po sobie tłustą, oleistą powłokę co sprawia wrażenie że dodatkowo pielęgnujemy paznokcie. Duży plus za ładny, jagodowy zapach.
Zmywacz w płatkach to fajna opcja na podróż. Na co dzień jednak zdecydowanie opowiadam się za tradycyjnymi buteleczkami i wacikami. Taki gadżet mam jednak w swojej torebce, bo może się przydać w sytuacjach kryzysowych.
56

Blogi kosmetyczne i urodowe, które chętnie odwiedzam cz. II.

12 sierpnia 2014 45
Blogi kosmetyczne i urodowe, które chętnie odwiedzam cz. II.
Cześć dziewczyny. Dzisiaj chciałabym pokazać kolejne blogi, które lubię i z przyjemnością odwiedzam. Pierwszą część znajdziecie TUTAJ a teraz pora na ciąg dalszy.

1. Agu blog.

Strona, którą znam od dawna ale dopiero kilka miesięcy temu wciągnęłam się i dokładnie ją przewertowałam. Zawiera ciekawe treści nie tylko o tematyce kosmetycznej i przepiękne zdjęcia, od których nie mogę oderwać oczu. Agata - autorka jest niesamowicie pomocną i sympatyczną osobą.

2. Idalia blog.

 Myślę, że niewiele jest osób, które nie znają tego bloga. Autorka ujęła mnie cudowną taflą gładkich włosów i fajnie pisanymi recenzjami. Znajdziecie tu zarówno porady urodowe jak i wiele innych wartych uwagi postów.

3. Włosowo- kosmetycznie- jedzeniowo.


Na bloga Kasi trafiłam głównie przez pierwszy człon nazwy czyli "włosowo". Im bardziej zagłębiam się w treść postów tym bardziej mam wrażenie, że Kasia jest moją włosową siostrą. Podobne rzeczy się u nas sprawdzają, a kosmyki autorki po wysuszeniu na prosto wyglądają prawie identycznie jak moje. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się uzyskać tak piękne loki jak ma Kasia.

4. Włosy na emigracji.


Kolejny typowo włosowy blog. Dzięki akcji zorganizowanej przez Ewę poznałam naprawdę sporo sposobów na bezinwazyjne zakręcanie włosów. Teraz powoli wypróbowuję je na sobie. Fale Ewci są moim niedoścignionym ideałem i mogę podziwiać je na okrągło.

5. Kosmetyki Pani Domu.



Blog dziewczyny, która podobnie jak ja należy do grona podlaskich blogerek. Niestety ciągle jeszcze nie udało nam się spotkać osobiście ( głównie z mojego powodu). Ola pisze świetne, szczegółowe recenzje i nie boi się skrytykować produktu jeśli okaże się on totalnym bublem. Cenię ją właśnie za tą rzetelność i stosunek do czytelnika.

Na dzisiaj to tyle. Za jakiś czas pokażę wam kolejną piątkę moich ulubieńców.

Znacie te blogi? A może polecicie mi inne ciekawe strony?
45

Niedziela dla włosów (13) | kremowanie włosów

10 sierpnia 2014 60
Niedziela dla włosów (13) | kremowanie włosów
Po tygodniowej przerwie dziś wraca na bloga kolejna Niedziela dla włosów. Upały w zaszłą niedzielę tak mnie rozleniwiły, że nie miałam ochoty na żadne skomplikowane zabiegi. Wczoraj więc postanowiłam to nadrobić i zdecydowałam się wypróbować kremowanie włosów.
Dla tych, którzy nie wiedzą wyjaśniam, że jest to metoda alternatywna dla olejowania, tyle że zamiast oleju na włosy nakładamy krem do rąk, krem do twarzy lub balsam do ciała. Ważne jest tylko aby wybrać kosmetyk o jak najbogatszym składzie. Ja postawiłam na czekoladowy balsam do ciała Fruttini, który zachwycił mnie swoim działaniem na skórę i strasznie mnie ciekawiło czy równie dobrze sprawdzi się na włosach. Jest on dosyć rzadki więc bez problemów rozprowadza się na włosach, a wysoko w składzie znajdziemy m.in. glicerynę, masło kakaowe i pantenol.


Zanim jednak przeszłam do kremowania w skalp wmasowałam olejek kokosowy. Jest on wzbogacony także olejkiem rycynowym i oliwą z oliwek i trochę liczę, że pobudzi moje cebulki do wzrostu i zahamuje wypadanie. Zobaczymy za jakiś czas czy coś z tego będzie.
Następnie zabrałam się do kremowania. Włosy niezbyt obficie pokryłam balsamem Fruttini. Pierwszy raz robię taki eksperyment i trochę się bałam nałożyć za dużo. Włosy związałam w luźny koczek i tak chodziłam przez jakieś ponad 3 godziny. Następnie umyłam je moim ulubionym szamponem Love2Mix i nałożyłam maskę Pilomax Henna WAX do włosów ciemnych na ok.15 min pod czepek i turban. Ostatnie płukanie wykonałam chłodną wodą a końcówki zabezpieczyłam serum Bioelixire Argan Oil.
Z niecierpliwością czekałam aż włosy wyschną. Miałam dziwne przeczucie, że z każdą minutą tworzy się coraz większy puch ale uparcie nie podeszłam do lustra zanim pukle nie były całkowicie suche. Moje obawy były bezpodstawne i wielkie było moje zdumienie kiedy wreszcie obejrzałam włosy i okazało się, że są idealnie wygładzone a o żadnym puchu nie ma nawet mowy. Poza tym kosmyki zostały widocznie nawilżone, stały się mięciutkie i zdyscyplinowane. Na noc związałam je w warkocz francuski dzięki czemu rano miałam ładne, delikatne fale, których nie zepsuł nawet poranny spacer do kościoła.

Jestem niezmiernie zadowolona, że w końcu uległam i wypróbowałam kremowanie bo moje włosy pokochały taką formę pielęgnacji i odwdzięczyły się ładnym wyglądem. Na pewno włączę kremowanie na stałe do mojego włosowego spa.

Przy okazji zapraszam was także do śledzenia mnie na Instagramie:

60

Fitomed, Tonizujący płyn oczarowy o zapachu kwiatu pomarańczy do cery tłustej i mieszanej

8 sierpnia 2014 37
Fitomed, Tonizujący płyn oczarowy o zapachu kwiatu pomarańczy do cery tłustej i mieszanej
Fitomed to firma, do której przez długi czas podchodziłam z dystansem. Wydawało mi się, że kosmetyki ziołowe to nie dla mnie a ich zapach kojarzył mi się z wszystkim co najgorsze. Postanowiłam jednak stawić czoło tym obawom i niesamowicie się cieszę, bo jak na razie prawie wszystkie produkty tej marki sprawdzają się u mnie rewelacyjnie. Podobnie jest i tym razem, chociaż z małym wyjątkiem.


Od producenta:

Składniki naturalne: hydrolat oczarowy Ecocert (30%), olejek neroli.
Właściwości i działanie: woda aromatyczna z liści oczaru (hydrolat Ecocert) jest znakomitym środkiem do odświeżania i oczyszczania skóry tłustej i mieszanej. Liście oczaru zawierają do 12% garbników oraz flawonoidy. Zespół tych związków uszczelnia ściany naczyń włosowatych, obkurcza je, zmniejsza zaczerwienie twarzy i objawy naczynkowe. Płyn o niezwykle świeżym zapachu łagodnie ściąga rozszerzone pory, rozjaśnia i tonizuje skórę. Orzeźwiający zapach kwiatu pomarańczy (neroli) działa orzeźwiająco i stymulująco na umysł. 


Skład:

Aqua, Hamamelis Virginiana (Organic Witch Hazel Distillate), Gliceryn, Panthenol, Allantoin, Peg-40 Hydrogenated Oil, Neroli (Fragrance), C.I.15985, DMDM Hydantoin, Methylchloroisothiazolinone (and) Methylisothiazolinone.

Cena: 12zł / 250ml

Opakowanie:

Płyn umieszczony jest w plastikowej, przezroczystej butelce z atomizerem. Podoba mi się ta opcja, ponieważ mogę ją potem wykorzystać do własnych celów, np. do tworzenia domowych mgiełek i innych mieszanek. Spryskiwacz czasami się zacina ale jest to bardzo rzadkie zjawisko. Zazwyczaj funkcjonuje bez zarzutu.

Konsystencja i zapach:

Płyn jak płyn i o konsystencji za wiele pisać nie będę. Praktycznie nie różni się od wody niczym poza kolorem. Jest on bowiem lekko pomarańczowy. Zapach nie przypomina typowej pomarańczy. Jest trochę ziołowy, lekko kwiatowy i świeży. Przebija się przez niego nuta goryczy, która nie wszystkim będzie odpowiadać. Mi akurat przypadła do gustu.

Działanie:

Płynu oczarowego Fitomed używam głównie jako toniku do twarzy. Sprawdza się w tej roli naprawdę fajnie. Można go dozować na wacik lub pryskać  bezpośrednio na twarz. Ja zwykle wybieram pierwszą opcję. Kosmetyk odświeża i oczyszcza cerę przygotowując ją na dalsze zabiegi pielęgnacyjne. Skóra po jego zastosowaniu nie jest ani ściągnięta ani tym bardziej przesuszona. Produkt daje też radę jako mgiełka odświeżająca do całego ciała. Jedynie na włosach się nie sprawdził. Wykorzystałam go rano do reanimacji skrętu ale pozostawił po sobie jedynie puch. W sumie mnie to nie dziwi, bo moje włosy za ziółkami nie przepadają i mało jest takich, które nie powodują na mojej głowie spustoszenia. Mimo to polubiłam ten płyn, bo to ciekawy, wielozadaniowy kosmetyk. Nie pobije co prawda w pielęgnacji twarzy toniku z lukrecją gładką Fitomed, bo jest on bezkonkurencyjny, ale może być całkiem niezłym nr. 2.
37

Lipiec miesiącem picia pokrzywy | podsumowanie akcji

4 sierpnia 2014 64
Lipiec miesiącem picia pokrzywy | podsumowanie akcji
Witajcie kochane. Żar leje się z nieba. Ledwie wróciłam do domu po kilku godzinach praktyk i czuję się padnięta. Ostatnio doba jest dla mnie za krótka i dopiero dzisiaj zorientowałam się że mamy już sierpień. Najwyższa pora więc opowiedzieć wam trochę o efektach mojej miesięcznej akcji picia pokrzywy. Udało mi się wytrwać w postanowieniu i przez miesiąc piłam regularnie 1 szklaneczkę herbatki z pokrzywy. W pewnym momencie tak się do niej przyzwyczaiłam, że stała się ona nieodłącznym elementem mojego dnia.


Efekty jakie osiągnęłam po miesiącu kuracji są naprawdę zadowalające. Przede wszystkim:
- Włosy naprawdę wystrzeliły i urosły prawie 3 cm w ciągu miesiąca. Było to dla mnie duże zaskoczenie ale i ogromna radość. Liczyłam najwyżej na 2 cm a tu taka niespodzianka.
- Niestety włosy nie stały się wcale mocniejsze a wypadanie nie zmniejszyło się. Trochę nad tym ubolewam ale najwidoczniej będę musiała poszukać innego środka, który sobie z tym poradzi.
- Widocznie poprawiła mi się cera. Miałam to szczęście, że nie pojawił się żaden wysyp przed, którym mnie ostrzegano. Za to buzia z dnia na dzień stawała się bardziej promienna i gładka. Zaskórniki stały się dużo mniej widoczne.
- Zyskały też paznokcie, które zrobiły się twarde i przestały się w końcu łamać. Dużo szybciej też rosną. Muszę je skracać praktycznie co tydzień.
- Zdecydowanie lepiej się czuję. Mam więcej siły i energii do działania.

To chyba wszystko co udało mi się na chwilę obecną zaobserwować. Jestem zadowolona z efektów, które udało mi się osiągnąć i zamierzam kontynuować kurację pokrzywową także w sierpniu.
64

Dermacol After Sun żel chłodzący po opalaniu

2 sierpnia 2014 39
Dermacol After Sun żel chłodzący po opalaniu
Cześć dziewczyny. Lato w pełni, upały dają nieźle popalić, chcąc nie chcąc promienie słońca nas dosięgają. Szczególnie w moim przypadku jest to uciążliwe, ponieważ całymi dniami pracuję na powietrzu. Kremy z filtrem to podstawa ale i tak przytrafiło mi się delikatne poparzenie słoneczne. W takiej sytuacji sięgam zwykle po żel chłodzący i dziś będzie właśnie o takim jednym. Niestety do ideału mu bardzo daleko.


Skład:

 

Cena: ok. 14zł do kupienia na iperfumy.pl

Opakowanie:

Żel umieszczony jest w plastikowej tubce zamykanej na zatrzask. Opakowanie jest solidne i utrzymane w dosyć stonowanej kolorystyce. Zamknięcie otwiera się bez problemów, nie zacina się.


Konsystencja i zapach:

Kosmetyk jak sama nazwać wskazuje ma konsystencję żelu. Jest on gęsty i kleisty. Sprawia czasami problemy przy rozprowadzeniu na ciele. W zapachu niestety dosyć intensywnie przebija alkohol. Jedne spojrzenie na skład i już wiem z czego to wynika. Alcohol denat mamy na 3 miejscu.


Działanie:

Żel ten zamówiłam przez internet i były to niestety pieniądze wyrzucone w błoto. Kosmetyk kompletnie nie spełnia swojej podstawowej funkcji. Nie łagodzi skóry po opalaniu. Efekt chłodzący niby jest ale tak jakby go nie było, ponieważ utrzymuje się dosłownie przez kilka sekund. Nie czuję żadnej ulgi po jego użyciu, tylko lepką warstwę na skórze, która dodatkowo wprawia w irytację. Kosmetyk podobno ma też nawilżać, ale skoro tak to po licho wsadzili do tego składu Alkohol denat i to tak wysoko. Więcej z niego szkody niż pożytku. Dla mnie żel Dermacol to typowy bubel, który zapewne trafi do kosza nawet nie sięgając dna. Jeżeli szukacie ukojenia dla swojej skóry po opalaniu to polecam żel chłodzący Ziaji, który akurat jest godny uwagi i naprawdę daje radę. Ewentualnie zostaje smarowanie kefirem. Lepsze to niż bezsensowne wydawanie pieniędzy.

Na koniec chciałabym was również poinformować, że od kilku dni jestem dostępna także na Instagramie.
http://instagram.com/mirabelka_20

Sporo osób narzeka, że na blogu piszę niewiele o sobie, a teraz będziecie mogły śledzić mnie bardziej prywatnie. Wystarczy kliknąć na ikonkę powyżej lub widget Instagramu na pasku bocznym, aby przenieść się do mojego profilu. Zapraszam do obserwacji.
39
Copyright © 2016 W-SEKRECIE.PL