×

Rossmann, Alterra, Haarkur Granatapfel & Aloe Vera (Maska nawilżająca do włosów suchych i zniszczonych `Granat i aloes`)

30 czerwca 2014 62
Rossmann, Alterra, Haarkur Granatapfel & Aloe Vera (Maska nawilżająca do włosów suchych i zniszczonych `Granat i aloes`)
Cześć dziewczyny. Zastanawiałam się o czym dziś napisać. Niedzieli dla włosów w tym tygodniu niestety znowu nie przygotowałam. Obiecuję, że za tydzień już się poprawię. Myślałam nad recenzją i ostatecznie mój wybór padł na maskę Alterra granat i aloes. Mam ją już od dawna ale zwlekałam z recenzją. Wiele dziewczyn wychwala ją pod niebiosa. A jak sprawdziła się u mnie? Przekonajcie się same.


Od producenta:

Każde włosy zasługują na indywidualną pielęgnację. Do produkcji maski nawilżającej do włosów Alterra zastosowaliśmy specjalnie dobrane składniki najwyższej jakości:
wartościowa kompozycja pielęgnująca z wyciągami z aloesu*, granatu* i kwiatów akacji* dodatkowo pielęgnuje włosy, nawilża je i dostarcza włosom zniszczonym nowej energii.
*z kontrolowanej biologicznej uprawy.


Skład:

 Aqua, Alcohol*, Cetearyl Alcohol, Stearamidopropyl Dimethylamine, Glycerin, Glycine Soja Oil*, Sodium Lactate, Punica Granatum Seed Oil*, Butyrospermum Parkii Butter*, Carthamus Tinctorius Oil*, Ricinus Communis Oil*, Punica Granatum Extract*, Aloe Barbadensis Extract*, Acacia Farnesiana Extrakt*, Panthenol, Panthenyl Ethyl Ether, Lauroyl Sarcosine, Hydroxyethylcellulose, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Ascorbyl Palmitate, Parfum**, Linalool**, Limonene**, Geraniol**, Citronelloll**, Citral**.

* składniki pochodzące z upraw ekologicznych
** naturalne olejki eteryczne


Cena: ok 9 zł/150 ml do kupienia tylko w Rossmanie

Opakowanie:

Maska znajduje się w miękkiej tubce. Posiada zamknięcie na zatrzask, które otwiera się jednak na tyle lekko, że nie ma obaw o to, że połamiemy sobie paznokcie. Opakowanie utrzymane jest w bardzo ładnej zielono-czerwonej kolorystyce, który szybko przyciągnęła moją uwagę na drogeryjnych pułkach.


Konsystencja i zapach:

Maska, jak na maskę, jest moim zdaniem trochę rzadka. Ma tępą konsystencję, którą dość trudno rozprowadza mi się na włosach. Zapach jest bardzo przyjemny. Faktycznie ma w sobie coś z aloesu, chociaż do tego prawdziwego, z doniczki jeszcze mu daleko. Fajnie by było gdyby dłużej utrzymywał się na włosach. Niestety bardzo szybko się ulatnia.


Działanie:

Patrząc na skład spodziewałam się naprawdę dobrego działania. Bardzo wysoko jest umieszczona gliceryna, olej sojowy, olej z pestek granatu, masło shea, olej rycynowy, słonecznikowy, z nasion krokosza barwierskiego. Znajdziemy w nich również pantenol, sok z liści aloesu, oraz naprawdę dużo ekstraktów roślinnych. Niestety tym razem (w przypadku moich włosów) dobry skład nie idzie w parze, z równie dobrym efektem. Próbowałam nakładać tą maskę na naprawdę różne sposoby, w różnych ilościach i w różnych kombinacjach czasowych. Po pierwszej aplikacji efekty były zadowalające. Włosy sypkie, mięsiste. Niestety z każdym kolejnym użyciem było tylko gorzej. Włosy po tej masce robiły się sianowate, potwornie się puszyły. Maska zamiast je nawilżać dodatkowo je przesuszała. Długo szukałam winowajcy takiej sytuacji i jest to najprawdopodobniej alkohol na drugim miejscu w składzie, z którym moje kosmetyki po prostu się nie lubią. Wiem, że maska ma wiele swoich zwolenniczek dlatego na pewno nie będę odradzała wam zakupu. W promocji można ją dorwać nawet za 5 zł więc myślę, że spokojnie można ją kupić i przekonać się jak sprawdzi się na waszych włosach. U mnie już więcej nie zagości.
62

Lipiec miesiącem picia pokrzywy.

28 czerwca 2014 58
Lipiec miesiącem picia pokrzywy.
Cześć dziewczyny. Wiem, że lipiec zaczyna się dopiero we wtorek ale ja już teraz postanowiłam stworzyć plan na ten miesiąc. Jako, że są wakacje i mam więcej czasu dla siebie postanowiłam go należycie spożytkować i odpowiednio zadbać o swoje zdrowie i urodę. Na początek postanowiłam zacząć regularnie pić herbatkę z pokrzywy. Nie wymaga to wysiłku, a z tego co czytałam i słyszałam efekty daje naprawdę świetne.


Dlaczego warto zainteresować się tym napojem?

1. Pokrzywa doskonale wpływa na nasze włosy. Nadaje im blasku, wzmacnia je, przyspiesza wzrost a także zmniejsza wypadanie - czyli robi wszystko to czego moja czupryna teraz potrzebuje.
2. Poprawia stan paznokci i skóry ( chociaż początkowo może pojawić się wysyp krostek)
3. Oczyszcza organizm z toksyn i wspomaga przemianę materii.

Pokrzywa zawiera:

- wapń, fosfor, żelazo, siarkę, potas, potas, jod, sód
- witaminy: A, K, B2, C

Pokrzywa jest moczopędna więc należy pamiętać o uzupełnianiu niedoboru płynów.

 

Jaką pokrzywę wybrać?

Najlepszym rozwiązaniem byłoby picie suszonej pokrzywy z własnych zbiorów lub ze sklepu zielarskiego ale jeżeli nie macie takiej możliwości spokojnie można wybrać tą w saszetkach. Ma ona trochę gorsze działanie ale i tak jest bardzo skuteczna. Ja właśnie na taką zdecydowałam się na początek. Bez problemu możecie dostać ją w każdej aptece.

Saszetkę z herbatką zalewamy gorącą wodą i zostawiamy pod przykryciem na ok.10 min aby mogła się zaparzyć.

Ja piję jeden kubeczek takiej herbatki dziennie, ale możecie oczywiście zwiększyć tę porcję. Herbatka ma specyficzny smak, ale akurat dla mnie bardzo smakuje szczególnie kiedy jest jeszcze ciepła. Jeżeli smak wam nie odpowiada możecie dodać do niej np. soku z malin (dla mnie taka mieszanka jednak nie smakuje).

Na koniec wrzucam wam Pokrzywowy Hymn, który jakiś czas temu znalazłam na wizażu i zapisałam sobie aby kiedyś wykorzystać go jako motywację.

„Ja – Wizażanka
Obiecuję od samego ranka
Wlewać pokrzywkę do dzioba
By być piękna i młoda.
By cera ma promieniała,
Sylwetka blask oddawała,
By włosy gęste i lśniące
Ciągle były pachnące.
Bym przyciągała każdego
Co chce mi powiedzieć coś miłego.
Od dzisiaj pokrzywkę wychwalam pod niebiosa
Działaj pokrzywo, od stóp do czubka nosa!”

Jestem niesamowicie ciekawa jakie efekty da u mnie taka kuracja. Mam nadzieję że uda mi się pić ten napój systematycznie i za miesiąc będę wam mogła opowiedzieć nieco więcej na temat pokrzywy i jej wpływu na włosy i skórę.

Piłyście kiedyś pokrzywę? Jakie efekty uzyskałyście? A może jest ktoś chętny, żeby przyłączyć się do mnie?
58

Mgiełka do ciała Bath&Body Works Warm Vanilla Sugar

26 czerwca 2014 54
Mgiełka do ciała Bath&Body Works Warm Vanilla Sugar
Cześć dziewczyny. Dzisiaj wpis krótki, bo wybrałam kosmetyk nad którym nie ma co się zbyt wiele rozwodzić. Dawno nie opisywałam wam żadnego zapachu, bo od dawna jestem wierna mojej ukochanej wodzie toaletowej Sensuelle od Avon. Jakiś czas temu jednak wpadła w moje ręce mgiełka do ciała B&BW, o której chciałabym wam trochę opowiedzieć.



Opakowanie:

Niewielkich rozmiarów buteleczka, która bez problemu zmieści się w damskiej torebce. Jest ona przezroczysta, co pozwala kontrolować zużycie. Posiada wygodny atomizer, który nie zacina się i dozuje odpowiednią ilość kosmetyku. Nie rozpryskuje go na wszystkie strony ale kieruje w wybrane przez nas miejsce.


Zapach:

Kosmetyki B&BW nieustannie zachwycają mnie swoimi zapachami. Ta mgiełka bez wątpienia przypadnie do gustu miłośniczkom słodkości. Zapach do złudzenia przypomina waniliowe ciasteczka wyjęte prosto z piekarnika. Jest dosyć intensywny ale nie duszący. Z powodzeniem zabija wszystkie inne zapachy. Kiedy rano spryskam się nią w łazience, słodka woń jest wyczuwalna w domu jeszcze w ciągu dnia. Wielokrotnie wykorzystywałam ją jako odświeżacz powietrza, bo doskonale maskuje nawet nieprzyjemny zapach po krojeniu cebuli, czy używaniu octu. Świetnie sprawdza się na spotkaniach przy grillu czy ognisku, bo nie wiem czy wiecie ale wanilia skutecznie odstrasza komary. Wiem, że ulubiony zapach to kwestia indywidualna i o ile jedne z was na pewno go pokochają, to dla innych może być za słodki i zbyt intensywny.
54

Gel Lotion Mandarynka + Mango BCLSpa

24 czerwca 2014 40
Gel Lotion Mandarynka + Mango BCLSpa
Cześć. Blogger od wczoraj znowu próbuje utrudnić mi życie i na liście czytelniczej pojawia mi się tylko jeden blog. Z tego jednak co wiem, nie tylko ja mam taki problem ale mam nadzieję że niebawem wszystko wróci do normy. dzisiaj przygotowałam dla was recenzję kosmetyku, który oczarował mnie od pierwszego użycia. Jest to żelowy lotion do ciała, który miałam okazję testować dzięki uprzejmości firmy BCL Spa.


Od producenta:

Ten lekki balsam w żelu z technologią „suchego dotyku” przywraca skórze jedwabistą gładkość  błyskawicznie się wchłaniając. Wysycha w mniej niż 2 minuty i utrzymuje do 24 godzin nawilżenia. BCL SPA Lotion Gel dostarcza więcej nawilżenia niż tradycyjne balsamy do ciała, zachowując istotę odżywienia i regeneracji skóry całego ciała. Dlaczego jest najlepszy? nawilża skórę o wiele bardziej skutecznie niż tradycyjne lotiony błyskawicznie wnika w skórę, pozostawiając ją miękką i gładką odbudowuje i pielęgnuje komórki całego ciała poprzez ekstrakty roślinne bogate w antyoksydanty rozjaśnia przebarwienia łagodzi wrażliwą skórę nawilża i wygładza nawet bardzo suchą skórę uwydatnia odżywienie i zdrowy wygląd skóry zmniejsza widoczność drobnych zmarszczek.

Główne składniki: 

Krokosz barwierski, olej babassu, masło shea, ekstrakt z nasion winogron, wit.E, wit.A, olej z oliwek, ekstrakt z mandarynki, ekstrakt z owoców mango, organiczny olejek arganowy, krwawnik pospolity, skrzyp polny, rozmaryn, Althaea Officinalis, rumianek, melisa, tymianek. Produkt polecany szczególnie jako wykończenie zabiegu manicure spa oraz luksusowych zabiegów na ciało.

Cena: 16,80zł/ 90 ml, 49,00zł/335ml, 126,00zł/1000ml do kupienia TUTAJ

Opakowanie:

Żel umieszczony jest w plastikowej buteleczce o pojemności 90ml. Do wyboru jest również opcja o pojemności 335ml i 1000ml. Moja mini wersja posiada zamknięcie na klik, natomiast dwie pozostałe umieszczone są w butelkach z pompką. Wszystkie opakowania są przezroczyste (za wyjątkiem oczywiście naklejki) dzięki czemu widzimy ile produktu jeszcze nam pozostało.


Konsystencja i zapach:

Kosmetyk rzeczywiście ma konsystencję żelu ale w przyjemnym tego słowa znaczeniu. Nie klei się a świetnie rozprowadza się na skórze i błyskawicznie się wchłania. Zapach to wg. mnie zdecydowanie jedna z największych zalet tego produktu. Jest przepiękny i naprawdę czuję tą egzotyczną mandarynkę. Kolejny plus za to, że owocowy aromat bardzo długo utrzymuje się na skórze.


Działanie:

Tak, tak. Dzisiaj będę opływać w zachwytach, bo jest nad czym. Żel BCL Spa jest produktem naprawdę genialnym. Cudownie pachnie, ma fajną, chociaż raczej niespotykaną konsystencję. Bardzo dobrze się go rozsmarowuje, przy czym nie pozostawia on żadnej powłoki (jak to często ma miejsce w przypadku masełek, czy balsamów) ani klejącej warstwy. Wchłania się praktycznie natychmiastowo, dzięki czemu od razu po kąpieli możemy nałożyć ubrania. Żel jest fajnym rozwiązaniem na lato, ponieważ zauważyłam że w upalne dni daje delikatny efekt chłodzenia. Mimo niewielkiej pojemności moja wersja okazała się bardzo wydajna. Jedyne do czego mam jakąkolwiek uwagę to poziom nawilżania. Niestety nie  wiem czy będzie on wystarczający dla osób z bardzo suchą skórą. U mnie zimą na pewno byłby za słaby ale teraz jest jak najbardziej ok. Pozostaje mi tylko ubolewać nad tym, że kosmetyk nie jest dostępny w drogeriach, a ceny na stronie producenta niestety do najniższych nie należą. Mimo wszystko, jeżeli będziecie kiedyś miały okazję wypróbować, to naprawdę gorąco polecam. Produkt dostępny jest również w innych wersjach zapachowych: mięta+wanilia, trawa cytrynowa+zielona herbata, lawenda+mięta, mleko+miód z białą czekoladą, kokos+ananas, merlot+trufle.



40

Rossmann, Rival De Loop, Żel do mycia twarzy.

21 czerwca 2014 62
Rossmann, Rival De Loop, Żel do mycia twarzy.
Witajcie. Ostatnio pisałam głównie o udanych kosmetykach. Bardziej lub mniej ale jednak więcej było pozytywów. Dzisiaj niestety słodzenia nie będzie, bo kosmetyk, który chciałabym wam przedstawić najzwyczajniej w świecie na pochwały nie zasługuje. Jesteście ciekawe o kim mowa? Zapraszam na recenzję.


Od producenta:

Nie zawiera mydła, jego pH jest neutralne dla skóry. Żel został opracowany do delikatnego, codziennego mycia cery normalnej i mieszanej. Składniki nawilżające - wyciąg z miłorzębu japońskiego i wyciąg z ogórków chronią skórę przed wysuszeniem, w rezultacie cera jest widocznie  odświeżona i oczyszczona.

Skład:

Aqua, Coco-Glucside, Cocamidopropyl Betaine, Alcohol Denat., Capryl/Capryl Glucoside, Acrylates/C 10-30 Alkyl Acrylate Crossplymer, Panthenol, Sodium Chloride, Parfum, Phenoxyethanol, Glycerin, Sodium Hydroxide, Methylparaben, Butylee Glycol, Disodium Edta, Cucumis Sativus Extract, Ginkgo Biloba Extract, Butylparaben, Ethylparaben, Idobutylparaben, Pantolactone, Citric Acid, Cl 42090.

Cena: ok. 8zł/150ml do kupienia w Rossmanie

Opakowanie:

Żel umieszczony jest w miękkiej, przezroczystej tubce. Jest ona zamykana na zatrzask, który niestety już przy drugim użyciu u mnie się połamał, co możecie zauważyć na zdjęciu.


Konsystencja i zapach:

Żel jest bardzo gęsty i strasznie klejący. Trzeba połączyć go ze sporą ilością wody, aby dało się umyć nim twarz. Zapach mi osobiście kojarzy się z męskimi kosmetykami. Jest dosyć intensywny ale znośny.

Działanie:

Żel trafił do mojej łazienki za sprawą mojej mamy. Niestety nie był to zakup trafiony. Posunę się nawet do stwierdzenia, że raczej bardzo nieudany. Wszystko począwszy od tandetnego, rozpadającego się opakowania, poprzez zbyt kleistą konsystencję, aż do działania przekonuje mnie, że nie jest to produkt godny polecenia. Jest bardzo oporny i strasznie trudno zmyć nim makijaż. Używam go jedynie w dni kiedy się nie maluję, bo tylko wtedy się tak naprawdę sprawdza. Duży minus za umieszczony wysoko w składzie alkohol denat. Na mojej twarzy nie wywołał co prawda spustoszenia ale co bardziej wrażliwe buźki mogą nie być zadowolone. Żel odświeża cerę ale na bardzo krótko, szybko zaczyna się ona ponownie błyszczeć. Jeżeli szukacie więc dobrego kosmetyku do codziennego oczyszczania to jednak radziłabym zdecydować się na coś innego.
62

Pilomax WAX Szampon głęboko oczyszczający z pantenolem do włosów ciemnych.

20 czerwca 2014 44
Pilomax WAX Szampon głęboko oczyszczający z pantenolem do włosów ciemnych.
Cześć skarby. Wiem, że mamy długi weekend i pewnie większość z was nie ma zamiaru spędzać go przed komputerem. Jeżeli jednak ktoś wybierze taką formę spędzania wolnego czasu to mam dla niego recenzję kolejnego produktu Pilomax. Niedawno pisałam wam o masce, a teraz najwyższa pora powiedzieć kilka słów na tema szamponu.


Skład:

Opakowanie:

Szampon umieszczony jest w poręcznej buteleczce. Jest ona wykonana z plastiku i ma biały kolor. Niestety nie jest on przezroczysty, przez co nie jesteśmy w stanie kontrolować zużycia produktu. Butelka posiada zamknięcie na zatrzask. Jest ono bardzo delikatne i u mnie już po kilku użyciach zaczynało się łamać.


Konsystencja i zapach:

Kosmetyk ma niezbyt gęstą konsystencję przypominającą galaretkę. Całkiem nieźle się pieni. Ma lekko zielonkawy kolor. Zapach jest świeży ale trudny do zinterpretowania. Dla mnie całkiem przyjemny.

Działanie:

Szamponu Pilomax używałam raz w tygodniu jako, że do częstszego mycia wybieram raczej produkty delikatniejsze. Bardzo dobrze się u mnie sprawdzał. Oczyszczał skalp i włosy z wszelkich zanieczyszczeń. Nie plątał ich. Nie wywołał żadnych podrażnień. Doskonale przygotowywał "grunt" na przyjęcie maski. Niestety doszukałam się w nim jednego, aczkolwiek znaczącego minusa. Zauważyłam, że po użyciu tego szampon moje włosy szybciej robią się nieświeże. Początkowo myślałam, że to wina tego, że źle go wypłukuję ale niestety nie. Szkoda, bo poza tym jestem z niego naprawdę zadowolona.
44

Niedziela dla włosów (8) | seria Volumizing Bioelixire Argan Oil

16 czerwca 2014 48
Niedziela dla włosów (8) | seria Volumizing Bioelixire Argan Oil
Cześć dziewczyny. Tak jak uprzedzałam w tym tygodniu Niedziela dla włosów pojawia się z małym opóźnieniem. W weekend wyemigrowałam z domu i nie miałam pod ręką zbyt wielu kosmetyków aby należycie zadbać o swoje włosy. Dzisiaj jednak musiałam to nadrobić.


Postanowiłam wypróbować nową serię kosmetyków do włosów Volumizing Bioelixire Argan Oil. Jak wiecie jestem ambasadorką marki więc musiałam przekonać się jak te osobniki sprawdzą się na mojej głowie. Niestety miałam dość zabiegany dzień więc tym razem zrezygnowałam z olejowania. Włosy umyłam szamponem Volumizing Bioelixire Argan Oil. Duży plus dla producenta, że nie zawiera on SLS ale delikatniejszy ALS.
Następnie na odsączone z nadmiaru wody włosy nałożyłam maskę z tej samej linii. Trzymałam ją ok. 20 min pod czepkiem i turbanem. Nie wiem czy to tylko moje odczucie, może mój zmysł powonienia się stępił ale zapach tych kosmetyków przypomina mi męską wodę po goleniu. Nie jest on jakoś bardzo intensywny ale jednak wyczuwalny. Nie powiem, żeby mi to jakoś przeszkadzało ale zdecydowanie jest zaskakujące.
Po zmyciu maski włosy na chwilę zawinęłam w ręcznik, a na koniec końcówki zabezpieczyłam moim ukochanym olejkiem Bioelixire Argan Oil.

Jesteście pewnie ciekawe jak ten nowy duet się spisał. Muszę przyznać, że całkiem przyjemnie mnie zaskoczył. Włosy są miękkie, delikatnie falują. Faktycznie zyskały na objętości, chociaż na jej brak nigdy jakoś szczególnie nie narzekałam. Początkowo pojawił się lekki puch ale po całkowitym wyschnięciu praktycznie nie było po nim śladu.

Oczywiste jest, że po jednokrotnym użyciu nie jestem w stanie napisać wam zbyt wiele na temat tych produktów ale jak tylko poznam je lepiej nie omieszkam podzielić się swoją opinią. Pierwsze wrażenie robią bardzo pozytywne. Myślę, że jeszcze w tym tygodniu będę miała dla was niespodziankę, ponieważ ten zestaw, jak i kilka innych kosmetyków Bioelixire będziecie mogły wygrać w rozdaniu, które niebawem zorganizuję na blogu.
48

Olej z avocado (zimnotłoczony) Fitomed

15 czerwca 2014 47
Olej z avocado (zimnotłoczony) Fitomed
Witajcie dziewczyny. Dzisiejszą Niedzielę dla włosów musiałam niestety przenieść na poniedziałek. Więc na kolejny post z tej serii zapraszam jutro. Dzisiaj mam za to recenzję oleju awokado, którego używam już od dłuższego czasu.


Od producenta:

Z owoców avocado uzyskuje się luksusowy olej kosmetyczny o wysokiej zawartości składników czynnych biologicznie. Olej zawiera kwas oleinowy, NNKT, beta karoten, witaminy D i E, lecytyny i fitosterole. Dobrze przenika przez barierę naskórkową. Używa się go w pielęgnacji cery suchej, łuszczącej i szorstkiej.

Cena: ok. 17zł/ 150 ml do kupienia TUTAJ

Opakowanie:

Olej dostajemy w plastikowej buteleczce z wygodnym dozownikiem. Pozwala on wydobyć pożądaną ilość kosmetyku bez obawy, że zatłuścimy wszystko naokoło. Minusem jest dla mnie jedynie papierowa etykieta, która chcąc nie chcąc kiedy dotykamy jej tłustymi rękami zaczyna wyglądać nieestetycznie. Buteleczka dodatkowo umieszczona jest w kartonowym pudełeczku.


Konsystencja i zapach:

Olej jest płynny, chociaż trochę bardziej gęsty niż wszystkie oleje, z którymi miałam do tej pory styczność. Jest tłusty. Kiedy wąchamy go z buteleczki, jest prawie bezzapachowy. Niestety po nałożeniu na skórę czy włosy zapach zaczyna się robić bardziej intensywny i nie ukrywam, że nie do końca mi się podoba.

Działanie:

Oleju awokado używałam przede wszystkim na włosy. Naczytałam się wielu pochwał pod jego adresem od posiadaczek włosów wysokoporowatych i falowanych. Niestety w moim przypadku wcale nie sprawdził się tak znakomicie. Włosy po jego użyciu są mięsiste, przyjemne w dotyku, ale nic poza tym. Liczyłam na to, że pomoże mi podbić skręt ale nic z tego. Wręcz przeciwnie -  włosy praktycznie się po nim nie kręcą ale sterczą w różne strony. Na szczęście nie powoduje ich puszenia. Bez problemu można go zmyć każdym szamponem, nawet tym najdelikatniejszym. Ja sama wielokrotnie używałam do tego nawet odżywki i nigdy nie było kłopotów z niedomytymi włosami.
Olej fajnie się sprawdza jako dodatek do balsamów czy masełek do ciała. Kilka kropel i posiadaczki suchej skóry na pewno będą zadowolone. Używam go też do olejowania paznokci i zauważyłam, że są w dużo lepszej kondycji. Szkoda mi tylko, że moje włosy się z nim nie polubiły ale są one dosyć kapryśne więc w sumie nie jest to dla mnie żadne zaskoczenie.
47

Wibo, Celebrity Lash Blue Look Mascara (Niebieski tusz do rzęs)

13 czerwca 2014 66
Wibo, Celebrity Lash Blue Look Mascara (Niebieski tusz do rzęs)
Witajcie. Dzisiaj przygotowałam dla was recenzję ostatniego już kosmetyku z paczuszki od Wibo, którą dostałam w ramach testów z portalem Uroda i Zdrowie. Jest to niebieski tusz do rzęs, który ze względu na to, że nie przepadam za kolorowymi rzęsami zostawiłam na koniec. Ostatecznie jednak przyszła i kolej na niego. :)


Od producenta:

Tusz do rzęs o intensywnie niebieskim odcieniu pięknie podkreśla spojrzenie. Wydłuża i zwiększa objętość rzęs.

Cena: ok. 10zł / 7g


Opakowanie:

Tusz dostajemy w niebiesko białej tubce z przyjemną dla oka grafiką. Szczotka jest niewielka ale z gęstymi, twardymi włoskami. Dobrze rozprowadza tusz na rzęsach i fajnie je rozdziela.


Moja opinia:

Nie będę ukrywać, że niebieski tusz to coś co sama dobrowolnie bym kupiła. Jestem tradycjonalistką i zdecydowanie najlepiej czuję się w klasycznej czerni. Kolorowe szaleństwo jest nie dla mnie. Przemogłam się jednak, bo skoro już dostałam ten tusz do testów to wypadałoby go wypróbować. Wybrałam jednak dzień kiedy nie musiałam wyjść z domu i pomalowałam nim moje rzęsiska. Muszę przyznać, że kosmetyk całkiem fajnie je podkreśla, delikatnie wydłuża ale pogrubienie jest jak dla mnie zdecydowanie za słabe. Zaletą jest to, że kolor jest faktycznie niebieski, bardzo wyrazisty i głęboki. 








Jeżeli więc szukacie tuszu w takim kolorze na pewno będziecie zadowolone. Produkt jest bardzo trwały. W ciągu dnia nie osypuje się, nie odbija się na górnej powiece. Bardzo łatwo też się zmywa zwykłym płynem micelearnym. Z mojej strony to tyle. Niestety nie jestem w stanie powiedzieć na jego temat nic więcej. Mój typ to nie jest ale nie wątpię, że dla wielu osób może się spodobać.

Lubicie kolorowe maskary? A może tak jak ja jesteście zwolenniczkami czerni?
66

Laboratorium Pilomax, Henna Wax, Regenerująca maska do włosów ciemnych

11 czerwca 2014 49
Laboratorium Pilomax, Henna Wax, Regenerująca maska do włosów ciemnych
Cześć wszystkim. Mam dobrą wiadomość a mianowicie zakończyłam już swoją sesję ( w sumie to jeszcze przed sesją). Czekam jeszcze na wyniki jednego egzaminu i zaczynam wakacje. Wracam więc do was z nową energią. Może jeszcze nie do końca wypoczęta, bo pewnie z tydzień będę dochodzić do siebie, ale za to w doskonałym humorze i nowymi pomysłami na najbliższy okres. Dzisiaj zacznę od recenzji maski, którą obiecałam wam już w zeszłym tygodniu.


Od producenta:

Regenerująca maska do włosów ciemnych zniszczonych i suchych z ekstraktem z henny i zielonej herbaty.
Maska do włosów ciemnych, zniszczonych, matowych i suchych, wypadających. Wzmacnia osłabione włosy, zapobiega utracie wody, pielęgnuje skórę głowy. Wzmacnia cebulkę włosową, przeciwdziała wypadaniu włosów. Zwiększa sprężystość włosów, nadaje im moc i blask.
Nie zawiera SLS, SLES, parabenów i silikonów
Sposób stosowania:
- umyj włosy szamponem,
- maskę, w ilości około łyżki na średniej długości włosy, wmasuj w skórę głowy i włosy,
- pozostaw ją na około 10 minut (czas działania maski można przedłużyć do godziny),
- spłucz dokładnie maskę,
- susz i układaj włosy jak zwykle.,
- maskę stosuj co 2-3 mycia do osiągnięcia widocznej poprawy,
- profilaktycznie stosuj maskę raz w tygodniu.



Skład:


Aqua, Cetearyl Alcohol, Parfum, Phenoxyethanol, Cetrimonium Chloride, DMDM Hydantoin, Lawsonia Inermis Extract, Caprylic/Capric Triglyceride, Isopropyl Myristate, Camelia Sinensis Leaf Extract, Benzyl Alcohol, Citronellol, Geraniol, limonene, Alpha-iso-Methyl ionone, Hexyl Cinnamal, Benzyl Benzoate, Linalool, CI 15510, CI 17200, CI 42090, CI 73015.

Cena: ok. 20zł / 240g

Opakowanie:

Biały plastikowy słoiczek. Posiada szczelnie zamykane wieczko, dodatkowo zabezpieczone plastikową taśmą, którą musimy zerwać przed pierwszym użyciem. Design jak widzicie na zdjęciach jest minimalistyczny. Etykieta zawiera wszelkie niezbędne informacje typu skład, czy informacje od producenta.



Konsystencja i zapach:

Maska jest dosyć gęsta ale nie na tyle by pojawiały się problemy z wydobyciem jej ze słoiczka. Ma trochę dziwną konsystencję, która mi osobiście przypomina rozpuszczoną w niewielkiej ilości wody kredę. To oczywiście tylko moje skojarzenie. Nie mam tak naprawdę jej nic do zarzucenia. Zapach jest typowo chemiczny i jeszcze dosyć długo po zmyciu utrzymuje się na włosach.


Działanie:

Już na początku się przyznam, że nie pokładałam w tej masce zbyt wielkich nadziei. Ot zwykłe mazidło i tyle. Rzeczywistość okazała się jednak inna. Owszem, kiedy stosuję ją jednorazowo, np. raz na kilka tygodni efekty są marne. Wybrałam ją jednak jako maskę, którą testowałam w trakcie trwania akcji Maj miesiącem maseczek, której podsumowanie przeczytacie TUTAJ. Używałam jej średnio 1-2 razy w tygodniu zawsze pod czepek na ok. pół godziny. Efekty mnie samą bardzo zaskoczyły. Włosy nabrały blasku, stały się miękkie i bardziej sprężyste. Nie zauważyłam żadnej poprawy w kwestii wypadania, ale ostatnio miałam bardzo stresujący okres więc może tutaj jest źródło problemu. Pojawiło się za to sporo baby hair, które na razie mają irytującą długość i sterczą w każdą stronę. Podsumowując muszę przyznać, że maska doskonale spełnia swoje zadanie i myślę, że jeszcze nie raz do niej wrócę.
49

Niedziela dla włosów (7) | peeling skóry głowy

8 czerwca 2014 58
Niedziela dla włosów (7) | peeling skóry głowy
W tym tygodniu Niedzielę dla włosów przeniosłam przymusowa na sobotę. Dziś miałam pewną rodzinną uroczystość i rano nie miałabym czasu dostatecznie zadbać o włosy. Tym razem postanowiłam zafundować coś szczególnego nie tylko dla włosów ale także dla skalpu. Zdecydowałam się na peeling skóry głowy.

Czytałam o tym zabiegu bardzo dużo ale nigdy jakoś nie czułam potrzeby żeby go wypróbować u siebie. Ostatnio jednak zauważyłam że skalp zaczyna mi się buntować, włosy są przyklapnięte i szybciej się przetłuszczają. Stwierdziłam, że nic nie tracę i wypróbuję peeling domowej roboty. Wykonanie go jest bardzo proste, a jedyne czego potrzebujecie to cukier i szampon. Mieszamy je w proporcjach mniej więcej 1:1. Jeśli wolicie, żeby był bardziej gęsty można dolać mniej szamponu. Łatwiej jest wszystko wymieszać kiedy wybierzemy rzadszy szampon. W moim przypadku był to słynny Babydream.
Po dokładnym połączeniu składników nowo powstały kosmetyk nabierałam na dłoń i masowałam nim skórę głowy. Trwało to ok. 1-2 min. w jednym miejscu do momentu aż cukier się rozpuści. Należy tylko pamiętać, żeby nie szorować zbyt mocno, ponieważ można w ten sposób nabawić się podrażnień. Peeling bardzo dobrze się wypłukuje, ponieważ jak pisałam wyżej w trakcie masażu drobinki cukru całkowicie się rozpuszczają. Nie ma też konieczności kolejnego mycia głowy samym szamponem.
Efekty zaobserwowałam już po nałożeniu odżywki. Włosy chłonęły ją w zastraszającym tempie. Po wyschnięciu były błyszczące i uniesione u nasady. Skalp nareszcie odżył. Zniknęła nagromadzona na nim łuska czegoś co przypominało łupież. Skóra została widocznie odświeżona.
Oświadczam, że włączam ten zabieg do swojej pielęgnacji i będę go wykonywała systematycznie przynajmniej raz w miesiącu. Efekty są widoczne już po pierwszym użyciu więc mam nadzieję, że z czasem będzie jeszcze lepiej, ponieważ taki masaż poprawia krążenie a tym samym stymuluje włos do wzrostu. Nie oczekuję oczywiście, że nagle pojawią się dodatkowe cm ale może chociaż minimalny przyrost w połączeniu z innymi przyspieszaczami uda mi się zaobserwować.

Wrzucam też zdjęcie moich włosów z dnia dzisiejszego. Po raz pierwszy od Bożego Narodzenia miały dziś kontakt z prostownicą. Musiałam wypróbować moje nowe cudo CHI. Efekt bardzo mi się spodobał, ale bez obawy - do nałogu nie wrócę.


Widać dużą poprawę w stanie włosów, bo mogę je wyprostować tak, że wyglądają fajnie, a nie jak spuszone siano. Nareszcie mogłam też zobaczyć jaką naprawdę mają długość. Wywijają się lekko na ramionach ale wcale mi to nie przeszkadza. Dobrze zrobiła mi taka odmiana, bo przecież każda z nas czasami ma ochotę na coś innego.

Robiłyście kiedyś peeling skóry głowy? Jak wam się podoba taka forma pielęgnacji?
58

Czekoladowy krem pod prysznic BingoSpa.

6 czerwca 2014 57
Czekoladowy krem pod prysznic BingoSpa.
Witajcie słońca. Kolejny dzień leje u mnie jakby było oberwanie chmury. Powinnam co prawda siedzieć i przygotowywać się do zerówki z makro ale potrzebuję oddechu po tym wariackim tygodniu. Dlatego też przygotowałam dla was recenzję czekoladowego kremu pod prysznic BingoSpa.

Od producenta:


Opakowanie:

Plastikowa butla o pojemności 300 ml. Niestety ma ona naprawdę dużo wad. Po pierwsze bardzo duży otwór, przez który wylewa się zbyt dużo płynu i metalowa zakrętka, której nijak nie da się odkręcić z mokrymi rękami pod prysznicem. Drugim, chociaż już nie tak istotnym niedociągnięciem jest etykieta. Zwykła, papierowa, już po pierwszym kontakcie z wodą zaczyna się ścierać i nieestetycznie odklejać.


Konsystencja i zapach:

Krem jest dosyć gęsty, nie wycieka przez palce. Zapach niestety mnie rozczarował. Z czekoladą to on może ma coś wspólnego ale tylko w butelce. Po nałożeniu na skórę staje się bardzo chemiczny i niezbyt mi się podoba. Po zmyciu czuć na ciele delikatną nutę gorzkiej czekolady ale przez bardzo krótki okres czasu.

Działanie:

Krem pod prysznic to kosmetyk, który ma zadanie przede wszystkim oczyścić ciało. Jeśli wykazuje jeszcze jakieś dodatkowe funkcje to tym lepiej. Niestety w tym wypadku tylko ta podstawowa jest spełniona i to nie do końca tak jakbym chciała. Przeszkadza mi trochę fakt, że kosmetyk bardzo słabo się pieni. Liczyłam na to, że dzięki przyjemnemu zapachowi czekolady krem pomoże mi się zrelaksować pod prysznicem. Niestety przeliczyłam się. Zapach jest nijaki, na pewno do aromaterapii się nie nadaje. Kosmetyk mogę zaliczyć do przeciętniaków, bez których na pewno mogę wyobrazić sobie kąpiel a ich brak wcale nie sprawi, że poczuję jakąś stratę.
57

Summer Extreme Nails | lakier Wibo

3 czerwca 2014 65
Summer Extreme Nails | lakier Wibo
 Witajcie. Dzisiaj przygotowałam dla was kolejny post z serii lakierówka. Będzie to recenzja 4 już kosmetyku z paczuszki od Wibo. Niestety o ile nad trzema poprzednimi rozpływałam się w zachwytach to tym razem tak kolorowo już nie będzie. Zapraszam więc do lektury.


Od producenta:

Letnia Edycja lakierów do paznokci Extreme Nails w nowej oprawie!
  • nowoczesny design oprawy
  • kolorowa edycja najatrakcyjniejszych kolorów!
  • wyjątkowe połączenie świeżego połysku i trwałości koloru
Kolekcja 19 kolorów pełnych letniej energii. Kolekcję wypełniają delikatne pastele, uzupełniające się z soczystymi, odważnymi barwami. Elegancka i nowoczesna buteleczka w połączeniu z gamą najmodniejszych i niestandardowych kolorów wpływa na unikatowość letniej edycji lakierów Extreme Nails. Lakier cechuje wysoka trwałość koloru i łatwa aplikacja na płytce paznokcia.

Opakowanie:

Lakier umieszczony jest w kanciastej, prostokątnej buteleczce. Wygląda ona atrakcyjnie ale zbyt duża zakrętka przy pędzelku sprawia, że malowanie jest trochę utrudnione. Sam pędzelek jest klasyczny, niewielkich rozmiarów.

Moja opinia:

Moja pierwsza reakcja kiedy zobaczyłam letnią serię lakierów Wibo było: WOW jakie piękne kolory. Niestety kiedy jeden z nich trafił w moje ręce zapał zdecydowanie ostygł. Owszem kolorek jest śliczny i co do tego nie mam wątpliwości ale zbyt dużo kosztuje mnie jego uzyskanie.Aby kolor był głęboki i intensywny potrzebne są 2 a nawet 3 warstwy.



Momentami lakier smuży, przez co na płytce  nie wygląda zbyt estetycznie. I chyba jeden z najważniejszych punktów, czyli trwałość. Tutaj też różowo nie jest, bo po 2 dniach pojawiły się pierwsze odpryski, mimo że całe dnie spędzałam na uczelni i nawet zmywanie mnie omijało. Nie wiem czy to ja mam takiego pecha i trafiłam na jakich wybrykowany egzemplarz czy cała seria jest tak słaba. Mam nadzieję, że jednak to pierwsze, bo kolorki naprawdę kuszą.
65

Niedziela dla włosów (6). Podsumowanie akcji Maj miesiącem maseczek.

1 czerwca 2014 39
Niedziela dla włosów (6). Podsumowanie akcji Maj miesiącem maseczek.
Cześć kochane. Dzisiaj znowu wpadam tylko na szybko. Niestety ale w najbliższym czasie tak będzie wyglądało moje blogowanie. Muszę się skupić na nauce ale jak uda mi się wszystko zaliczyć czasu będę miała dla was aż nadto. W tym tygodniu Niedziela dla włosów pojawi się tak jak powinna i będzie ona przy okazji podsumowaniem mojej majowej pielęgnacji.


W maju zdecydowałam się nie wzięcie udziału w akcji na blogu Anwen: Maj miesiącem maseczek. Do przetestowania wybrałam maskę Pilomax do włosów suchych i zniszczonych z tendencją do wypadania (Recenzja pojawi się najprawdopodobniej jeszcze w tym tygodniu). Nakładałam ją po myciu na ok. pół godziny przynajmniej raz w tygodniu. Dodatkowo wprowadziłam maskę także jako kosmetyk myjący. W tym celu najlepiej sprawdza się u mnie różowa maska Bioelixire Argan Oil. Starałam się też nie zapominać o olejowaniu, chociaż na początku miesiąca było z tym różnie. Efekty jednak na koniec są w moim mniemaniu bardzo zadowalające. Taką samą pielęgnację zafundowałam moim włosom dzisiaj. Najpierw olej avokado na godzinkę, następnie mycie odżywką a na koniec maska Pilomax na jakieś 30 min. Wiem, że taka ilość dobroci niektóre włosy od razu by obciążyła ale w moim przypadku taki efekt jest chyba niemożliwy ( a przynajmniej nigdy coś takiego się nie zdarzyło). Moje kosmyki nadal piją każdą ilość kosmetyku, jaką na nie nakładam. Zauważyłam, że dzięki bogatej pielęgnacji nabrały sprężystości i blasku. Zaczęły się lepiej kręcić i dużo mniej się puszą nawet w deszczowe dni. Niesamowicie mnie to cieszy, bo chyba nareszcie odkryłam złoty środek na to jak ujarzmić moje fale. W moim przypadku nie sprawdza się reguła: Co za dużo to niezdrowo. Wręcz przeciwnie, powiedziałabym raczej, że im więcej tym lepiej. Taka już specyfika moich włosów. Przez lata niszczone teraz chyba boją się, że znowu je zaniedbam i magazynują co tylko mogą na gorsze czasy.

Wiecie już jak wyglądała moja pielęgnacja w tym miesiącu więc teraz pora na chyba najważniejszy element czyli na zdjęcia. Mam nadzieję, że dobrze obrazują moje słowa i widać na nich że włosy są w naprawdę dobrej kondycji.
Ja w każdym razie jestem z nich bardzo zadowolona i mam nadzieję, że przez nawał nauki nie zaniedbam ich i nadal będą wyglądać tak dobrze.

A jak wygląda wasze majowe włosowe podsumowanie? Na plus czy na minus?
39
Copyright © 2016 W-SEKRECIE.PL