×

Naturalny Peeling do ciała z masłem shea JAŚMIN I ZIELONA HERBATA

31 lipca 2014 42
Naturalny Peeling do ciała z masłem shea JAŚMIN I ZIELONA HERBATA
Cześć skarby. Wiem, że was ostatnio trochę zaniedbuję ale jeszcze tydzień i mam nadzieję, że będę miała trochę więcej wolnego czasu. Tymczasem przygotowałam dla was recenzję kosmetyku cud, miód i orzeszki, pod którego adresem będę słała same pochwały :) Naprawdę na nie zasługuje :)

Od producenta:

Naturalny peeling solno-cukrowy do ciała z masłem shea, olejkiem jaśminowym i ekstraktem z zielonej herbaty. Wygładza, nawilża i pielęgnuje skórę. 
Nowy, naturalny peeling do ciała. Bogaty zarówno w substancje złuszczające (sól i cukier) jak i masło shea, masło kakaowe oraz olejki roślinne.
DZIAŁANIE:
Kryształki soli i cukru - złuszczają i wygładzają skórę
Masło shea - odżywia skórę i poprawia jej elastyczność
Masło kakaowe - regeneruje i łagodzi
Olejek jaśminowy - wzmacnia i odmładza skórę
Ekstrakt z zielonej herbaty - ujędrnia skórę, łagodzi stany zapalne

Skład:

sól, cukier, masło shea, sól himalajska, masło kakaowe, sól gorzka, soda oczyszczona, gliceryna, ekstrakt z jaśminu, olejek z jaśminu, olejek z oliwek, sok z aloesu, Isopropyl Myristate, olejek jojoba , olejek z kiełków pszenicy, ekstrakt z zielonej herbaty, wit E.

Cena: ok. 39zł

Opakowanie:

Peeling umieszczony jest w plastikowym słoiczku zamykanym na zakrętkę. Pod spodem znajduje się jeszcze celofonowe zabezpieczenie, które chroni przed paluchami natrętnych macaczy.

Konsystencja i zapach:

Peeling jest gęsty, wręcz pokusiłabym się o stwierdzenie że zbity. Ma cukrową postać bez widocznie odróżniających się drobinek. Zapach jest przepiękny i bardzo odprężający. Nie jest może tak intensywny jak jaśmin w przydomowym ogródku ale to dobrze bo w nadmiarze mógłby być przytłaczający.

Działanie:

Nie będę ukrywać i zdradzę od razu na początku, że peeling Orientany jest kosmetykiem naprawdę genialnym. Doskonale ściera martwy naskórek. Jest to typ mocnego zdzieraka, który świetnie nadaje się do masażu. Skóra po jego użyciu jest oczyszczona i jedwabiście gładka. Dużym plusem jest to że peeling pozostawia na skórze delikatną oleistą powłokę dzięki czemu jest ona dobrze nawilżona i nie wymaga już użycia balsamu. Świetne rozwiązanie dla zabieganych. Podoba mi się że delikatny jaśminowy zapach bardzo długo utrzymuje się na skórze co jest rzadkością wśród drogeryjnych zdzieraków. Jednym słowem same zalety i choćbym chciała nie potrafię się do niczego przyczepić.
42

Lipcowe nowości kosmetyczne.

29 lipca 2014 65
Lipcowe nowości kosmetyczne.
Cześć. Lipiec obfitował u mnie w nowości. Dotarło do mnie sporo paczuszek, a i tak te, które wam pokażę to nie wszystko. W dalszym ciągu czekam na jeszcze dwie. Doszłam jednak do wniosku, że jednak najwyższa pora pokazać wam, co ostatnio wpadło w moje ręce.


Pierwsza paczuszka, którą dostałam to kontynuacja współpracy z firmą Fitomed. Dzięki niej coraz bardziej przekonuję się do kosmetyków ziołowych. Tym razem do testów wybrałam płyn oczarowy do twarzy z kwiatem pomarańczy i żel do mycia twarzy. Oba są już w użyciu i niebawem możecie spodziewać się pierwszych recenzji.


Jako kolejny dotarł do mnie peeling cappucino od firmy CLARENA, która niedawno zaproponowała mi współpracę. Kosmetyki te od jakiegoś czasu miałam na oku więc bez wahania się zgodziłam.


Jak spora część blogerek także i ja zostałam wybrana na Perfekcyjną Testerkę Perfecty i będę miała możliwość poznać krem matujący i peeling do ciała tej firmy.


Ostatnia paczuszka ucieszyła mnie chyba najbardziej. Czekałam na nią długo ale w końcu znalazła się u mnie. Jest to owoc mojej współpracy z firmą Pachnąca kraina. Cuda, które dostałam do testów od razu wywołały uśmiech na mojej twarzy. Najbardziej jestem ciekawa olejku Busajna, który już niebawem wypróbuję. Olejek kokosowy miał już swoje 5 min. i zapowiada się dobrze. Oprócz nich dostałam także olej laurowy i mydło z węglem.
65

Niedziela dla włosów (12) | olejek kokosowy Arabian Almas

27 lipca 2014 44
Niedziela dla włosów (12) | olejek kokosowy Arabian Almas
Cześć kochane. Zapewne pamiętacie że jakiś czas temu zastanawiałam się jak na moich włosach sprawdziłby się olej kokosowy. Jako że jestem posiadaczką wysokoporowatych fal raczej efekty powinny być kiepskie. Długo myślałam nad zakupem aż w końcu zrezygnowałam. Pewnie całkowicie bym o nim zapomniała gdyby nie fakt, że na początku tygodnia dotarła do mnie przesyłka z Pachnącej krainy, a w niej znalazłam m.in. właśnie olejek kokosowy Arabian Almas. Nie jest to czysty olej kokosowy. Dodatkowo wzbogacono go oliwą z oliwek, olejem rycynowym, migdałowym i cytrynowym. Od pierwszej chwili zaskoczył mnie swoim przepięknym zapachem wiórek kokosowych. Mimo że ciągle się bałam to trzęsącymi się dłońmi nałożyłam go na włosy. Miał na nich zostać tylko godzinę ale przez moje gapiostwo wyszły z tego trzy. Przez ten czas olejek zdążył praktycznie całkowicie się wchłonąć.
Włosy umyłam jak zwykle szamponem Love2Mix. Mam go już długo a końca nadal nie widać. Następnie dla odmiany potraktowałam je maską Bioelixire Argan Oil na ok. 20 min pod czepek i turban. Końcówki zabezpieczyłam serum tejże firmy i czekałam w napięciu do wyschnięcia. Pierwsze co zauważyłam to to, że włosy zostały dosyć mocno wygładzone. Niestety zabrakło im dociążenia i pojawił się puch. Zastanawiam się jednak czy nie jest to przypadkiem wina potwornego upału jaki wczoraj panował a nie źle dobranych kosmetyków. Niestety skwar panujący od kilku dni moje włosy nienajlepiej znoszą i objawia się to właśnie chociażby puchem.


Najprawdopodobniej to właśnie pogoda zawiniła ponieważ po nocy w warkoczu francuskim włosy się zdyscyplinowały a puch prawie całkiem zniknął (jedynie baby hair fruwają na wszystkie strony). Pojawiły się lekkie fale, które mi się spodobały. Poza tym włosy były miękkie i błyszczące ale mojej charakterystycznej objętości trochę zabrakło. Nie będę jednak narzekać bo wg. mnie efekty końcowy i tak jest fajny. Olejek będę w najbliższym czasie namiętnie testować i za ok. miesiąc napiszę o nim coś więcej.

Znacie olej kokosowy? Jak reagują na niego wasze włosy?
44

Pół roku włosomaniactwa. Jak zmieniły się moje włosy przez ten czas.

25 lipca 2014 40
Pół roku włosomaniactwa. Jak zmieniły się moje włosy przez ten czas.
Aż trudno w to uwierzyć ale właśnie się zorientowałam, że niedawno minęło pół roku odkąd wstąpiłam na drogę włosomaniactwa i tyle samo czasu od mojego definitywnego rozstania z prostownicą. Wiele się przez ten czas zmieniło głównie jeśli chodzi o moje nawyki i samo podejście do pielęgnacji włosów. Wreszcie zaakceptowałam to że nie jestem prostowłosą ale ewidentnie mam fale, które potrzebują tylko trochę pomocy aby pokazać swój urok. Te pół roku minęło pod znakiem eksperymentów włosowych (bardziej lub mniej udanych) i testowania przeróżnych kosmetyków. Pozwoliło mi to znaleźć kilka moich hitów, a także przekonać się, że to co sprawdza się u innych nie zawsze jest dobre dla mnie.

Jak zmieniły się moje włosy przez pół roku?

- są dużo lepiej nawilżone i ożywione,
- dużo mniej się puszą i są bardziej zdyscyplinowane,
- nabrały blasku - poprawił się skręt, chociaż do mojego wymarzonego jeszcze daleka droga
- włosy nie łamią się a końcówki są w dużo lepszej formie

Jak wygląda moja pielęgnacja?

Przez ostatnie 6 miesięcy dużo eksperymentowałam i szukałam idealnej pielęgnacji dla mnie. Dopiero niedawno przekonałam się że moje włosy kochają pielęgnację na bogato. Maski, oleje, płukanki... One to po prostu ubóstwiają.
Duży wpływ na poprawę kondycji moich włosów miało właśnie olejowanie i używanie masek po każdym myciu. Wypróbowałam wiele metod nakładania oleju i najlepsze efekty uzyskuję przy olejowaniu na maskę bądź odżywkę nawilżającą ( najczęściej jest to maska aloesowa NaturVita). Staram się olejować przynajmniej raz w tygodniu ale jeśli czas na to pozwala robię to przed każdym myciem. Ciągle jeszcze nie znalazłam oleju idealnego. Jak dotąd najlepiej sprawdziła się niebieska oliwka Babydream. Po każdym myciu nakładam na włosy maskę lub bogatą składowo odżywkę. Najczęściej są to moi dwaj ulubieńcy czyli odżywka Garnier Awokado i masło karite oraz maska Pilomax Henna WAX do włosów ciemnych. Końcówki zabezpieczam olejkiem Bioelixire Argan Oil, który już na stałe zagościł w mojej łazience.

Jak wyglądała moja włosowa droga aż do obecnej chwili? 

Początki były trudne. Naczytałam się na blogach o różnych cudownych kosmetykach i oczywiście chciałam mieć je wszystkie. Ostudziłam jednak swój zapał i zaczęłam małymi kroczkami od zmiany szamponu na delikatniejszy. Początkowo był to osławiony Babydream a obecnie Love2Mix z białą perłą. Kupiłam też odżywkę Garniera, którą moje włosy piły jak szalone i pierwszy olejek jakim była Alterra papaja i migdał. I tak stopniowo dodawałam kolejne nowości i próbowałam czegoś innego. Dużą motywacją były i nadal są Włosowe historie na blogu Anwen. Powoli zaczęły pojawiać się pierwsze efekty. Przełomem było zrozumienie przeze mnie znaczenia równowagi między trzema kluczowymi składnikami: proteinami, humektantami i emolientami oraz preferencji moich włosów. Błędem jaki popełniłam na początku było całkowite odstawienie silikonów. Wszędzie słyszałam że są złe i po prostu się przestraszyłam. Teraz wiem, że niesłusznie. Moje włosy potrzebują ochrony a dzięki silikonom dużo mniej się niszczą. Staram się jednak wybierać silikony lotne i takie, które odparowują z włosów. Moim nr.1 jest ostatnio odżywka b/s Argan Star, którą możecie wygrać w rozdaniu. Ważne a może i najważniejsze było odstawienie prostownicy ( w tym czasie użyłam jej chyba ze 2 razy). Zrezygnowałam też na jakiś czas z suszarki, ponieważ puszy mi ona włosy. Odkąd mam jednak nową, która posiada chłodny nawiew trochę zmieniam swoje nastawienie w tej kwestii.

To chyba wszystko o czym powinnam napisać przy okazji półrocznego podsumowania. Teraz najwyższa pora na porównanie w formie zdjęć. Jak widać na starcie miałam na głowie istne sianko, które niemiłosiernie się puszyło. Pielęgnacja zrobiła swoje i już po kilku miesiącach pojawił się blaski delikatne fale (zdjęcie podsumowujące akcję Maj miesiącem maseczek). Ostatnie zdjęcie to mój aktualny stan włosów. Robione w niedzielę bez jakiejkolwiek stylizacji. Nie wiem jak wy ale ja już widzę postępy. Do ideału moim puklom jeszcze daleko ale mam nadzieję, że kiedyś będą zachwycać.

Zdjęcie można powiększyć klikając na nie.

Jakie mam plany na najbliższe pół roku? 

1. Do tej pory zależało mi przede wszystkim na poprawie kondycji włosów i nadal będę walczyć o ich jak najlepsze nawilżenie.
2. Chcę popracować nad wydobyciem skrętu i planuję wypróbować jak najwięcej metod stylizacji bez użycia ciepła.
3. Mam zamiar zaznajomić się z półproduktami i przetestować przynajmniej kilka z nich. Na pierwszy ogień pójdzie mleczko pszczele w glicerynie, które od jakiegoś czasu mi się marzy.
4.Chcę powalczyć o długość włosów i ograniczyć ich wypadanie. Niestety ciągle lecą w dużej ilości. Kusi mnie też cięcie na półkole ale nie wiem czy się zdecyduję.

Plany są jak najbardziej realistyczne i mam nadzieję że za kolejne pół roku będę się mogła pochwalić prawdziwie pięknymi falami.
40

Mann & Schroeder, Fruttini by Aldo Vandini, Cranberry Choc Body Lotion (Balsam do ciała)

23 lipca 2014 48
Mann & Schroeder, Fruttini by Aldo Vandini, Cranberry Choc Body Lotion (Balsam do ciała)
Witajcie kochani. Dzisiaj bez zbędnego gadania od razu zapraszam was na nowy wpis. Tym razem przygotowałam dla was recenzję balsamu do ciała, który z jednej strony zauroczył mnie swoim działaniem, z drugiej zaś nie do końca podpasował zapachem.


Od producenta:

Balsam do ciała o subtelnym i zmysłowym zapachu czyni pielęgnację skóry przyjemną. Wyszukane komponenty nawilżające, naturalny wysokowartościowy olejek migdałowy i witamina E znakomicie pielęgnują i wygładzają skórę. Zawiera kompleks witamin B3 i B5, znakomicie się wchłania i daje skórze długotrwałe poczucie aksamitnej gładkości i elastyczności.
Dostępny także w innych wariantach zapachowych.


Skład:

Aqua, Glycerin, Ethylhexyl Stearate, Caprylic/Capric Trigliceride, Cetaryl Alcohol, Theobroma Cacao Seed Butter, Pentaerythrityl Di Stearate, Phenoxyethanol, Panthenol, Benzyl Alcohol, Dimethicone, Parfum, Sodium Stearoyl Glutamate, Tocopheryl Acetate, Carbomer, Niacinamide, Xanthan Gum, Caramel, Alcohol, Vaccinium Macrocarpon Fruit Extract, Denatonium Benzoate, Theobroma Cacao Extract, Benzyl Salicytate, Sodium Hydroxide, CI 16035 (RED 40).

Cena: ok. 13zł / 200ml z tego co wiem dostępne są w Hebe i drogeriach Natura. Osobiście ich jednak nigdy nie widziałam.

 

Opakowanie:

Balsam umieszczony jest w miękkiej tubce zamykanej na zatrzask. Zamknięcie początkowo jest dosyć uciążliwe, ponieważ trudne je otworzyć i posiadaczki długich paznokci muszą być ostrożne. Dawno już nie używałam balsamu w tubce. Raczej preferuję słoiczki ale szybko się przyzwyczaiłam.


Konsystencja i zapach:

Kosmetyk jest dosyć rzadki. W sumie to ma on chyba konsystencję normalną dla balsamu ale ja przez ostatni czas gustowałam w masłach i dlatego mam pewnie takie odczucie. Zapach jest przyjemny, dosyć słodki. Dla mnie momentami wręcz przesłodzony. Nie jest to typowa czekolada, a dodatek żurawiny jakoś psuje mi ten aromat. Mimo wszystko moja siostra uważa że jest śliczny więc jak widać to kwestia gustu.


Działanie:

Od dłuższego czasu w mojej łazience obecne były jedynie masła. Mam suchą skórę, która wymaga porządnego nawilżenia i zwykle balsamy średnio dawały tu radę. Tym razem jednak zostałam przyjemnie zaskoczona. Balsam naprawdę świetnie się spisuje. Doskonale nawilża i pozostawia ciało miękkim i przyjemnym w dotyku. Nie wymaga ponownej aplikacji po kilku minutach bo efekt utrzymuje się przez wiele godzin. Dodatkowy plus za to że balsam nie budzi. Przyzwyczaiłam się że czekoladowe mazidła zwykle pozostawiają kleksy i plamy na ubraniach. Tu jednak nic takiego nie zaobserwowałam. Kosmetyk mogę polecić miłośniczkom słodkości poszukującym dobrego nawilżenia. Myślę, że będziecie zadowolone.
48

Niedziela dla włosów (11) | mąka ziemniaczana jako dodatek do maski

21 lipca 2014 37
Niedziela dla włosów (11) | mąka ziemniaczana jako dodatek do maski
Witajcie. Tym razem Niedziela dla włosów z lekkim poślizgiem ale to dlatego, że po męczącym tygodniu potrzebowałam odpoczynku i całą rodziną wybraliśmy się nad wodę. Pogoda dopisała i przynajmniej trochę udało mi się zregenerować i nabrać sił.

W tym tygodniu postanowiłam przetestować na moich włosach mąkę ziemniaczaną jako dodatek do maski. Czytałam wiele pochlebnych recenzji na temat tego zabiegu więc oczywiście musiałam się przekonać czy faktycznie jest tak świetny. W dalszym ciągu kontynuuje też pielęgnację na bogato i widzę już znaczącą poprawę ich kondycji.
Tym razem zaczęłam od nałożenia na lekko zwilżone włosy maski aloesowej NaturVital. Muszę przyznać że coraz bardziej mnie zachwyca. Genialnie nawilża włosy, jak żaden inny kosmetyk, którego używałam. Po jakichś 2 godzinach dołożyłam jeszcze niewielką porcję olejku Alterra papaja i migdał. Chcę go wreszcie wykończyć, bo dotarło do mnie kilka innych, niesamowicie kuszących olejków. Mieszankę tą pozostawiłam na włosach jeszcze przez jakąś godzinę. Następnie umyłam włosy moim ulubionym szamponem Love2Mix i nałożyłam maskę Pilomax do włosów ciemnych z dodatkiem ok. 1 łyżeczki mąki ziemniaczanej. Końcówki zabezpieczyłam olejkiem Bioelixire Argan Oil.
Jak tylko mi się uda wstawię zdjęcie z wczoraj robione w naturalnym świetle. Na razie czekam aż siostra mi je prześle.

Po wyschnięciu kosmyki były miękkie, pełne blasku, ale mam wrażenie, że to zasługa dobrego nawilżenia a nie dodatku mąki. Skręt lekko się rozluźnił. Przyjemnie natomiast zaskoczył mnie fakt, że praktycznie całkowicie udało mi się zminimalizować puch, który nie powrócił nawet mimo upału i dnia spędzonego nad wodą. Mimo wszystko mąka ziemniaczana swoim działaniem na włosy na kolana mnie nie powaliła i nie wiem, czy jeszcze kiedyś zdecyduję się na jej zastosowanie.

Próbowałyście mąki ziemniaczanej jako dodatku do maski? Jakie efekty zaobserwowałyście?
37

Rossmann, Alterra, Massageöl Mandel & Papaya (Olejek do masażu `Migdały i papaja`)

19 lipca 2014 53
Rossmann, Alterra, Massageöl Mandel & Papaya (Olejek do masażu `Migdały i papaja`)
Cześć kochani. Nareszcie wolna sobota więc mogę trochę odetchnąć. Upały dają mi nieźle w kość i już marzy mi się trochę niższa temperatura niż te ostatnie 30 stopni. Ja wiem, że niedawno narzekałam na deszcz ale taka już chyba nasza mentalność, że zawsze znajdziemy powód do narzekań. Żeby więc nie przynudzać zapraszam was na recenzję olejku Alterry papaja i migdał. Mam go u siebie już dobrych kilka miesięcy, ale testowałam go na wiele sposobów i chciałam jak najwięcej się o nim dowiedzieć. Stąd też tak długi czas oczekiwania na recenzję. Dziś jednak postaram się zaspokoić waszą ciekawość.


Od producenta:

Dobroczynna, relaksująca pielęgnacja.
Każda skóra zasługuje na indywidualną pielęgnację. Olejek do masażu Alterra został opracowany specjalnie do dobroczynnego, regenerującego masażu wspomagającego ukrwienie i zapobiegającego napięciom mięśni. Wartościowe połączenie olejku migdałowego, wyciągu z papai oraz oleju z pestek winogron rozpieszcza skórę. Olej z jojoby i olej sezamowy dostarczają wyjątkowo intensywnej pielęgnacji i pozwalają jednocześnie zachować elastyczność skóry. Olejek do masażu Alterra łatwo się wchłania. Ciepły, owocowy zapach ożywia zmysły. 


Skład:

Glycine Soja Oil, Ricinus Communis Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Zea Mays Germ Oil, Sesamum Indicum Seed Oil, Triticum Vulgare Germ Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Carica Papaya Seed Oil, Olea Europaea Fruit Oil, Persea Gratissima Oil, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Parfum, Limonene, Tocopherol, Linalool, Geraniol, Helianthus Annuus Seed Oil, Citral, Citronellol, Farnesol.

Cena: ok.15zł/ 100ml

Opakowania:

Olejek znajduje się w buteleczce wykonanej z grubego i dosyć ciężkiego szkła. Poza kolorową etykietą jest ona przezroczysta, co pozwala kontrolować zużycie kosmetyku. Duży plus za wygodny aplikator z pompką, który ułatwia dozowanie produktu. Buteleczka dodatkowo schowana jest w kartonowym pudełeczku, na którym umieszczone są informacje od producenta, skład, itp.


Konsystencja i zapach:

Olejek ma wodnistą, trochę tłustą konsystencję i lekko żółty kolorek. Zapach to niewątpliwie dla mnie największa zaleta. Piękny owocowy, bardziej w kierunku cytrusów. Nie jest zbyt słodki, przebija się nuta świeżości. Przez bardzo długi czas po aplikacji utrzymuje się na skórze.


Działanie:

Olejek kupiłam z myślą o moich włosach i był to pierwszy tego typu produkt jaki w tym celu wypróbowałam. Zachwycił mnie skład, bo jest naprawdę bogaty, w przeróżne olejki ( nie tylko te, które widnieją w nazwie). Znajdziemy tam: olej sojowy, rycynowy, ze słodkich migdałów, olej kukurydziany, z nasion sezamu, olej z kiełków pszenicy, z nasion winogron, z nasion papai, oliwę z oliwek, olej z awokado, olej jojoba, olej z nasion słonecznika, jak również witaminę E. Także naprawdę jest się czym zachwycać. Niestety mimo takiej ilości dobroci moje włosy się z tym olejkiem nie polubiły. Stosowałam go w przeróżnych konfiguracjach: na sucho, na mokro, na maskę, ale nic z tego. Olejek powoduje u mnie puch. Jednak ze względu na pewien sentyment i piękny zapach, w którym się zakochałam postanowiłam znaleźć dla niego inne zastosowanie. Muszę przyznać, że znakomicie sprawdza się jako kosmetyk nawilżający. Moja skóra przyjmuje go dosłownie w każdej ilości. Początkowo delikatnie ją tłuści ale dosyć szybko się wchłania przez co nie powoduje żadnego dyskomfortu. Ja zresztą i tak zwykle stosuję go na noc. Ciało po takim zabiegu jest gładkie i jędrne. Nadaje się również do olejowania paznokci i jeśli ktoś zechce na pewno znajdzie dla niego jeszcze wiele innych funkcji. Ja, mimo, że nie spełnił swojej roli jako olej do włosów, bardzo się z nim polubiłam.
53

Siquens, DermoProfessionnel, Płyn micelarny do cery suchej

17 lipca 2014 38
Siquens, DermoProfessionnel, Płyn micelarny do cery suchej
Cześć wszystkim. Dzisiaj znowu post z automatu, bo jestem w pracy ale po powrocie postaram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze. Nie będzie tym razem żadnego długiego wstępu ale od razu zapraszam was na kolejną recenzję. Tym razem wzięłam pod lupę płyn micelearny Siquens.


Od producenta:

 Siquens DermoProfessionnel płyn micelarny do cery suchej jest przeznaczony do codziennego oczyszczania skóry twarzy, oczu i ust. Łagodnie, lecz skutecznie usuwa zanieczyszczenia i makijaż, w tym wodoodporny tusz do rzęs. Przeznaczony również do cery wrażliwej.
Siquens DermoProfessionnel płyn micelarny do cery suchej ze względu na swoją formułę wyjątkowo delikatnie i skutecznie oczyszcza skórę, bez naruszania jej naturalnej bariery hydrolipidowej. Zapewnia skórze optymalne nawilżenie przeciwdziałając jej przesuszeniu. Działa łagodząco i odświeżająco, a dodatkowa obecność substancji, wchodzących w skład Naturalnego Czynnika Nawilżającego (NMF), zapewnia właściwą pielęgnację i nawilżenie nawet bardzo suchej i wrażliwej skóry. Płyn micelarny nie podrażnia nawet bardzo wrażliwej skóry okolic oczu.
Płyn micelarny przeznaczony jest do codziennego oczyszczania i demakijażu cery suchej. Nasączonym płynem wacikiem delikatnie oczyścić skórę twarzy, oczu i ust. Nie ma konieczności spłukiwania. Do stosowania 1 - 2 razy dziennie.


Skład:

Aqua, Glycerin, PEG-6 Caprylic / Capric Glycerides, Polysorbate 80, Sodium Lactate / Sodium PCA / Glycine / Fructose / Urea / Niacinamide / Inositol / Sodium Benzoate / Lactic Acid, Panthenol, Benzyl Alcohol / Methylchloroisothiazolinone / Methylisothiazolinone, Disodium EDTA, Parfum, Limonene, Linalool, Butylphenyl, Methylpropional, Alpha-Isomethyl Ionone.

Cena: ok. 34zł/200 ml

Opakowanie:

Plastikowa, przezroczysta butelka zamykana na zatrzask. Ma odpowiedniej wielkości, niezbyt duży otwór, który dozuje pożądaną ilość płynu. Design jest bardzo prosty. Na bezbarwnej etykiecie umieszczone są jedynie napisy, bez zbędnych ozdobników.

Konsystencja i zapach:

Kosmetyk ma formę bezbarwnego płynu przypominającego do złudzenia wodę. Zapach jest neutralny, praktycznie niewyczuwalny.

Działanie:

Płyn micelearny to produkt, do którego przez długi czas nie mogłam się przekonać.  Zdecydowanie wolałam demakijaż żelem i w sumie niewiele się w tej kwestii zmieniło. Wszystko zapewne dlatego, że ciągle nie znalazłam micela idealnego. Próbowałam już Ziaji, Verony, zachwalanego płynu z Biedronki, micela Melisa firmy Uroda ale żaden do końca nie sprostał moim oczekiwaniom. No może za wyjątkiem tego ostatniego, bo on był akurat całkiem sensowny. Kolejnym, który trafił w moje ręce był płyn micelearny Siquens. Niestety on też nie zostanie ze mną na dłużej. Nie mam mu zbyt wiele do zarzucenia. Jest delikatny dla skóry, nie spowodował żadnych podrażnień. Całkiem nieźle radzi sobie że zmyciem makijażu, chociaż tusz jest już dla niego pewnym problemem. Ma jednak pewną wadę, która strasznie mnie drażni i sprawia, że moim ulubieńcem ten micel na pewno nie będzie. Mianowicie, po przetarciu nim twarzy pozostawia na niej nieprzyjemną warstwę, przez którą mam wrażenie że moja twarz przypomina papier. Konieczne jest natychmiastowe użycie kremu aby zminimalizować ten efekt.
Płyn micelearny Siquens to wg mnie typowy przeciętniak, który może i sprawdzi się u osób mało wymagających ale bardziej wybrednych raczej nie zadowoli.
38

Niedziela dla włosów (10) | pielęgnacja na bogato

13 lipca 2014 56
Niedziela dla włosów (10) | pielęgnacja na bogato
Witajcie. Tym razem niedzielną pielęgnację przełożyłam na sobotę. Brzydka, deszczowa pogoda sprawiła, że i tak zostałam w domu, więc postanowiłam to jakoś wykorzystać. W tym tygodniu postawiłam na pielęgnację na bogato. Najwyższa pora wynagrodzić włoskom to, że je ostatnio zaniedbywałam. Zauważyłam, że brakuje im nawilżenia i zaczynają niemiłosiernie się puszyć.

Zaczęłam od lekkiego zwilżenia ich wodą i nałożenia maski aloesowej NaturVital. Naszukałam się jej tyle, że w końcu zwątpiłam, że kiedyś uda mi się ją dostać. A jednak- cierpliwość popłaca. Pozostawiłam ją tak na ok. 1 godz. a potem dołożyłam olejek Alterra papaja i migdał. Miałam go zastąpić innym ale akurat był pod ręką więc tak jakoś wyszło, że to on wylądował na głowie. Taką mieszankę zostawiłam na włosach jeszcze jakieś 1,5 godz. a potem zmyłam.
Do mycia użyłam tradycyjnie szamponu Love2Mix z białą perłą. Po odsączeniu włosów z nadmiaru wody nałożyłam na nie na 20 min. maskę Pilomax Henna WAX do włosów ciemnych. Zmyłam ją następnie letnią wodą i spryskałam dwufazową mgiełką b/s Argan Star. Już w przyszłym tygodniu czterech szczęśliwców będzie miało okazję wygrać taką dla siebie. Na koniec rozczesałam włosy grzebieniem z szeroko rozstawionymi zębami i pozostawiłam do wyschnięcia.

Pewnie sądzicie, że po takiej porcji dobroci na pewno obciążyłam włosy i wiszą teraz jak smętne strąki. Otóż nie. Moich włosów jak do tej pory nic nie było w stanie obciążyć. Tym razem zostały za to ładnie dociążone. Chociaż muszę przyznać, że nie jest to jeszcze efekt jakiego oczekiwałam. Mimo wszystko zostały fajnie zdyscyplinowane a puch zminimalizowany. Stały się mięciutkie i błyszczące.
Zdjęcie robione po nocy w warkoczu francuskim.


Niestety dzisiejsza deszczowa pogoda zniweczyła całą moją pracę, ponieważ wyjście na podwórko skończyło się nawrotem puchu. Nie jest on co prawda tak duży jak zwykle ale jednak. Możecie zaobserwować to na zdjęciu powyżej. Baby hair żyją własnym życiem i latają jak szalone. Wiem jednak, że taka wzmocniona pielęgnacja moim włosom służy i mam zamiar ją kontynuować. Zobaczymy jakie da efekty na dłuższą metę.

A co wy zrobiłyście w tym tygodniu dla swoich włosów?
56

Garnier, Hydra Adapt, Matujący i odświeżający krem - sorbet do cery mieszanej i tłustej

10 lipca 2014 60
Garnier, Hydra Adapt, Matujący i odświeżający krem - sorbet do cery mieszanej i tłustej
Cześć. Znowu post pojawia się trochę późno ale w najbliższym czasie pewnie tak będzie. Praca niestety nie pozwala mi na wcześniejsze skorzystanie z komputera więc mam nadzieję że zrozumiecie. Dzisiaj mam dla was recenzję dobrze znanego i szeroko swego czasu reklamowanego kremu Garniera do cery mieszanej i tłustej. Zanim jednak przejdziecie do recenzji chciałabym przypomnieć, że jeszcze tylko dziś możecie zgłaszać się do rozdania z kosmetykami Bioelixire Argan Oil. Macie czas do północy więc śpieszcie się.


Od producenta:

Matujący i odświeżający krem – sorbet wzbogacony został w ekstrakt z zielonej herbaty o właściwościach detoksykujących.
Matuje skórę i daje uczucie świeżości, które utrzymuje się przez cały dzień. Ma nietłustą konsystencję i świetnie się wchłania.
Kremy Hydra Adapt od Garniera to nowa generacja kremów dopasowanych do codziennej pielęgnacji skóry. Nawilżające przez 24 godziny aktywne formuły zostały stworzone na miarę potrzeb różnych typów cery, aby działać w harmonii ze skórą i odpowiadać na jej potrzeby.
Wszystkie kremy zostały wzbogacone w intensywnie nawilżający eliksir roślinny, który łączy w sobie minerały i składniki odżywcze takie jak: syrop klonowy, gliceryna i mannoza. Każdy krem posiada indywidualnie dobrany zestaw składników aktywnych, który idealnie dopasowuje się do potrzeb skóry.
 

Skład:

 Aqua/Water, Glycerin, Isononyl Isononanoate, Alcohol Denat., Acer Saccharinum Extract/Sugar Maple Extract, Ammonium Polyacryldimethyltauramide, Ammonium Polyacryloyldimethyl Taurate, Behenyl Alcohol, Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Biosaccharide Gum-1, Cammelia Sinensis Leaf Extract, Capryryl Glycol, CI 42090/Blue1, CI 47005/Acid Yellow 3, Citronellol, Disodium Ethylene Dicocamide PEG-15 Disulfate, Glyceryl Stearate Citrate, Limonene, Linalool, Mannose, Phenoxyethanol, Pyrus Malus Water/Apple Fruit Water, Silica, Sodium Acrylates, Crosspolymer-2, Sodium Hydroxide, Tetrasodium EDTA, Xanthan Gum, Parfum/Fragrance (F.I.L B158083/1). 

Cena: ok.16zł/50ml

Opakowanie:

Krem znajduje się w niewielkiej zielonej tubce zamykanej na zatrzask. Jest ona poręczna i nie zajmuje dużo miejsca, tak że spokojnie można zabrać ją ze sobą na wakacje czy w podróż. Dodatkowo tubka umieszczona jest w papierowym pudełeczku, które zawiera wszelkie potrzebne informacje tj. skład, datę ważności czy słowa producenta.


Konsystencja i zapach:

Zastanawiałam się zawsze jak może wyglądać kosmetyk określany mianem "sorbet". Okazało się, że konsystencją przypomina on lekki mus. Krem ma delikatny zielony kolorek i dobrze się rozsmarowuje. Szybko i dobrze się wchłania, nie pozostawiając przy tym tłustej ani klejącej warstwy. Zapach jest dla mnie neutralny, trochę chemiczny ale momentami przebija się alkohol, który trochę przeszkadza.

Działanie:

Lato to pora, kiedy moja mieszana cera wymaga przede wszystkim porządnego zmatowienia. Niestety już na początku muszę przyznać, że na Garnierze się zawiodłam. Podoba mi się jego konsystencja i to, że jest wyjątkowo lekki dzięki czemu na lato jest naprawdę idealny. Poziom nawilżenia jak na moje potrzeby jest również wystarczający. Faktycznie po nałożeniu czuć jakieś odświeżenie. Kolejny plus za to, że kosmetyk nie zatyka porów, a w moim przypadku znalezienie takiego kremu jest naprawdę trudne. Niestety matowienie można pomiędzy bajki włożyć. Po porannej aplikacji utrzymuje się on może ze 2 godziny. Po tym czasie nos i czoło znowu zaczynają się niemiłosiernie błyszczeć. Takie efekty są w przypadku cery mieszanej a myślę, że przy tłustej mogłoby być jeszcze gorzej. Zawiodłam się i do tego sorbetu już nie wrócę. Nadal będę szukała kremu, który zapewni mi mat idealny na wiele godzin. Mam nadzieję, że coś takiego istnieje.
60

Schwarzkopf, Taft Keratin Complete, Supermocna pianka do włosów

8 lipca 2014 31
Schwarzkopf, Taft Keratin Complete, Supermocna pianka do włosów
 Cześć dziewczyny. Przed chwilą wróciłam do domu. Zmęczona na maksa. Praca przy zbiorze owoców, pierwszy dzień. Kręgosłup boli, nogi spalone jak u raka i cieszę się że ten dzień zbliża się do końca. Mimo tego że ledwo stoję na nogach udało mi się skleić dla was nowego posta. Tym razem chciałabym przedstawić wam piankę do włosów Taft.


Od producenta:

 Supermocna pianka do włosów Schwarzkopf, Taft, z formułą z płynnymi elementami keratyny wzmacnia włosy, aby zapewnić długotrwałe utrwalenie, bez sklejania włosów.
- do 48 h supermocne utrwalenie. Nie pozostawia resztek. Łatwa do usunięcia podczas szczotkowania.
- pomaga chronić włosy przed wysuszeniem i nie obciąża ich.
Formuła Thermo - All - Around - Protection ze składnikami nawilżającymi osłania twoje włosy przed gorącym powietrzem suszarki.

Cena: 13zł / 200ml

 

Opakowanie:

Pianka jak większość kosmetyków tego rodzaju znajduje się w metalowej butelce z dozownikiem. Jest ona poręczna i wygodnie leży w ręce. Aplikator nie zacina się.


Konsystencja i zapach:

O konsystencji nie muszę za wiele pisać bo jak sama nazwa wskazuje jest to pianka. Początkowo dosyć zbita, bardzo szybko zamienia się w klejącą maź. Zapach jest typowo chemicznych ale nie duszący.

Działanie:

Pianka zalegała w moim domu już od jakiegoś czasu. Kupiła ją moja mamy z myślą że wykorzysta ją do układania swoich włosów. Kiedy jednak odkryła odżywkę CHI pianka z miejsca została rzucona w kąt. Odkąd jednak zaczęłam wydobywać skręt swoich włosów postanowiłam wypróbować ją do tego celu. Niestety bardzo szybko się rozczarowałam. Pianka nałożona na mokre włosy co prawda podkreśla skręt ale na bardzo krótko. Utrwalenie jest naprawdę słabe. Już po kilku godzinach skręt jest widocznie rozluźniony i nijaki. Próbowałam też używać jej na suchych lub wilgotnych włosach ale było jeszcze gorzej. Kosmyki potwornie się posklejały a w następnej kolejności pojawił się gigantyczny puch i przesusz. Jeśli chodzi o piankę Taft to jestem zdecydowanie na NIE. Myślę że muszę zaprzyjaźnić się z żelami bo taka forma stylizacji mnie nie przekonała i do pianek raczej nieprędko wrócę.
31

Niedziela dla włosów (9) | płukanka kawowa

6 lipca 2014 41
Niedziela dla włosów (9) | płukanka kawowa
Dzisiaj po kilkutygodniowej przerwie w końcu przygotowałam dla was Niedzielę dla włosów. Duże opóźnienie wynikało z tego, że tymczasowo przeniosłam się do babci i kompletnie nie miałam głowy do wymyślania ciekawych przepisów pielęgnacyjnych. Najwyższa jednak pora to nadrobić i dopieścić trochę moją czuprynkę. Tym razem zdecydowałam się wypróbować płukankę kawową. Jest ona bardzo prosta w przygotowaniu. Pisałam o niej w TYM poście ale dla przypomnienia powtórzę jeszcze raz.

 

PŁUKANKA KAWOWA
2 czubate łyżeczki kawy zalewamy wrzącą wodą (250 ml). Przecedzamy i pozostawiamy do wystygnięcia. Rozcieńczamy wodą ( 2 szkl. wody na 1 szkl. kawy) i używamy do ostatniego płukania.

Zanim jednak wykonałam płukankę najpierw na ok. 1 godzinę nałożyłam na włosy olejek Alterra papaja i migdał. Następnie umyłam je szamponem Love2Mix z proteinami perły i nałożyłam maskę Pilomax henna WAX na ok. 15 min. Dopiero potem zmyłam maskę i wypłukałam je roztworem z kawy. Efekt, który uzyskałam przekonał mnie, że warto zainteresować się bardziej płukankami. Włosy były błyszczące i miękkie. Rudawe refleksy, których nabawiłam się od słońca zostały lekko przyciemnione. Mam nadzieję, że po kilku takich seansach staną się jeszcze mniej widoczne.


Skręt był całkiem niezły chociaż pojawił się delikatny puch. Wiem już jednak, że to wina olejku, którego mimo rozlicznych prób moje włosy jednak nie polubiły. Bardzo spodobało mi się to, że płukania nadała włosom ładnego zapachu, który utrzymywał się jeszcze kilka godzin po wyschnięciu. Wiem, że często narzekam, że strasznie nie lubię zapachu kawy ale tym razem miło się zaskoczyłam, bo kosmyki pachnące tym napojem jak najbardziej mi odpowiadają. Po płukankę kawową na pewno jeszcze sięgnę ale mam też listę kilku innych, które planuję wypróbować. Na bieżąco będę wam relacjonowała swoje poczynania więc bądźcie czujne.
41

Odżywcza Maska do Twarzy Rokitnik i Kwiat Lipy, Belita

4 lipca 2014 49
Odżywcza Maska do Twarzy Rokitnik i Kwiat Lipy, Belita
Cześć dziewczyny. Słoneczko nareszcie się pojawiło więc dopiero przed chwilą weszłam do domu. Uwielbiam taką pogodę, bo nareszcie czuję, że jest lato. Dzisiaj przyszłam pora na recenzję ostatniego już kosmetyku z paczuszki, którą dostałam w ramach współpracy z Biosfera Polska. Jest to maseczka do twarzy, która bardzo szybko swoim działaniem skradła moje serce.


Od producenta:

Maska intensywnie oczyszcza, odżywia i nawilża skórę, wspomagając jej regeneracje.
Składniki aktywne: olej rokitnikowy i kwiat lipy
Zastosowanie:
Pielęgnacja cery suchej i normalnej
Sposób użycia:
Nanieść maskę grubą warstwą na oczyszczoną skórę twarzy. Pozostawić na 15 - 20 minut, po czym dokładnie spłukać wodą i nanieść krem. Stosować 1 - 2 razy w tygodniu. 

Cena: ok. 10,90zł/ 100 ml do kupienia TUTAJ

Opakowanie:

Maseczka znajduje się w miękkiej plastikowej tubce. Jest zamykana na zakrętkę, pod którą dodatkowo znajduje się celofonowe zabezpieczenie. Opakowanie jest wygodne w użyciu a całość utrzymana jest w słonecznej, letniej kolorystyce.

Konsystencja i zapach:

Kosmetyk jest średnio gęsty ale dobrze rozprowadza się na twarzy. Zapach jest trudny do zdefiniowania. Ciężko mi określić czy ma on coś wspólnego z rokitnikiem, ponieważ nie znam tej rośliny. Niemniej jednak aromat jest całkiem przyjemny.

Działanie:

Maskę nakładem na twarz zgodnie z zaleceniami producenta grubą warstwą na ok. 15-20 min. Kosmetyk momentalnie się wchłania i po określonym wyżej czasie na buźce praktycznie nic już nie pozostaje. Lekką warstwę, która nie zdołała się wchłonąć usuwam za pomocą wacika. Po takim zabiegu moja cera jest cudownie dopieszczona: świetnie nawilżona i odżywiona. Poprawia się jej koloryt. Zaskoczył‚ mnie fakt, że tak genialny efekt utrzymuje się nawet przez 2-3 dni. Maska moim zdaniem jest naprawdę godna polecenia. Do tej pory używałam tylko tych saszetkowych ale teraz gdy stawiam na nawilżanie bez zastanowienia sięgam po Belitę bo wiem że efekt będzie taki jakiego oczekuję.




Macie swoje ulubione maseczki? Jakie możecie polecić?
49

Przykładowe płukanki, które poprawią wygląd naszych włosów.

2 lipca 2014 67
Przykładowe płukanki, które poprawią wygląd naszych włosów.
Witajcie kochane. Nie wiem czy wiecie ale wczoraj Anwen ogłosiła lipiec miesiącem płukanek. Zorientowałam się przez to, że nigdy o nich nie pisałam na blogu. Zawsze tę formę pielęgnacji traktowałam po macoszemu i zazwyczaj po prostu z niej rezygnowałam tłumacząc się brakiem czasu. Teraz jednak mam świetną okazję aby to nadrobić i postanowiłam zachęcić was do tego aby również spróbować. Na dobry początek przygotowałam dla was krótki wpis zawierający przepisy na przykładowe płukanki do włosów. Są one proste w wykonaniu, a potrzebne produkty bez problemu znajdziecie w kuchni, ogródku lub idąc na spacer.

1. Płukanka z kawy.

2 czubate łyżeczki kawy zalewamy gorącą wodą (250ml) i odstawiamy do ostudzenia. Przecedzamy, aby pozbyć się fusów a pozostały napar rozcieńczmy wodą (ok. 2 szklanki). Płukanka ta wzmacnia włosy, przyspiesza ich wzrost i poprawia kolor ciemnych włosów nadając mu głębię.

2. Płukanka z kakao.

2 łyżki kakao zalewamy gorącą wodą (500ml) i zostawiamy do ostygnięcia. Kakao wzmacnia włosy, hamuje wypadanie, nabłyszcza i podkreśla ich ciemny kolor.

3. Płukanka z herbaty.

Zaparzamy herbatę (tak jak do picia). Może być to herbata czarna, biała lub zielona. Pozostawiamy do ostygnięcia i powstałym roztworem płuczemy włosy. Płukanka ta hamuje wypadanie, odżywia i wzmacnia włosy, likwiduje łupież. Czarna herbata może lekko przyciemnić włosy.

4. Płukanka z cytryny.

Sok z jednej cytryny wyciskamy do ok. 1 litra wody. Płukanka rozjaśnia włosy, odświeża, przywraca naturalne pH skóry głowy.

5. Płukanka z brzozy.

Do ok. 500 ml wrzącej wody wrzucamy ok. 2 łyżki suszonych liści brzozy. Odstawiamy na ok. 20-30 min. a następnie przecedzamy. Płukanka ta ogranicz przetłuszczanie skóry głowy, wzmacnia włosy i hamuje ich wypadanie.


6. Płukanka z cynamonu.

Łyżkę cynamony zalewamy gorącą wodą (500ml), studzimy i odcedzamy. Napar ma za zadanie zdyscyplinować włosy, nadać im objętości. Należy tylko uważać żeby płukanki tej nie stosować na skórę głowy ponieważ cynamon może spowodować uczulenie.

7. Płukanka z mięty pieprzowej.

2 łyżki mięty zalewamy gorącą wodą  i odstawiamy na ok. pół godziny. Ostudzony napar przecedzamy. Płukanka odświeża i ogranicza przetłuszczanie się włosów.

8. Płukanka z rumianku.

2 łyżki suszonego rumianku zalewamy wrzącą wodą ( 500ml). Rumianek delikatnie rozjaśnia włosy i wzmacnia je.

9.Płukanka piwna.

Szklankę piwa odstawiamy na kilka godzin aby zwietrzało. Następnie rozcieńczamy je z wodą i płukamy włosy. Piwo nadaje im objętości i blasku, wzmacnia je.

10. Płukanka z pokrzywy.

2 łyżki pokrzywy (ja zwykle używam suszonej) zalewamy gorącą wodą i parzymy przez ok. 30 min. Odcedzamy i studzimy. Płukanka wzmacnia włosy, pobudza je do wzrostu i ogranicza przetłuszczanie.

To tylko przykładowa dziesiątka najprostszych płukanek. Jeśli chcecie pokombinować bardziej, w internecie na pewno znajdziecie dużo więcej przepisów. Mam nadzieję, że i te was zainspirują i zechcecie wypróbować je na swoich czuprynach. Ja już w niedzielę postaram się pokazać wam jak na moich włosach sprawdza się płukanka kawowa.

Używacie płukanek? Jakie są wasze ulubione?

67
Copyright © 2016 W-SEKRECIE.PL